Czy można nienawidzić własną matkę?

Matka Moniki zawsze była nadopiekuńcza, a do tego jeszcze bardzo władcza, apodyktyczna. Zawsze musiała mieć rację. Nigdy nie była niczemu winna. No i zawsze wiedziała lepiej.

Monika była osobą uroczą, choć nieśmiałą. Atrakcyjną, ale niezbyt pewną siebie. Łagodną, często brakowało jej asertywności. Nie miała w zwyczaju ranić drugiego człowieka. Dyplomatka. Kulturalna. Matka wykorzystywała te jej cechy – jak chciała pogadać lub potrzebowała słuchacza, to szła do Moniki, ale jak chciała czyjejś rady, to szła do Agnieszki – siostry Moniki, asertywnej, pyskatej, jak ona sama. To Monika, jako starsza siostra, miała ustępować, dawać, a Agnieszka, jako młodsza – brać. I tak już zostało. Matka lubiła osoby podobne do niej. Spokojniejsze, wrażliwsze ją drażniły.

Przez wiele lat Monika nie zauważała, że matka niszczy jej przyjaźnie. Każda koleżanka była nieodpowiednia. Naiwna i ufająca swojej rodzicielce, często się jej zwierzała. A matka każe to zwierzenie wykorzystywała później przeciw niej, każdą informację. Nie umiała też dochować żadnej tajemnicy. Potrafiła czytać jej listy, przeglądać pamiętnik, podsłuchiwała, kłamała, kłamała, kłamała…

Najbardziej zaczęło to doskwierać Monice, kiedy poszła na studia. Była coraz starsza. Coś do niej zaczęło docierać. Owszem, mogła chodzić na imprezy, prowadzić życie towarzyskie, ale w domu czuła się fatalnie. Nie wolno jej było czytać do późna książek. Matka wchodziła do jej pokoju i po prostu gasiła światło (albo wyłączała korki, kiedy jej córka się buntowała). Wszystko musiało być tak, jakie było jej „widzimisie”. W telewizji można było oglądać to, co ona chciała widzieć. Gdzieś w tym wszystkim był ojciec Moniki i Agnieszki – flegmatyczny, spolegliwy i kompletnie podporządkowany swojej żonie. Właściwie się nie liczył. Jak mąż Dulskiej.

Z czasem dziewczyna zaczęła się dusić. Nie mogła tego wytrzymać.  Już nie zwierzała się aż tak, jak kiedyś. Dostrzegała kłamstwa matki, takie durne, ale zmieniające rzeczywistość. Kłamstwa tworzące drugi świat, może lepszy dla matki? Monika już nie ufała tak bardzo tej, która ją urodziła.

Chciała się wyrwać. Ale kiedy już do tego dojrzała, wybrała, niechcący zresztą, fatalny sposób. W jej życiu pojawił się Krystek. Nie był to pierwszy facet, oczywiście, ale potraktowała go (akurat jego) śmiertelnie poważnie. Był jej szansą na ucieczkę z domu. No i, rzecz jasna, szansą na piękną miłość, ale to chyba w drugiej kolejności. Monika się zakochała. Krystek w sumie też. Ale nie żyli długo i szczęśliwie. Zamieszkali razem. Ona wierzyła, że jak się kocha, to można góry przenosić, do wszystkiego można dojść… On wierzył, że ona te góry przeniesie i do wszystkiego dojdzie. Tak, Krystek był lekkoduchem, chłopczykiem, który dużo obiecywał i nic z tych obiecanek-cacanek sobie później nie robił. Monika długo tego nie widziała. Może nie chciała widzieć? Może za bardzo chciała się wyrwać z domu?

Zaszła w ciążę. Krystek nawet przez chwilę się ucieszył. No, bo będą już razem i ona to wszystko jakoś pociągnie, zarobi, jak trzeba będzie… Matka Moniki ucieszyła się, że będzie babcią, nawet jej nie przeszkadzało, że młodzi nie mają jeszcze ślubu. Mieli się pobrać raz dwa. Akurat w tym czasie narzeczony stracił pracę. Okazało się też, że nie ma żadnych oszczędności, jak mówił wcześniej, nie miał więc nawet kasy na przysłowiowe obrączki. Specjalnie nowej pracy nie szukał, miał coś na boku na czarno. Monika zrozumiała, że popełniła błąd. Cholerny, okropny, gigantyczny, obrzydliwy błąd. Krystek nie nadawał się na męża, partnera, może nawet na ojca?

Zerwała zaręczyny. Zarabiała mało. Co zrobić? Myślała o domu samotnej matki, ale jej rodzicielka wybiła jej to z głowy. Co to byłby za wstyd, gdyby tam się przeniosła? Wstyd na cała rodzinę i blokowisko. Zaoferowała jej, że może mieszkać z rodzicami, we wszystkim jej pomogą, a jak znajdzie lepszą pracę, to pomyśli o kredycie na mieszkanie. Monika się wahała. Bała się. Ale domu samotnej matki też się bała. Tego, jak się tam odnajdzie, czy sobie poradzi. W końcu po namowach rodziców, została z nimi, uznając, że chyba wiedzą, co robią i pomogą jej, skoro to właśnie proponują. Matka jeszcze kilka razy namawiała ją na ślub. Niech sobie mieszkają osobno, ale z obrączkami na palcu. Krystek chciał ślubu, ale Monika się uparła. Nie widziała sensu w tworzeniu fikcji, nie chciała żyć z leniem. Wyrzucała sobie wielokrotnie, że była ślepa i łatwowierna. Ale cóż. Co się stało, to się nie odstanie. Trzeba było żyć dalej. I tak, z ucieczki z domu nic nie wyszło. Monika znowu żyła ze swoją apodyktyczną matką pod jednym dachem.

Kiedy brzuch Moniki stał się większy, matka zmusiła ją, żeby zaczęła nosić obrączkę. „Nie będę się za ciebie wstydzić!” – krzyczała – „Nie po to cię chowałam, żebyś panną dziecko miała!”. Monika pełna winy kupiła obrączkę. Kupiła też matce ładny pierścionek, żeby ją ułagodzić. I ten zwyczaj już pozostał. Z małej pensyjki Monika musiała oszczędzać na maluszka, który miał się urodzić, na dom, żeby dorzucać się do budżetu rodziców, bo za darmo nie mogła  z nimi mieszkać, no i na prezenty dla ciągle rozzłoszczonej matki…

Im brzuch był większy, tym złość przyszłej babci rosła. Monika wysłuchiwała, jakim jest śmieciem, suką i gównem. Kilka dni przed porodem matka kazała jej wynosić się do szpitala, bo nie życzyła sobie, żeby ją w razie czego budzić, gdyby jej córka zaczęła rodzić w nocy.

Potem matka Moniki zakochała się w swoim wnuczku, co nie zmieniało faktu, że potrafiła do niego krzyknąć: „Ty mały pierdolcu! Zamknij się wreszcie!” – mały miał alergię na sztuczne mleko, ciągłe kolki, płakał non-stop i nie mógł spać. Monika prawie miesiąc po porodzie chorowała, bo ją zarazili jakąś bakterią w szpitalu. „I czego leżysz?!” – krzyczała do niej matka, kiedy z prawie 40-stopniową gorączką nie miała siły, żeby podejść do swojego synka – „Nawet do dziecka nie podejdziesz! Co z ciebie za matka! Wszystko na mojej głowie!”. To prawda. Przez chorobę Moniki sporo obowiązków było na głowie obecnej babci.

Ale dziewczyna w końcu wyzdrowiała i sama zajmowała się swoim dzieckiem. „Ty śmieciu, ty suko, ty szczurze!” – słyszała wielokrotnie od swojej matki. „Co ja przez ciebie mam! Zmarnowane życie! Do pracy bym poszła, ale przez ciebie nie mogę!”. Czy faktycznie nie mogła? No, nie wiem. Nie pracowała już wcześniej. Chwytała się różnych zajęć, ale żadnej pracy nie utrzymała na dłużej. W jednej nawet była winna pieniądze, bo jako opiekunka do dzieci pożyczyła 2 tysiące od mamy, której dziećmi się zajmowała, i potem ją ścigali za ten dług. Monika i jej ojciec brali pożyczki, żeby oddać pieniądze. Chyba więc mogła iść do pracy, gdyby tylko chciała. Ale nie poszła. Została i dyrygowała domem. Monika siedziała na urlopie macierzyńskim pół roku, do tego zaległy urlop, sporo czasu. Sporo czasu ciągłego wyzywania, poniżania, nawet przemocy ze strony jej rodzicielki. Tak. Kilka razy matka ją uderzyła. Ją – kobietę 28-letnią. Za co? Za całokształt. Albo za to, że próbowała wychowywać dziecko po swojemu. A tego nie wolno było. Wszystko trzeba było robić tak, jak nakazywała apodyktyczna babcia. Monika miała obowiązek wychowywania synka tak, jak jej kazała. Nawet mały parę razy oberwał od babci, tak po prostu, bo była zdenerwowana.

Kilka razy Monika podchodziła do okna i chciała wyskoczyć. Ale stchórzyła i nie zrobiła tego.

Jeśli zdarzał się dzień bez awantury – to był sukces. Monika kupowała swojej matce słodycze, ubrania, drobiazgi, leki, kosmetyki – byle tylko wprowadzić ją w dobry humor. Na Dzień Matki koperta z pieniędzmi, na Dzień Babci oczywiście też. Sama nie mogła w związku z tym nic oszczędzić, chodziła ubrana w byle co… Nie wolno jej było nigdzie wychodzić samej, miała ciągle siedzieć z dzieckiem.

Dzień bez krzyków babci – to było coś. A te krzyki słyszeli wszyscy sąsiedzi w bloku. Takim ośmiopiętrowym, z płyty, w którym wszyscy widzą i wiedzą wszystko. A jeden sąsiad drugiemu powtarza najświeższe ploteczki. Patrzyli później na Monikę w windzie, a ona nie potrafiła spojrzeć im w twarz. Tak się wstydziła.

Matka-babcia nie miała z tym problemu. Jakby do niej nie docierało, jakim kiepskim przedstawieniem stało się ich życie. Wszem i wobec opowiadała, jak to pomaga swoje córce i jaką wspaniałą matką jest i babcią…

„Ty kurwo, ty suko, nic nie umiesz, do niczego się nie nadajesz…!!!”

A gdyby tak zabić się i już tego nie słuchać? A gdyby tak odejść?

To wszystko widział synek Moniki. Widział ciągłe poniżanie swojej mamy, widział, jak obrywała, słyszał wyzwiska…

Jaki koniec ma ta historia? Monika w końcu znalazła lepszą pracę, wzięła kredyt na mieszkanie i powoli zaczęła oddalać się od swoich rodziców, wychowywać dziecko po swojemu. Oczywiście i ona, i jej maluch są naznaczeni tym, co się kiedyś działo. Oboje są nerwowi, miewają stany lękowe, nerwobóle, Monika ma kłopoty z sercem. Do dziś walczą z jej rodzicami o wolność i niezależność, bo rodzicielka Moniki nie lubi odpuszczać. I nie rozumie, że jej córka już nie godzi się i nigdy nie będzie godzić na pewne jej zachowania.

Czy można znienawidzić własną matkę?

Monika już tego nie czuje. Czas zaleczył rany, pozwolił na wybaczenie. Ale w sercu po miłości do rodzicielki nie pozostał już chyba żaden ślad. I ma w związku z tym wyrzuty sumienia.

Bo przecież jak można nie kochać własnej matki?

31 myśli nt. „Czy można nienawidzić własną matkę?

      1. ~Monika

        Ta historia jest mi bardzo bliska i dziwnie znana. Jkby mój życiorys. Apodyktyczna matka i ojciec pantoflarz. Przeszłam prawie to samo z takim wyjątkiem, że ty nie wyszłaś za mąż, a ja tak, a potem się rozwiodłam i zamieszkałam z rodzicami ( tak nalegali). To był koszmar – ja z moim synkiem w małym pokoju w którym trudno było się obrucić z nadmiaru rzeczy, np. lodówka, pralka …. Święta samotnie w pokoju a za ścianą rodzina. Powroty z pracy na wyznaczoną godzinę albo awantura. Babcia zwracała się do wnuczka ty bachorze, gnojku, matole, nie będę opisywała jak mówiła do mnie…. Po trzech latach spotkałam kogoś wartościowego, wyszłam za mąż wyprowadziłam się, ułożyłam sobie życie. Utrzymuję kontakt z rodzicami i staram się być dobrą córką, wybaczyłam. Czy powinnam? czas leczy rany. Ta krzywda jednak odbiła się na mnie bardzo. Brak pewności siebie, niedowartościowanie, nerwica, leki, ciągłe choroby, bóle głowy. Nie chodziłam na terapie ale chyba będę musiała, bo bardzo ciężko mi żyć normalnie.
        Znajomi mi mówią, jesteś świetna w tym czy w tamtym, a ja i tak nie wierzę w to , no bo jak mogę? …… Pozdrawiam M.

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Witaj,
          Jakbym czytała o sobie, słowo daję, takie podobieństwo.
          Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę dużo siły. Takim jak my jest ona bardzo potrzebna:)

          Odpowiedz
      1. ~Ali

        Mój koszmar bardzo podobny do Twojego trwa bez końca.2dzieci i babcia bujać nas po twarzy, ot tak żeby upokorzyc. Nie mam siły żyć

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Współczuję…
          U mnie czas wiele uleczył. Złapałam dystans, ustanowiłam granice. Po kilku latach zaczęłam układać relacje z rodzicami, zwłaszcza z mamą, ponownie. Na pewne rzeczy już nie pozwolę, o czym wiem i ja, i ona. Wybaczyłam. Było trudno, ale zrobiłam to i nie żałuję. Liczę, że uda nam się wszystko posklejać i na starość zaopiekuję się nimi nie z obowiązku.

          A u Ciebie? Na czym polega Twój toksyczny układ? Może uda mi się coś Ci doradzić? Co dwie głowy to nie jedna :)

          Odpowiedz
  1. ~martusia

    oczywiscie, ze mozna.
    Ja od mojej ucieklam przed 15 laty do Niemiec.
    Tez bylam k…, suka, wyzeralam jedzenie, okradalam rodzenstwo (z czego??). Bicie, klamstwa, wyzwiska-oczywiscie tak, zeby caly blok slyszal. Wymyslala historie na moj temat i opowiadala sasiadkom jaka to ja zla, a ona oczywiscie biedna. Zreszta zawsze wszyscy byli winni, tylko nie ona.

    Moja matka cala swoja zlosc, nienawisc i wszystko zle co w niej siedzialo przelala na mnie, potem po kolei na reszte mojego rodzenstwa.
    Czy jej nienawidze?? Teraz juz nie, ale jej nienawidzilam, zyczylam jej smierci. Raczej z bezsilnosci, niz z nienawisci. Z niemocy.
    Pozdrawiam wszystkich z takich „rozrywkowych” rodzin.

    Odpowiedz
  2. ~Ula

    Fajny blog,świetnie się czyta.Bardzo poruszająca historia,nie mogę zrozumieć jak można tak traktować innych ludzi,a co dopiero własną córkę.Życzę Ci dużo siły i odwagi!

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Dziękuję za miłe i ciepłe słowa :)
      Niestety, okazuje się, że najbliżsi potrafią ranić w sposób okrutny.

      Odpowiedz
  3. ~Elżbieta

    Witam Cię, dopiszę cd …upłynęło wiele lat, jakoś podratowałam swoja psychikę mocno nadwerężoną przez ‚rodzicielkę” , dzisiaj jest ona stara i chora, choć nadal pełna agresji i nienawiści, żąda ode mnie, dosłownie żąda pomocy i opieki, a ja nie mogę się przełamać, nawet z takiego ludzkiego punktu widzenia….przecież należy pomoc jeżeli ktoś tej pomocy od nas oczekuje….ale nie jej, po prostu z troski o siebie samą, żeby nie oszaleć. Pozdrawiam i rozumiem.

    Odpowiedz
  4. ~Grażyna

    Moja mama zmarła przeszło rok temu…może to okropne, ale jakoś lekki jest mój żal po tej stracie. Chociaż mieszkałyśmy daleko od siebie, to ze swojej strony starałam się utrzymywać stały z nią kontakt. Pomagałam jej na różne sposoby. Pomagałam też mojemy młodszemu brat, bo „jemu w życiu tak dobrze nie wyszło” jak mnie. Od czasu do czasu, jeszcze za życia matki, dochodziły do mnie słuchy jaka to jestem wredna, okropna, że zawsze chcę „wtrącić swoje 3 grosze” (np. proponowałam wymianę okien na nowe, remont łazienki, itp.), ale ja do tego nie przywiązywałam wagi. Przyjaciólka mojej matki, bliska mi osoba również, raz powiedziała „uwazaj na mamę, bo to niewdzięczna osoba”. Mój mąż po którejś wizycie u niej stwierdził, że musi mi coś opowiedziec. Okazało się, że moja matka oplotkowała mnie do swojego zięcia nie zostawiając na mnie suchej nitki i kazała mu na mnie uważac… A po jej śmierci okazałosię, że zrobiła to samo o nim do sąsiadów. Kochałam swoją matkę jak każde dziecko. Dużo by pisać na ten temat… Moja córka była według babci głupia… chociaż jedyna z trójki wnuków ma tytuł magistra, napisała już dwie książki, ma też kilka innych publikacji… i także kochała babcię. Po śmierci matki, porzątkując jej mieszkanie, znalazłam pewien „rękopis”, z którego dowiedziałam się, że moje dziecko, to wstrętny, obrzydliwy bachor, mała suka… żeby przytoczyć tylko te najlżejsze z epitetów dotyczące jej wnuczki… Ehh… życie. Pozdrawiam i życzę powodzenia :))

    Odpowiedz
  5. ~ala

    nienawidzić własnej matki….to ja jestem tą znienawidzoną matką przez swoją córkę.Zapytacie dlaczego?Ano, bo…..chcę by poszła do szkoły jakiejś policealnej- bo zawodu żadnego , bo skończyła liceum też upierdliwie przeze mnie pilnowane, chcę by przestała zadawać się z towarzystwem które żyje poprzez kradzieże i jeszcze inne występki, bo chcę by zaczęła sprzątać po sobie- to ja pracuję do 16, przychodzę zmęczona i chciałabym coś zjeść i nie przepychać się przez kłęby niedomytych garnków i talerz-córunia przecież miała towarzystwo……bo chciałabym by prała swoje rzeczy a nie tylko kupowała……
    czuję żal w sobie i tłamszę go wychodząc na spacer z psem i kiedy nikt nie widzi po prostu płaczę, bo cóż mi pozostało? Przecież ja ją wychowałam, pieściłam, kupowałam pozwalałam na wszystko, bo miała dwie ciężkie operacje na oczy, źle je zniosła……..nieważne, serce mam już chore…..niedługo sześćdziesiątka, zostanie sama i może wtedy pomyśli choć raz ciepło o mnie?

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Właśnie, może chodzi o to pozwalanie na wszystko? Człowiek często daje zbyt wiele i nic z tego dobrego nie wychodzi.
      Chcesz dobrze dla swojej córki, to widać:)
      Jak zostanie sama, sama będzie musiała sobie radzić, to doceni Twoją troskę.

      Odpowiedz
    2. ~Benita

      Nie używam wyzwisk do nikogo ale co ma zrobić matka jak córka idzie po równi pochyłej? Jak ją ustrzec???? Pytam się ??????

      Odpowiedz
    3. ~Benita

      Dlaczego córka nie może zrozumieć, że matka chce jej dobra????????? Przekonają się jak same będą matkami jak to jest !!!!!!!!!

      Odpowiedz
  6. ~Nithaiah

    Mam podobną matkę, tyle, że do tego dochodziło jeszcze to, że nigdy nie była wystarczająco dobra, zawsze ktoś coś robił lepiej niż ja i miałam go naśladować. Jakby na szczęście moją apodyktyczną matkę temperował mój agresywny ojciec-alkoholik. przez co matka sama zrobiła z siebie jakby jego ofiarę. Co za popaprany świat miałam, teraz się dowiaduję, że jestem DDA i DDD w jednym:) Sama się sobie dziwię, że wyszłam na ludzi. Pamiętam, że ostatni raz matka próbowała mnie uderzyć w twarz gdzieś pod koniec technikum. Złapałam wtedy jej rękę w locie i po prostu spojrzałam jej głęboko w oczy. Chyba wtedy się przestraszyła, że jestem już na tyle duża, że mogę jej przypadkiem oddać. Mimo, że do dzisiaj mną manipuluje, to wysyłam jej co miesiąc pieniądze na życie. Traktować mnie jak bym była głupia przestała jakiś rok temu, kiedy to po wielkiej awanturze jaką urządziła spojrzałam na nią tylko i nic nie mówiąc odwróciłam się i sobie poszłam. Przestraszyła się wtedy, że może stały przypływ pieniążków się skończy. To był pierwszy raz od kiedy pamiętam, moja matka powiedziała słowo przepraszam do mnie, a miałam wtedy 28 lat. Jednak ja jej w te słowa nie uwierzyłam, bo wiem, że gdyby nie potrzebowała moich pieniędzy to nie usłyszałabym nawet słowa „spier….laj”. Zresztą ja już jej nie wierzę wogóle, ani w jej manipulacje, ani w słowa uznania. Czekam tylko, aż znajdzie sobie jakiegoś faceta, który ją utrzyma, by się od niej uwolnić, bo tylko ja z trójki dzieci jej pomagam. Gdtby nie moja pomoc, to zapewne umarłaby z głodu, a wiadomo, że matkę każde dziecko kocha, obojętnie jaka by nie była.

    Odpowiedz
  7. ~Anna

    No wlasnie.Czesc tej historii to tez moje zycie.Matka krolowa domu i zdominowany przez nia ojciec,ktory na wszystko machal reka.I jeszcze ja,najpierw kierda,potem juz ku..wa,dziwka itp.Kazda moja kolezanka byla nie dobra np.Danusia-kur..sia,kazdy moj kolega przychodzil do mnie tylko po to,zebym mogla sie z nim wyp….olic.Ciage awantury i lek,gdy wracalam do domu .Nie wiedzialam w jakim humorze zastane matke.Zawsze swoje dwa pokoje zamykala przede mna na klucz,telewizor moglam ogladac tylko wtedy,gdy ona byla w domu.Z pralki nie mialam prawa korzystac,poniewaz automat jest tylko do prania bielizny poscielowej.Moj pokoj natomiast byl dokladnie i czesto przeszukiwany,nie moglam miec zadnych pamietnikow,listow.Zreszta wszystkie listy,ktore dostawalam,najpierw musiala przeczytac ona.Gdy wyszlam za maz bylismy zmuszeni zamieszkac w moim pokoju.Oczywiscie pokoj byl regularnie pladrowany.Gdy wyrzucalam jakies niepotrzebne dokumenty,to musialam najpierw je podrzec,a i tak niejednokrotnie zdarzalo sie,ze matka to wyjmowala z kubla na smieci i ukladala jak puzzle,bo musiala wiedziec,co sie w jej domu dzieje.Po s mierci ojca nic sie nie zmienilo,ba, bylo nawet gorzej.My dalej w jednym pokoju,ona dalej swoje zamykala na klucz,ale ja,po kryjomu przed mezem,musialam placic za cale mieszkanie i oplacac wszystkie rachunki.Gdy rozwiodlam sie,bylo jeszcze gorzej.za to,ze rozstalam sie z mezem,winila mnie.To ja bylam winna,ze mnie zdradzal.Ktoregos dnia wykrzyczala mi w twarz:ssalas mu ku..sa jak smoczka,a on cie i tak zostawil.Zostalam sama,a matka notorycznie wykanczala mnie psychicznie.Wczesniej pracowalam u meza,a gdy po rozwodzie nie moglam znalezc pracy,to matka mowila,ze jej wcale nie szukam,tylko nie chce pracowac.Potrafila wyjechac na kilka dni,ale przedtem wykrecic korki i zabrac je ze soba,zebym nie miala pradu.To bylo baaardzo dawno temu.W tym roku mija wlasnie 20 lat jak wyprowadzilam sie z domu.Ale do dzis nie moge zrozumiec jak mozna byc takim wrednym czlowiekiem.Na zewnatrz normalna kobieta,a w domu gotowac pieklo swojemu dziecku.I co niedziele biegac do kosciola.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Witam,
      faktycznie historia niezwykle podobna do mojej :(
      Dobrze, że w końcu wyprowadziłaś się od matki. Ja też do dziś nie potrafię zrozumieć, dlaczego moja matka wykręcała mi różne numery. i pewnie nigdy tego nie pojmę. Ty pewnie też. Może dlatego, że nie mieści nam się w głowie, że ktoś umie tak krzywdzić swoich najbliższych.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

      Odpowiedz
  8. ~sacrifice

    Bardzo smutna i poruszająca historia, szczerze Ci współczuję. Sama mam podobnie jeśli chodzi o relację z matką, z tym, że jeszcze z nią mieszkam, nie pracuję i nie zaszłam w ciążę. Za to mam jeszcze gorszego od niej ojca – alkoholika. Wszystkim z podobnymi przejściami życzę siły.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  9. ~kronika13

    Można. Co ciekawe nienawidzone matki często nie rozumieją, nie mają, biedule, pojęcia dlaczego córka czy syn mają swojej rodzicielki serdecznie dość. Przecież „one chciały dobrze!…”
    I tylko… „jakoś nie wyszło”, tak?
    Największą winą matki jest, jeśli niszczy własne dziecko psychicznie, lub pozwala krzywdzić je ojcu/swojemu partnerowi – włącznie z wykorzystywaniem seksualnym. Kobiety często ukrywają przemoc w rodzinie nawet wtedy, gdy dotyczy ona najmocniej dzieci, przypadki takie nie są wcale rzadkością… Czegóż się nie robi dla tego, „co ludzie powiedzą” czy dla tzw. świętego spokoju. No i ze strachu przed katem – takim przecież poukładanym i porządnym dla postronnych.

    Odpowiedz
  10. ~Matt

    Sam znienawidziłem swoją matkę. Jest to przykre i trudno mi to wyjaśnić niemniej nie jest to efekt przypadkowej decyzji, chwilowego obrażenia, złości. Ta ściana budowała się przez wiele lat. Potem przychodzi taki magiczny moment, w którym puszczają jakiekolwiek więzi, relacje. Człowiek zaczyna brzydzić się tą relacją.

    Mimo, że teoretycznie matka jest moją matką i powinienem ją dobrze znać… jest wręcz przeciwnie. Za wiele o sobie nie wiemy. Przez dwadzieścia parę lat przesiedziała za granicą. Ze mną była raptem kilka razy w roku. Wychowywali mnie dziadkowie.

    Babcia od kiedy pamiętam toczyła spory z matką. O wszystko. Ogród, dom, kwiaty na chodniku, jak mam być wychowywany. Tematów mógłbym mnożyć.

    Oficjalnym powodem wyjazdu była … praca i zarobki. Nawet nie wiem co moja matka robiła i robi za granicą. Przez wiele lat pracowała „dla jakiegoś konsorcjum”, sprzedawała maszyny budowlane do klientów w Azji. Po kilkunastu latach zmieniła firmę, powodem była śmierć kluczowego kierownictwa „konsorcjum”. W następnym kroku pomagała koleżance sprzedawać tekstylia, bieliznę. Interes podobno zwinął się bo koleżanka „paliła skręty”. Ostatecznie zmieniła branżę na kosmetyczną. Potem przestało mnie to obchodzić.

    Matka potrzebowała zawsze kogoś w kraju, kto załatwi za nią jakieś sprawy, drobne, grube, formalne, mniej formalne. Właściwie dlatego utrzymywała relacje z ludźmi aby móc zadzwonić i poprosić o to aby ktoś coś za nią załatwił.

    Ludzie mają intuicję i w pewnym momencie czułem, że to nie trzyma się kupy. Nie drążyłem tego. Nawet nie chciałem. Nie miałem na to ochoty. Brakowało mi w tym wszystkim relacji, szczerości, otwartości. Plastikowe relacje nie mogły za dużo przetrwać.

    Przedostatni raz spotkaliśmy się wiosną 2011 roku. Jak zwykle była kłótnia. Odszedłem od stołu. Ostatni raz widzieliśmy się na pogrzebie babci w lipcu 2014 i życzyłbym sobie aby to był faktycznie ostatni raz.

    Odpowiedz
  11. ~liza

    Gdy czytałam tą historię zrobiło mi się smutno, wróciły przykre wspomnienia z przeszłości o matce która „kłamała, kłamała, kłamała”, zniekształcała rzeczywistość, krytykowała, oczerniała mnie przy obcych ludziach, znęcała się psychiczne i wpędzała w poczucie winy, bez powodu wpadała w szał potem katowała fizycznie… następnie wymyślała wytłumaczenie dlaczego to zrobiła- bo „była 4 a nie 5″, „bo (wymyślona) pani Helenka tak wychowuje dzieci”, „bo zrobiłam dziwną minę przy obiedzie”, ojciec wiedział, że kłamie ale to łykał i zawsze robił jedno- kazał mi „się zamknąć, mamusia musi się wyładować w końcu cię urodziła” -urodziła worek treningowy- chciałam uciekać z domu,popełnić samobójstwo, po wyprowadzce z domu chodziłam na terapię- ja się zmieniłam ona nie… teraz ma pretensje, że nie chce z nią utrzymywać kontaktu, że nie dopuszczam jej do moich dzieci… jest we mnie jeszcze dużo żalu, czasem chciałabym żeby umarła. Gdy czytam wasze komentarze czuję się lepiej, już nie taka samotna w swoim przeżywaniu.

    Odpowiedz
  12. ~Ula

    Mam to samo. Nawet w wieku prawie 50 lat. Apodyktyczna matka mnie niszczy.

    Uważam, że ludzie robią z nami to, na co im pozwalamy. Powinnyśmy od razu walczyć, gdyż zachowanie takiej matki ma negatywny wpływ na nasze życie.
    Charakter takiej osoby nie ulegnie zmianie.
    Niestety, im mniej kontaktu tym lepiej. ..

    Odpowiedz
  13. ~Cwaniak

    Tez mialem podobny problem z apodyktyczna matka z tym ze nie dawalem sobie wejsc na glowe ,narzucac jej zasad,wysmiewalem jej proby obrazania mnie.Co doprowadzalo ja do jakiejs histerii ,byla bezradna i niewiedziala jak sie zachowac,probowala byc raz agresywna raz mege lagodna az odpuszczala.Czesto lubiala uzalac sie nad sobajakie to ona ma zle dzieci(czasem przed rodzina).W sumie to czym bylem starszy (bardziej sie niepodporzadkywalem) tym bardziej jej to przechodzila chyba zdala sobie sprawe ze to nieskuteczne.Aktualnie juz z nia nie mieszkam i mamy slaby kontakt czego wcale nie zaluje (i tak szczerze to nie belonz nia o czym gadac ani nie byla godna zaufannia etc) .Szkoda tylko mojej siostry na ktorej sie wyzywala i gorzej to znosila i troche ojca pantoflarza.Generalnie nie cierpie apodyktycznych ludzi nie chodzi tylko o matke ale tez o znajomych ze szkoly czy pracy zawsze tak mialem .A w szczegolnoscintych ktorzy nachalnie(matka) lub sila narzucaja swoje zdanie innym.Mam ochote takich ludzi zabic z pelna premedytacja i nie mialbym z tego powodu zadnych wyrzutow sumienia…

    Odpowiedz
  14. ~Aga

    Myślałam, że jestem ewenementem, że nie ma wrednych matek tylko moja jest taka. Dobrze jest wiedzieć, że nie jestem sama. Zastanawia mnie tylko dlaczego ktoś decyduje się na dziecko skoro go później tak nienawidzi.

    Odpowiedz
  15. ~Aga

    A najgorsze było to jak widziałam szyderczy uśmiech na jej twarzy gdy coś u mnie było źle a gdy byłam szczęśliwa i zadowolona ona płakała ze złości. Nigdy tego nie zrozumiem. Co taki człowiek ma w głowie??????

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>