Z rodziną najlepiej wychodzi się… na zdjęciu

 

Historia ta rozpoczęła się jakieś 10 lat temu. Ola była matką samotnie wychowującą dziecko. Udało jej się akurat zmienić pracę na lepiej płatną, miała więc możliwość wzięcia kredytu i zamieszkania samodzielnie z dzieckiem (wcześniej kilka lat mieszkała z rodzicami, klepiąc biedę, gdyż zarabiała bardzo przeciętnie i nie dostawała na dziecko alimentów).

Kredyt wzięła, ale pamiętajmy, 10 lat temu można było kupić w Warszawie ładne, dwupokojowe mieszkanko za 150 tysięcy. To były czasy, co?

Po kilu latach spotkała fajnego mężczyznę, z którym ułożyła sobie życie. Postanowili (z różnych powodów) wspólnie zmienić miejsce zamieszkania. I wtedy do akcji wkroczyła mama Oli. Długo namawiała bohaterkę, żeby zamieszkała z przyszłym mężem w ich mieszkaniu, a rodzicom kupiła kawalerkę. W ten sposób uniknęłaby dużego kredytu (ceny mieszkań, jak pamiętacie, w tym czasie bardzo się podniosły). Ola nie chciała się zgodzić. Tłumaczyła swojej matce, że nie powinni na starość gnieździć się w jednym pokoju, skoro mają dwa w fajnym miejscu. Rodzicielka jednak nie dała się spławić. Tłumaczyła, że dwa pokoje są im niepotrzebne, bo i tak siedzą ciągle w jednym. A im, młodym byłoby łatwiej zbierać na przyszłość jakąś kasę na większe mieszkanie, gdyby na przykład zechcieli powiększyć rodzinę. Ola wahała się. Głupio jej było „wcisnąć” rodziców do kawalerki, mimo że wyraźnie o to prosili. W końcu zgodziła się (razem ze swoim narzeczonym rzecz jasna). Matka tylko poprosiła ją, żeby do czasu zamiany mieszkań Ola i jej narzeczony dawali jej co miesiąc 800 zł, bo brakuje jej pieniędzy na tzw. „życie”. Oli nie było stać na takie wydatki, ale narzeczony zgodził się płacić przyszłej teściowej, stwierdzając, że zamianą mieszkań starsi państwo bardzo im pomagają, więc absolutnie nie należy odmawiać im finansowej pomocy. I płacił.

 Wkrótce rodzicielka znalazła małe, naprawdę ładne mieszkanko, Ola kupca na swoje warszawskie lokum i złożyła papiery o pożyczkę do banku. Jej matka napomknęła wtedy, że jak będzie brać kredyt, to dobrze by było, żeby wzięła trochę więcej pieniędzy i zapłaciła jej za tę zamianę mieszkania 20 tysięcy. Młoda kobieta zgodziła się i wzięła większy kredyt.

Po kilku miesiącach rodzice wprowadzili się do nowego mieszkania, a Ola z dzieckiem i narzeczonym do ich starego mieszkania.  I wszystko układało się dobrze. Po jakimś czasie matka Oli powiedziała, że musi wyremontować łazienkę, bo jest w złym stanie. Ola obiecała jej pomoc finansową na tyle, na ile ich młodych było stać (mieli spłacać kartę kredytową rodziców, 3 tysiące złotych).

I dalej wszystko było ok. Młodzi zainwestowali oszczędności w swoje nowe gniazdko, wyremontowali kuchnię, łazienkę. Zgodnie z ustnymi ustaleniami między rodzicami a Olą młodzi mieli się zameldować w mieszkaniu po rodzicach, a rodzice w nowym mieszkaniu. Mogli też po jakimś czasie, jak uskładają trochę pieniędzy, sprzedać albo zamienić swoje lokum na inne. Na to wszystko matka Oli dała jej słowo.

Minęło kilka miesięcy, jakieś pół roku, młodzi poprosili rodziców o zameldowanie się w nowym miejscu. I wtedy matka Oli powiedziała, że oni na starość żadnych zmian robić nie będą. A w tym jednopokojowym mieszkaniu przebywają tymczasowo. Ola zszokowana przypomniała, że przecież za jakiś czas mieli to dwupokojowe mieszkanko zamieniać na większe. Matka stwierdziła, że to niemożliwe. Zmieniła zdanie i na starość nie chce gnieździć się w kawalerce.

Młodzi negocjowali, właściwie to negocjował mąż Oli, bo ona była w takim szoku, że nie była w stanie chodzić do pracy.

Ale starsi państwo byli nieugięci. Przy okazji ojciec Oli powiedział, że on nie wiedział o żadnej zamianie na stałe. Był przekonany, że to chwilowe, a 20 tysięcy, jakie Ola im przelała na konto, to prezent. Nic nie wie też o żadnych pieniądzach, które niby to młodzi wypłacali matce (te nieszczęsne 800 zł, które Ola brała co miesiąc od narzeczonego i wręczała swej rodzicielce). 

Młodzi poprosili więc o zwrot pieniędzy, jakie otrzymali starsi państwo. No, bo skoro musieli się wynieść i szukać czegoś innego, to chcieli przynajmniej odzyskać zainwestowane fundusze. Tym bardziej, że Ola była w ciąży i powrót z dwojgiem dzieci do jednopokojowego lokum nie wchodził w grę.

Niestety, żadnych pieniędzy nie odzyskali. Matka wyparła się tego, że młodzi spłacali jej kartę kredytową, zapomniała o ośmiu stówach, które dostawała, a o zwrocie 20 tysięcy w ogóle nie chciała słyszeć.

I tak Ola ze swoją rodziną wyprowadzili się. Zaczęli wynajmować inne lokum i od nowa zbierać pieniądze, żeby kiedyś móc wziąć kolejny kredyt. Kawalerkę na jakiś czas udało się komuś wynająć. Zaś rodzice młodej kobiety wrócili do swojego starego (ale wyremontowanego!) mieszkania.

Po kilku latach starsi państwo oddali im 1/3 pieniędzy, które byli im winni. Do dziś uważają, że nic takiego się nie stało. Po prostu zmienili zdanie. Najpierw chcieli zamiany, potem nie, i cóż  w tym złego?

103 myśli nt. „Z rodziną najlepiej wychodzi się… na zdjęciu

    1. Ruda Autor wpisu

      Może i są… ale mnie by się ich trochę przydało. Spłaciłabym kredyt, kupiła samodzielne mieszkanko, miała na wakacje dla siebie i dla dzieci. i spoko. Więcej mi nie trzeba.

      Odpowiedz
    2. ~Janeczka

      Bzdura. Nie wierze w ta historie. Dookola widze wylacznie niegodziwosci, jakie czynia pelnoletnie, ukochane dzieci swoim starzejacym sie, bezradnym rodzicom. Wszelakie swinstwa robione tesciom przestaja mnie stopniowo dziwic. Nie ma odwaznych, ktorzy wzieliby w obrone skrzywdzona tesciowa. Kiedys myslalam, ze bede najlepsza tesciowa swiata tak jak bylam najlepsza mamuska dla moich corek. Teraz wiem, ze to niemozliwe. Moje checi to bylo za malo, skoro zabraklo dobrej woli z drugiej strony. Z pomocy korzystano bez zadnych oporow, a w zamian obgadywano, obsmiewano i wykorzystywano ponad miare. Teraz juz wiem, ze z doroslymi dziecmi i ich partnerami nie wchodzi sie w zadne bliskie relacje. Wystarczy tylko spotykac sie z roznych niezbyt czestych okazji i wspolnie popozowac do zdjec. Tak jest zdrowiej dla wszystkich.

      Odpowiedz
        1. ~mariolwp

          Ja tak samo nie wierzę w takie naciągane bajki -zwłaszcza kiedy rodzice stwierdzili, że 20.000 to prezent :-)) . I jak naraz mamusi zaczęło na życie brakować, a dzieci na to płaciły jej po 800 zł miesięcznie :-))
          A gdyby jakimś cudem była to prawda, chociaż na 99,9 dla mnie to przerośnięta wyobraźnia autorki – to ucięłabym jakiekolwiek kontakty z takimi „rodzicami”.

          Odpowiedz
          1. Ruda Autor wpisu

            Nie wiem, dlaczego nie wierzysz w prawdziwość tej historii.
            W komentarzach pojawiło się wiele podobnych, a nawet zdecydowanie bardziej szokujących opowieści. I wszystkie autentyczne.
            Fajnie by było, gdyby to były tylko bajeczki. Świat byłby wtedy piękny, a ludzie szczęśliwi. Niestety tak nie jest i, obawiam się, że nie będzie.
            Pozdrawiam.

        2. ~Sadeem

          A ja wierzę. Moja rodzicielka wykopała mnie z domu gdy straciłam pracę i nie płaciłam jej już całego czynszu (w uk to ok 400 f na miesiac) i nie zapelniam lodowki MIMO ŻE pracowala i miala najnizszy dochod, a wtedy panstwo placi Ci czynsz. To dopiero Żydostwo. Pozdrawiam

          Odpowiedz
      1. ~marzena

        Janeczko,tez doswiadczylam tego na wlasnej skorze-dorosle dzieci sa jak hieny-przykro mi,bo nie sadzilam,ze kiedys tak powiem o wlasnych dzieciach,ale to prawda-wykorzystuja dopoki sie da,bez hamulcow,w zamian nie dajac chocby dubrego slowa,a nawet wrecz przeciwnie-wysmiewaja i obgaduja.szkoda slow.pozdrawiam Cie serdecznie

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Nie wszystkie dorosłe dzieci są jak hieny. Tak samo jak nie wszyscy rodzice są chciwi lub okrutni.
          Myślę, że nie powinno się uogólniać.

          Odpowiedz
      2. ~ewelina

        Przez 30 lat małżeństwa nie doświadczyłam ciepłego słowa lub gestu od swojej teściowej. Nie wiem co to być zaproszoną na świąteczny obiad , mimo zamieszkiwania w odległości kilkuset metrów. Zawsze słyszałam ,że synowa to nie rodzina.Gdy coś złego się wydarzyło, to ja byłam winna, Obiektywnie nic mi nie mogła zarzucić…… , no może tylko to ,że życiowych wyborach kierowałam się własnym zdaniem. Teraz też jestem winna ponieważ nie zaproponowałam jej wspólnego zamieszkania i całodobowej obsługi( jest zdrowa ,sprawna). Nie ma natomiast oczekiwań wobec osób , które całe życie hołubiła .

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Przykre. Ale niestety bardzo życiowe. A potem się ludzie dziwią, że kawały o teściowych się wymyśla…

          Odpowiedz
          1. ~mariolwp

            Jest jednak jedna „drobna” różnica – tu nie ma mowy o teściowej, a o własnej MATCE.

        2. ~mila

          Moja teściowa bardzo pomagała mi w ciąży, potem zajmowała się moim dzieckiem, kiedy poszłam do pracy. Jest doskonałą babcią.
          Moja matka nie chciała swojego jedynego wnuka znać, dopóki nie zostanie ochrzczony.
          Nie wszystkie teściowe są złe, nie wszystkie matki idealne. Ja tam wierzę w tę historię.

          Odpowiedz
          1. Ruda Autor wpisu

            Zgadza się. Nie wszystkie matki i teściowe są złe:)
            Na szczęście.
            Szkoda, że ta moja historia jest prawdziwa, prawda?

  1. ~kobieta

    Witaj.To stara sucz,sorry ale żadne lagodnijsze slowo mi do tej ,osoby nie pasje.Wspolczuje tej dziewczynie,jak można tak postąpić z wlasnym dzieckiem.

    Odpowiedz
  2. ~linka

    Oj, skąd ja to znam…moja historia ( z matką i mieszkaniem w tle) bardzo podobna, tylko ,że ja od prawie dwóch lat , nie mam ochoty z tą kobietą rozmawiać.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Mnie też po tej historii zdarzają się do dziś dłuuugie okresy niekontaktowania się z rodzicami. Nie tylko przez to oszustwo. Też przez inne sprawy. Potem im wybaczam. Potem oni znowu coś psują. I tak w kółko. Tyle że za każdym razem coraz chłodniej, coraz chłodniej…

      Odpowiedz
      1. ~gloria67

        Przezylam wiele ale zadnych pozyczek nie robie nawet z dziecmi. Mam dac to daje a pozyczek udzielaja banki. Zawsze mowie, ze nie mam. Moze dlatego ze zycie spedzilam w innym kraju. Kraju gdzie nikt nikomu nie pozycza.

        Odpowiedz
  3. ~Miranda

    Nigdy wiecej nie chcialabym znac takich rodzicow.Mnie moja rodzina od strony matki okradala i tez nigdy wiecej ich nie chcialam znac.

    Odpowiedz
  4. ~krzysiek

    Biore pod uwage tylko takie sprawy ,jak ta opisana! i w takich nie ma mowy o nienawiści do rodziców.!Mozna mieć zal ,pretensje ale nienawiść to słowo z „innej półki”.Napewno załatwiając takie sprawy trudno postawic rodziców jako drugią strone,czyli traktowac takie sprawy „na papierze” nawet kosztem obrazy pretensji itp.Jezeli jednak tak wzajemnie sie ufa jak powinno to trudno załatwiać takie sprawy według urzedowych zasad.Napewno jednak nienawiśc nie wchodzi w rachube!!!

    Odpowiedz
    1. ~mariolwp

      Jeżeli by to była historia prawdziwa, chociaż na 99% nie chce mi się w to wierzyć – to rodzice okazaliby się ZŁODZIEJAMI I OSZUSTAMI. A wtedy każdego złodzieja traktuje się jednakowo..

      Odpowiedz
  5. ~Oni

    Pieniądze są dla ludzi mądrych… A biednych karmią takimi głupotami ze to same zło.. Dlaczego karmią? Sami sobie odpowiedźcie

    Odpowiedz
  6. ~barbara

    pewnie nie nienawidze swojej matki ale nie mam dla niej zadnych sentymentow.11 lat temu musialam zostawic czworo moich dzieci z ktorych najstarsza corka miala 17 lat,i wyjechac za granice aby z dziecmi nie znalesc sie pod przyslowiowym mostem.moja matka ani raz nie przyszla do moich dzieci i nie zapytala czy maja chleb.nie mam dla niej zadnych uczuc

    Odpowiedz
  7. ~Bramia

    Też miałam ogromnie przykre i kosztowne doświadczenie z rodzicami. Nienawiści nie czuję ale żal i świadomość, że zostałam wykorzystana pozostanie na zawsze.
    Współczuję młodym ludziom i wiem, że rodzice mogą być potworami, a starzy rodzice epatując starością szantażują swoje dzieci.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Witam,
      przypuszczałam, że historia przeze mnie opisana to jedna z wielu i że niestety nie tylko bohaterka mojej opowieści przeżyła coś takiego.
      To prawda, nienawiść z czasem przechodzi, żal pozostaje już na zawsze.
      Pozdrawiam:)

      Odpowiedz
      1. ~Iwona

        Opisany przypadek jest dla wielu szczęśliwców (w tym ja) nie do pojęcia. Jestem córką i matką córki 20 l., zawdzięczam mamie wszystko, moja córka ma podobnie a od dziadków dostała mieszkanie jak miała 12 lat. Ale obok widzę inne sytuacje: moja przyrodnia starsza dużo siostra ma matkę, która dokąd się dało to ciągnęła z niej kasę na wszelkie sposoby, manipulując, o włos nie rozbiła jej małżeństwa bo zięć (anioł, kochający siostrę nad życie) śmiał zauważyć jej złe intencje. Drugi przykład: koleżanka – jej rodzice rozwiedli się z hukiem (ona i brat brani na świadków) ale nigdy nie winiła ojca bo matka jak królewna, tylko jej wygląd, jej wygoda i wieczne niezadowolenie. Ale to preludium. Jak koleżanka była na studiach w innym mieście to biedowała strasznie. Zdarzyło się, że w zimie ukradli jej w akademiku jedyne zimowe buty. Kiedy zadzwoniła z rozżalona do matki, ta jej jeszcze nawrzucała, że powinna sobie radzić bo jest dorosła… Dodam, że dziewczyna studiowała architekturę (dzienne), gdzie naprawdę trudno się dostać, pracowała ciężko i intelektualnie i na utrzymanie. Ta sama matka, kiedy koleżanka i jej brat dostali po babci jakiś pieniądz wymyśliła, że się złożyć i kupić jej nowsze auto! Na szczęście młodzi mieli już swój rozum. To prawdziwe dramaty, nie takie telewizyjne…

        Odpowiedz
      2. ~mama

        Masz rację nienawiść przechodzi a żal pozostaje w sercu . Miałam sytuację córka trafiła do szpitala dzwoniąc do niej i pytając jak się czuje , otrzymuję esemesa ” sztucznego zainteresowania nie potrzebuję a w Z już nie mieszkam. Córka wiele gorzkich słów wcześniej powiedziała . Poznała chłopaka , wpakowała się w duży kredyt o którym dowiedziałam się już po fakcie . Nie wiem co będzie dalej.

        Odpowiedz
  8. ~DANA43

    Nie moge zrozumiec postepowania rodzicow .Sama jestem matka doroslych dzieci i staram sie im pomoc jak tylko moge .Nigdy by mi nie przyszlo do glowy zeby wlasne dzieci wykorzystac i oszukac .

    Odpowiedz
  9. ~Jola

    Czasem miłość i zaufanie potrafią zgubić…. .I może to by tak nie bolało ,gdyby nie chodziło o własną matkę.Ja niestety mam podobnych Teściów i pewnego razu też trzeba było znieść podobną porażkę.Człowiek uczy się na własnych błędach,niestety.Dziś tak łatwo im nie wierzę,szanuję ich ,ale nie ufam.Nie mam innego wyjścia.Mogą liczyć na moją pomoc,ale nie na zaufanie.Bardzo niekomfortowa sytuacja,ale cóż…Obyśmy zdrowi byli-ja i moi Teściowie.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      A widzisz, dokładnie tak jest, jak mówisz. Jakby to obcy zrobił, to jeszcze by to człowiek mógł zrozumieć, ale najbliższa osoba? To jest szok.

      Odpowiedz
  10. ~kasieńka

    Zabiłabym swoją matkę gołymi rękami gdyby wywinęła mi taki numer. Jak babcię prądem, kiepsko by było. Dlatego takie rzeczy spisuje się u notariusza, ze świadkami, bo nawet „kochanej mamusi” wierzyć nie można.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Cóż, masz rację. Rodzina rodziną, ale dokument powinien być. Drugi raz tego błędu nie popełnię:)
      A żal zostaje na całe życie…

      Odpowiedz
  11. ~kkn

    Nie wierzę w Św. Mikołaja, w miłość, w szczęście i w inne iluzje, ale wierzę w jedno – w moich rodziców. Oni nigdy by mi czegoś takiego nie zrobili, jestem tego pewien w 100%, mimo mojego twardego, realistycznego światopoglądu. Mogę więc powiedzieć, że o ile nie jestem szczęśliwy (bo jak wcześniej stwierdziłem w szczęście nie wierzę), to mam wszelkie powody, by być mniej nieszczęśliwym od od wielu ludzi.

    A dziadygi z artykułu… cóż, może przyjść taki dzień (czego mimo wszystko im nie życzę), że staną się zniedołężniali (a dzieci jakoś niespecjalnie będą mieli ochotę się nimi zajmować), to wtedy zapłaczą nad swą chciwością.

    Odpowiedz
    1. ~Huba

      Współczuje , ja na szczęście mam rodziców którzy przekazali mi wszystko co mieli, razem mieszkamy od kilku lat, szanują moje zdanie, pomagają wychować dziecko, nie wtrącają sie w życie moje i partnera i wcale sie nie cieszę bo ostatnio poinformowali ze zamierzają sie wyprowadzić .., dla mnie to będzie smutny czas.

      Odpowiedz
      1. Ruda Autor wpisu

        To miłe, że i takie historie się zdarzają. Oby jak najczęściej.
        Nie wszyscy rodzice są tacy jak w mojej opowieści – całe szczęście:)

        Odpowiedz
    2. ~Bożena

      Masz świętą rację.My też jesteśmy takimi rodzicami że córka i zięć mogą na nas liczyć w 100% i trudno mi sobie wyobrazić tych opisanych chciwych rodziców.Będą się smażyć w piekle za to co zrobili.

      Odpowiedz
  12. ~m

    Rodzina czy nie rodzina.
    Rodzice czy mąż spisać wszystko trzeba:) ja bez zabezpieczenia nic bym nie zrobiła.
    Jesli chodzi o pieniądze lepiej nie ufać nikomu

    Odpowiedz
  13. ~Jagoda

    A my z mężem i z córką kupiliśmy na kredyt mieszkanie dla córki i teraz spłacamy ona jedną trzecią a my dwie trzecie raty kredytu. Kredyt jest wysoki więc będę musiała pracować nawet jak będę mogła przejść na emeryturę żeby mieć środki na spłatę, jest nam ciężko bo mąż właśnie stracił pracę. Córka mieszka sama w swoim mieszkaniu, powiedziała że znalazła swoje miejsce na ziemi i jest szczęśliwa a my jesteśmy szczęśliwi że ona jest szczęśliwa i wcale nie przeszkadza nam że to my ponosimy większą część kosztów. Kocham swoje dziecko i nie wyobrażam sobie żebym mogła coś co mogłoby być dla niej z krzywdą.

    Odpowiedz
  14. ~katka

    ja tez mam złe wspomnienia .kiedy mój tata zginął w afryce ,pod drzwiami pojawiła sie rodzinka ojca w asyscie dwóch sióstr ,brata i szwagra…nie spytali sie czy jest potrzebna pomoc tylko od razu przeszli do konkretu a dokładnie przeszukania mieszkania w celu znalezienia majatku i kasy taty …
    kiedy mama powiedziała ze nic nie ma bo jeszcze nie wróciły rzeczy do kraju ,zwyzywali ja od złodzieji i rzucił sie jeden z członków rodziny z nożem na matkę,szarpali ja a nam jako dzieciakom kazali sie zbierac bo oni beda stanowic opieke nad majatkiem ojca…
    z niczym sie nie liczyli tylko kasa była wazna…
    mineły lata ,rodzina rozkradła miedzy siebie spadek po dziadkach nam odbierając kłamstwami czesc nalezna po ojcu…i czara sie wylała wraz z obrazem tamtej historii …
    czasem sie zastanawiam czy nie zemscic sie i postawic towarzystwo przed sadem…za krzywdy jakiej doznałam z ich strony.

    Odpowiedz
  15. ~kurelak

    nieco inny przypadek:rodzice mieli dwa pokoje /ok.50m.kw/ bardzo dużo płacili za czynsz,chcieli zamienić na mniejsze tańsze,w trakcie jakiegoś spędu rodzinnego ja i siostra,poparliśmy sprawę,starszy brat stanął okoniem,w imieniu własnym wykupił to mieszkanie i się zaczeło,nic tylko rodziców do domu starców /byli bardzo sprawnymi mimo 80 lat,ojciec zmarł,siostra zgineła,ja przebywalem za granicą,wpadłem do kraju coś załatwić i przy okazji udałem się do matki,otworzyła obca osoba i poinformowała mnie,że brat zabrał matkę,okazało się że umieścił ją w domu starców,jak ją odwiedziłem już nic nie kontaktowała,w sumie przebywała tam niecałe dwa i pół roku,z rodziną brata wziąłem rozwód na zawsze,z tego co słyszalem jego córka szykuje mu ten sam los co on matce,dodam,że pieniadze które wysyłalem zabierał brat,a sumy były nieliche,mieszkam obecnie w Australi do kraju nie wracam

    Odpowiedz
  16. ~Marlena

    Cóż zrobić z taką mamą? Rodziców się nie wybiera. Mamy ich takich jakich dał nam Pan Bóg, Los albo ktokolwiek inny. Wiem, że moi Kochani Rodzice nie wpadliby na taki pomysł, ale kto wie? Czasami wydaje nam się, że znamy drugiego człowieka, a tu psikus.

    Szkoda tych młodych ludzi, a rodzice trochę nie poważni. Nie można tak kłamać i oszukiwać i to kogo – własne dziecko ?! Ja taka jestem, że nie chowam długo urazy do innych ludzi. W takim przypadku pewnie zrobiłabym wyjątek, że pamiętałabym o tym i więcej nie pożyczała pieniedzy. A z pomocą ograniczyła się na tyle na ile to byłoby możliwe. No i porozmawiała, a przynajmniej spróbowała porozmawiać z rodzicami.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Wierz mi, czasem rozmowy nic nie dają.
      Rozmawiasz raz, drugi, trzeci, piąty, dziesiąty i nic. Niektórych ludzi nie zmienisz. Niestety.
      Pozdrawiam:)

      Odpowiedz
  17. ~bea

    Z rodzinka ZAWSZE NAJLEPIEJ na zdjęciu. Moja matka też zawsze garnęła tylko do siebie jesli chodziło o duże kwoty, to samo teściowie. Ja wpakowałam w mieszkanie matki na wykupienie od spółdzielni całe pieniądze ze ślubu. Na szczęcie mamy gdzie mieszkać a mieszkanie po babci odziedziczy wnuczka, bo jestem jedynaczką. Do grobu nie zabiorą. Uraz po czyms takim jednak zostaje na całe zycie, lepiej jednak dla wnuków zacisnąć zeby i pozwolic wnukom na kontakty z dziadkami przynajmniej jak wnuki podrosną będą miały one mieszkanie.

    Odpowiedz
  18. ~sierota

    Ja natomiast zostalam bezdomna bo zgodzilam sie sama wymeldowac z domu matki.poniewaz ciagle slyszalam ze niema ciebie a placic trzeba do sp.za osobe.Tak wiec zrobilam zeby nie ponosili zbednych kosztow.(ale kaske podsylalam)Teraz mama niezyje a lokum zajmuje jej maz i syn.Kiedy poprosilam go o ponowne zameldowanie zeby wyrobic tylko nowe dokumenty:dowod,paszport to odmowil.Zaznaczam tylko chodzilo mi o dokumenty a potem znow bym sie wymeldowala zeby nie bylo gadania.Nie mieszkam tam od 14 lat.Mieszkalam u tesciow prawie 5 lat potem po narodzinach dziecka poszlismy na wynajem (3pok.6os) a urodzicielki 4pok.2 os w tym czasie)Dzis sporadyczny kontakt bo nowa pani tam zadzi.I tak z dziecmi nie mozemy wyrobic paszportow bo bezdomni.

    Odpowiedz
  19. ~sierota

    Ja natomiast zostalam bezdomna bo zgodzilam sie sama wymeldowac z domu matki.poniewaz ciagle slyszalam ze niema ciebie a placic trzeba do sp.za osobe.Tak wiec zrobilam zeby nie ponosili zbednych kosztow.(ale kaske podsylalam)Teraz mama niezyje a lokum zajmuje jej maz i syn.Kiedy poprosilam go o ponowne zameldowanie zeby wyrobic tylko nowe dokumenty:dowod,paszport to odmowil.Zaznaczam tylko chodzilo mi o dokumenty a potem znow bym sie wymeldowala zeby nie bylo gadania.Nie mieszkam tam od 14 lat.Mieszkalam u tesciow prawie 5 lat potem po narodzinach dziecka poszlismy na wynajem (3pok.6os) a urodzicielki 4pok.2 os w tym czasie)Dzis sporadyczny kontakt bo nowa pani tam zadzi.I tak z dziecmi nie mozemy wyrobic paszportow bo bezdomni.

    Odpowiedz
    1. ~Monika

      Przecież w wynajętym mieszkaniu też się można zameldować i nie potrzebujesz do tego zgody ani wiedzy właściciela, wystarczy umowa najmu.

      Odpowiedz
    2. ~Anka

      Nieznajomośc przepisów szkodzi nistety. Nie musiałaś sie wymeldowywac. Wystarczyło zgłosić w spółdzielni, że już tam nie mieszkasz. Tak zrobił mój syn gdy postanowił wynając sobie z kolegami mieszkanie. Jest ogólnie stosowana praktyka bo sp. interesuje to ile osób faktycznie mieszka a nie ile jest zameldowanych.

      Odpowiedz
      1. ~meme

        Dokładnie tak.
        Po pierwsze zgłasza się do admnistracji że się nie mieszka, ale dalej jest się zameldowanym. Sama tak zrobiłam gdy wyjeżdzałam i mieszkanie zostało puste.
        Po drugie do dokumentów nie potrzeba adresu zameldowania. Osobiscie po sprzedaży ww. mieszkania wyrabiałam dowód os. bez adresu.

        A co do mamusi kochanej, no cóż ja się na swojej też nieźle przejechałam i to kilka razy. Zawsze jakiś kochanek był ważniejszy. Siostra starsza się wyprowadziła bardzo szybko. W pewnym momencie matka wyjechała za granicę bez slowa, mimo że nie musiała. Dowiedziałam się przypadkiem od siostry. To co przeszłam z kochasiem który został w domu (bo go zameldowała) to moje, skończyło się w szpitalu i próbą gwałtu! Na szczęście szybko się wyprowadziłam. Wyjechałam za granicę, ponad 3 m-ce jej zajęło by się zainteresować co się ze mną dzieje. Wybaczyłam, bo ślub brałam chciałam by chociaż raz było normalnie. Było różnie, ale było ok. Po kilku latach odziedziczyłam ww. mieszkanie po babci. Matka zaprop. że skoro ja za granicą a ona na miejscu to pomoże mi je sprzedać. Spisałyśmy upoważ. notarialne dostała pełne prawa do reprezent. mnie. I cóż nadażyła się okazja i postanowiła mieszkanie przywłaszczyć!!!! A dokłądnie wynająć i zgarniać kasę co m-c. Podpisała nawet umowę z najemcą. Na szczęście szybko się wydało (też przypadkiem) zrobiłam awanturę, musiałam odkręcać sprawy prawnie już ważne, na szczęście udało się bez sądu, ale prawniczka doradzała że za to co odstawiła to się nadaje na sprawę w sądzie. Od roku nie mam z matką kontaktu, ona twierdzi że nic złego nigdy nie zrobiła!! Nie tęsknie. Siostra też nie ma z nią kontaktu. Wyremontowała jej mieszkanie, wydała majątek bo remont generalny a mieszkanie było w opłakanym stanie. Nie ma tam teraz wstępu, mimo że mieszkanie miało być na nią przepisane.

        Odpowiedz
    3. ~Blondynka z Krainy Teczy

      No ale przeciez po mamie nalezy ci sie czesc jej majatku, chyba, ze cie wydziedziczyla? Mezowi (bo rozumiem, ze to nie Twoj ojciec) nalezy sie polowa czesci Twojej mamy, druga polowa jest do podzialu pomiedzy dzieci. I to jedynie wtedy, jesli mieszkanie bylo czescia wspolnoty majatkowej Twojej mamy i jej meza, bo jesli nalezalo do mamy, to mezowi nie nalezy sie nic – niezaleznie od tego czy jest zameldowany w tym mieszkaniu. Ty masz do niego prawo bez wzgledy na to, czy jestes tam zameldowana, czy nie. Poradz sie jakiegos prawnika.

      Odpowiedz
  20. ~arcy

    To powiedzenie niektórzy biorą bardzo poważnie i nie chcą mieć nic wspólnego z rodziną po tym jak wyszli z nią bardzo dobrze nie tylko na zdjęciu, zwłaszcza jak jest czas na rewanż

    Odpowiedz
  21. ~andrzej

    Wg. prawa mojżeszowego, na karę śmierci można było skazać za napaść na rodzica – także słowną. Czwarte przykazanie Dekalogu się kłania, które reguluje te problemy.

    Odpowiedz
    1. ~Doris

      I dlatego zaczynam poważnie zastanawiać się, żeby przejść na buddyzm. Też mam przykre doświadczenia z rodzicami, szczególnie z matką. Nikt mnie tak w życiu nie oszukał jak moja własna „mamusia”. A tymi bibiljnymi cytacikami też próbowała mi nieraz zamknąć usta. Od kiedy mam własne dzieci tym bardziej to wszystko mnie mierzi. Piszesz o przykazaniach i biblii. A przykazanie X – nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego swego? A szacunek do drugiej osoby? Rodzic powinien być wsparciem dla dziecka – niekoniecznie wsparciem materialnym. Powinien dawać dziecku poczucie bezpieczeństwa. Mnie rodzice bardzo szybko nauczyli, że nie można ufać najbliższym nam osobom – a jak to odbija się na moim życiu, to można się domyśleć.

      Odpowiedz
    2. ~Ania

      W Biblii jest też napisane, aby rodzice szanowali i nie drażnili swoich dzieci. To tak a propo’s konsekwencji.
      Ja mam to szczęście, że mam wspaniałych Rodziców, na których ZAWSZE mogę liczyć, co do teściowej, to spuśćmy zasłonę milczenia, nie mój cyrk i nie moje małpy, ale mimo doświadczeń z nią włosy mi się jeżą na głowie, kiedy czytam Wasze historie. Ogromnie współczuję – i tu nie chodzi o utratę pieniędzy czy majątku, to można przeboleć, ale o utratę zaufania, świadomości, że istnieje ktoś – Mama, Tata – w których ZAWSZE się ma oparcie, o utratę fundamentalnego poczucia bezpieczeństwa. Mam już od dawna swoją rodzinę, dziecko, ale uwielbiam moich Rodziców za to, jacy są, choć są prostymi i niezamożnymi ludźmi, ale po prostu SĄ… i oby dane Im było być jak najdłużej.

      Odpowiedz
  22. ~MACIEJ

    ROZUMIEM W 100% JA MIESZKAM Z ŻONĄ I CÓRKĄ U TEŚCIOW W DOMKU I ONI DO WSZYSTKIEGO SIE WTRĄCAJĄ I LICZĄ CI KAŻDĄ ZŁOTÓWKĘ CIĄGLE IM MAŁO UTOPILI BY CIE W ŁYŻCE WODY DLA PIENIĘDZY PAZERNOŚĆ ICH NIE ZNA GRANIC W DOMU ROBIĄ WOJNĘ I CODZIENNIE DO KOŚCIOŁA WZÓR KATOLIKÓW

    Odpowiedz
    1. ~kasia

      Jesteś chłop??? to nie miącz tylko zabieraj rodzinę na swoje bo inaczej Ci teściowa połowę krwi upije a resztę zepsuję A jak masz sytuację uniemożliwiającą mieszkanie na swoim bo to tamto siamto i owamto to ogon podkulić i cicho siedzieć bo „mamusia i tatuń” są przecież u siebie

      Odpowiedz
  23. ~nana

    Zdarza się tak niestety. Moj maz jako nastoletni chłopak pomagał swoim rodzicom przy budowie domu,słysząc że tak naprawdę robi to wszystko dla siebie. Gdy juz bylismy małżeństwem to kazda ” zrzutka” kasy na remonty i itp, jak twierdzili teściowie było dla nas,bo to wszystko ma byc nasze. Gdy pewnego dnia zasugerowalismy że może czas uregulować nasze sprawy względem domu teściowie zbyli nas ze chwila nieodpowiednia. Kase ciągnęli od nas jak milo do czasu jak postanowiliśmy zadbać lepiej o siebie,kupiliśmy nowe meble, potem zaczelismy odkladac na auto. Od sasiadek pokatnie dowiedzialam sie ze tesciowa jedzie po nas jak po zdechlym psie, a domu nigdy nie dostaniemy. Zaczelismy rozglądać sie za wlasnym lokum, teraz mieszkamy na swoim ,remonty i inwestycje robie wedlug wlasnych standardow(mimo ze dawaliśmy tesciom kase nie moglismy o niczym decydowac,niejednokrotnie używali kiepskich jakościowo materialow,które znów trzeba wymieniac). Teściów widuje żadko, no i mammy wiecej kasy to i na wakacje mozna pojechac..

    Odpowiedz
  24. ~Patrycja

    Dlugo by opowiadać co może matka robić własnemu dziecku. Ja jestem synową takiej larwy która żeruje na własnym synu. Wzieliśmy kredyt na rozbudowe domu tesciowej z zaznaczeniem ze bedziemy tam mieszkać. Skończyło sie tak że zaczeła sie mieszać do wychowywania dziecka, do tego co robimy. Cały czas wchodziła do nas bo niby synek płacze a jak przyszło do pomocy przy nim to nie bo nie będzie nianczyć. Tak ze jestesmy w plecy 80 tys. a mieszkamy w wynajmowanym…

    Odpowiedz
      1. ~Patrycja

        Ruda nie mam pojęcia dlaczego. Wiem natomiast ze w moim przypadku nie ma mowy o opiece na starosc nad tesciami. Za to wszystko nie ma mowy.

        Odpowiedz
  25. ~grzes

    A ja sobie świetnie radzę! Polecam wszystkim, którzy nie chcą być pracoholikami. Pracuję w domu 4-5 godz dziennie, mam czas dla rodziny i swoje zainteresowania. Zarabiam świetne pieniążki a nie przepracowuję się. I o to chodzi prawda?
    Polecam
    pracazdomu.com/gberes

    Odpowiedz
    1. ~ja

      A Ty co , naiwniaków szukasz – wstydziłbyś się wciskać takie kity. Gdzie się człowiek nie obejrzy tam naciągacze – zarobisz siedząc w domu i pierdząc w stołek. Proszę -LITOŚCI

      Odpowiedz
  26. ~warszawiak

    Znam podobną, nawet większą tragedię rodzinną. Warszawa. Matka męża mojej b. koleżanki z pracy (starszej) była głównie pod opieką tego męża. Siostra tego pana z ich matką kontaktowała się tylko czasami. To małżeństwo, mieszkające z córką w niedużym mieszkaniu 47 m. kw. (3 pokoje) zameldowało córkę (jeszcze nastolatkę) u babci, że jej mieszkanie kwaterunkowe, to żeby nie przepadło, gdyby zmarła. Koleżanka dobrze zarabiała, to ta jej matka zaproponowała, aby jej mieszkanie wykupiła, a mieszkanie zostanie zostawione po jej śmierci ich córce. Kasę wyłożyli, wykupienie nastąpiło, ale pytali o jakieś zabezpieczenie, testament. Ta się wykręcała latami, a to chora, a to się źle czuła, a to w przyszłym miesiącu, a to coś tam. W końcu przyciśnięta przyznała, że mieszkanie zapisała w testamencie … swej córce, siostrze tego pana. Tamta wcześniej dowiedziała się o planach i cichaczem (po blisko ćwierć wieku „olewania”) mamusię zaczęła odwiedzać, prezenciki, czekoladki, nagle zapałała chęcią opieki. Po śmierci starszej osoby tamta zmieniła zamki i planowała sprzedać mieszkanie. Młoda, już nie taka młoda, bo miała już męża i dziecko (i doktorat) z mężem się włamali do mieszkania, zmienili nie tylko zamki ale i drzwi (solidne wstawili), zainstalowali się z dzieckiem. Tamta przyszła z policją – ale córka znajomej wykazała, że jest uprawnionym lokatorem, zameldowanym naście lat. I policja odmówiła interwencji, eksmisji tej córki; odesłała do sądu. Jej ciotka tam zameldowania na szczęście nie miała (posiadaczka mieszkania własnościowego, nie mogła). Ci naiwni państwo, już emeryci od blisko 10 lat (na dziś), musieli w 2007 wziąć kredyt we frankach, który ich „morduje” i musieli tamtej przebiegłej hienie mieszkanie po matce tego pana spłacić. Ale całe zło to ta zeszmacona stara kobieta, oszustka. I jej córka. Ta druga powinna dać 50% kasy na wykupienie i wziąć 50% ze sprzedaży mieszkania. Kasy na wykup nie dała, facet z żoną się starą matką ponad 20 lat opiekował, nie ona. Ale całą kasę – wartość mieszkania wzięła ona (spłacona wziętym kredytem), bo zrobili straszny błąd – za danie dziesiątek tysięcy złotych na wykup mieszkania przez podłą staruszkę nie wzięli pokwitowania, naiwniaki. Ta starsza, zmarła osoba to w zasadzie szlachcianka ! sprzed wojny, a co. Ludziska, myśleć (to na użytek naiwnych opisuję to pracowicie), nie dawać dziesiątek tysięcy zł na „piękne oczy”. Ok. 400 !! tysięcy w plecy. Dali kasę na wykup i jeszcze musieli zapłacić za odkupienie (po niemal cenie rynkowej, jakiś discount 20% za jego opiekę nad matką siostra mu dała) córce mieszkania od tamtej. Zamiast od 2008 (czy 2007) mieć na wczasy, sanatoria, znośne ubranie się itp., ledwo co żyją. Musieli wziąć kredyt we frankach, ze względu na ich wiek banki dające w złotówkach – podobno nie chciały. Porządni, fajni, inteligentni, wierzący ludzie – no tylko za porządni, naiwni. Już nie wspomnę, że przed wykupieniem ww mieszkania dawano staruszce kasę na lekarstwa, na podstawowy remont kuchni, łazienki. Z tym, że sorry, ale jak się miało doktorat, było nalegać na rodziców o wzięcie pokwitowania na to kilkadziesiąt tysięcy. Byłaby inna rozmowa w sądzie. Ale to też b. sympatyczna i inteligentna, ale i po rodzicach naiwna, jak widać, osoba. Na szczęście mąż energiczny i to on akcję „włamanie” wymyślił i przeprowadził.
    Siostra pana do dalszej rodziny – „ale o co chodzi, wszystko OK, opiekowałam się latami, to mieszkanie w testamencie dostałam, a skąd mama miała na wykup, to ja nie wiem”.

    Odpowiedz
  27. ~andzia

    oj cos wiem na ten temat,nie raz bylo tak jak mieszkalam z rodzicami ze nie moglismy sie dogadac.Ale zawsze jakos to rozwiazywalismy.Tearaz jak do nich wpadam (i wczesniej zreszta tez)bylo i jest tak ze moj pokoj,moja sprawa.A u tesciow o godz 22 swiatlo ma byc zgaszone,kapac sie codziennie?marnowanie wody i pieniedzy!!Takze mamusiu pozdrawiam cie:)

    Odpowiedz
  28. ~zadziowiona

    ja taką historie mam z bratem – to dziwne jak potrafi z przeszłości wyciąć pewne wydarzenia, zmienić i wkleić zupełnie nowe. Rozmawiam z tym człowiekiem i nadziwić się nie mogę, że można aż tak kreować nowa nieistniejąca rzeczywistość. Nie można ufać ani bratu, ani obcym – świat jest strasznie popiep…

    Odpowiedz
  29. ~Roman

    „Miłujcie nieprzyjacioły swoje” tak mówił jeden Facet nim go przykładnie ukatrupili, nie jest to łatwe ale ma głęboki sens i tak długo będziemy różnych niegodziwości doznawać ,aż to zrozumiemy. Nie chcę tu nikogo nawracać ale żyjemy w iluzji, nasze życie jest snem i chodzi oto by się szczęśliwym obudzić, jak po koszmarze !

    Odpowiedz
  30. ~basias

    wiecie, tak się zastanawiam czy tak do końca można znienawidzić ? no chyba jednak NIE ! ja też mam DUŻO powodów ale czuję tylko w danej chwili takie wielkie emocje, nienawiść w określonym i naprawdę mające podstawę „nienawiedzenia” jednak za jakiś te czas uczucie mija ale fakt: zostaje niesmak, żal aż piersi ci rozdziera, łzy goryczy i piekący ból mało oczu ci nie wypłyną ! bo niczym sobie na to nie zasłużyłam potem spojrzę i jest mi po prostu żal matki bo kiedyś taka wredna NIE BYŁA, albo ja ZBYT tolerancyjna jestem ; do dziś mnie tak wykorzystuje, gra na moich uczuciach, jest tyle podłości w niej….że mogłabym nieraz „pęknąć” ze złości na nią! ale szkoda życia aby „pielęgnować” w sobie te uczucie nienawiści, które NAS samych będzie od środka „zżerać” skupiam sie na czym innym żeby nie zwariować albo niczego głupiego nie zrobić….no cóż tak jest a nie powinno być, życzę wszystkim DUŻO wytrwałość – wiem to trudne ale….może jednak

    Odpowiedz
      1. ~basias

        dzięki za wsparcie :) ciekawi mnie bardzo co świat, my sami sobie robimy przez całe życie, że na „starość” tak się można zmienić ?! Czym katujemy sie sami albo innym na to pozwalamy i potem są efekty ; zgorzkniałość , złośliwość, plucie jadem w bliźniego, zawziętość, zazdrość, zwykła bezduszność, itp. nie udane życie, samotność choć mamy ta drugą połówkę , brak pozytywnych doznań emocjonalnych , euforii, wzniosłości , miłości itp.. kształtuje w nas potem „stan stałego niezadowolenia”, egocentryka, samoluba – niezadowolonego z samego siebie i swojego życia i z zasady źłośliwego człowieka jak jemu jest żle to wszystkim też…aaallleee to żenujące :( …pozdrawiam :)

        Odpowiedz
  31. ~caro

    Rodzice tylko w moralizujących opowiastkach dla dzieci są tacy cukierkowi, kochający i w ogóle super. U mnie też jakimś trafem rodzice moimi rękami z zawszonej rudery zrobili sobie piękny domek, a wszystko przez mój rozwód. Po ślubie dostaliśmy taki zapuszczony budynek gospodarczy od moich rodziców. Ale nie zdążyli go przepisać na mnie, bo się jakoś z tym ociągali, a ja nie nalegałam, wszak to przecież rodzice. My zrobiliśmy remont generalny, gruntowny i urządziliśmy domek nowocześnie, ślicznie. Potem niestety małżeństwo się posypało i był rozwód. Zostałam z dzieckiem sama, to żeby mi pomóc, rodzice szybciutko wprowadzili się do mnie. Ja się ucieszyłam, nie podejrzewając niczego złego. Potem, że matka z ojcem od lat nie śpią razem, to wysiudali moje dziecko z jego pokoiku do mnie, pod pretekstem, żeby dziecko było bliżej matki, a oni zajęli drugi pokój domku. A potem matka zaczęła się tak rządzić, że ja zostałam na powrót małą dziewczynką, która ma słuchać się i wykonywać polecenia. Aż z tego wszystkiego odechciało mi się ich pomocy i się z mojego urządzonego domku wyprowadziłam do bloków, bo przecież domek nie był mój i oni żadnego zamiaru się wyprowadzać nie mieli. Mieszkam w blokach do dziś. Oni się panosza w domku, opowiadają ludziom, jak to go urządzali od podstaw z budynku gospodarczego, a mnie matka tylko pyta przy ludziach: Pamiętasz to? Bo Ty mała byłaś wtedy… Nigdy jej nie powiedziałam, jak mnie wyrolowali, no bo przecież to rodzice, no i ten gospodarczy z placem ich był… Ale złość z wiekiem narasta we mnie, choć powinno być inaczej, powinnam zapomnieć. Wiem, że to matka, której należy się szacunek, ale nie mogę… Jeszcze uważa się za najlepszą matkę na świecie, a ja jestem wyrodną córką, odkąd tylko pamiętam. Podła manipulatorka emocjonalna, która wiele razy niszczyła mi życie tą swoją „słodyczą”, która była obliczona na efekt, ale nie dla mojego dobra, tylko dla jej dobra. Ja w tym domu nie zamieszkam już nigdy. Jeśli w ogóle kiedykolwiek dostanę go w spadku, to mam ochotę zrównać go z ziemią i dobrze udeptać. Póki co ten cholerny dom jest argumentem mojej matki w manipulowaniu moją relacją z córką. Matka „się zastanawia” czy zapisać dom na mnie czy na moją córkę, a w międzyczasie zręcznie nami manipuluje, żebyśmy nie były za blisko siebie i brań Boże nie przeciw niej. Najlepiej na Kościół czy na Rydzyka niech zapisze, bo ja nienawidzę tego domu okrutnie. Czasem myślę, że się rozwiedliśmy przez te dom, bo w nim jakieś złe fluidy były, bo matka jak zobaczyła, że on taki ładny po remoncie, to pozazdrościła nam go.

    Odpowiedz
  32. ~Riko

    Znam i wierzę. Po ślubie wyremontowałem i mieszkałem w lokum które stało na rodziców. Można było wykupić mieszkanie na własność, wzięliśmy z żoną wielki kredyt – wtedy na 45% i dałem gotówkę ojcu by wykupił mieszkanie. Wykupił i …. NIC. Pond pół roku NIC dopiero jak ich zmusiłem to się nawrócili ale do dziś mi to wypominają. Ot taka historyjka.

    Odpowiedz
  33. ~zdzislaw55

    No cóż, ja z moimi rodzicami i krewnymi wszelkie „pożyczki” i.t.p robie przez przelewy bankowe, podając na co ta suma jest. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości – a takie sie już zadrzały w relacjach z rodzicami – dowód jak znalazł. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  34. ~Ania

    Kochani, wbrew pozorom takich historii jest mnóstwo dookoła. Na szczęście skończyły się czasy, że otoczenie może szantażować świętością rodzicielską. Pokolenie naszych rodziców wyrosło w komunistycznych czasach w przekonaniu, że sami doszli do wszystkiego, co nie jest prawdą. Mieli wsparcia państwa w znaczeniu „wszystkim po równo bieda” ale mieli: przedszkole, praca, wychodzone mieszkanie, posadki urzędnicze i teraz emerytura, której my nigdy nie dostaniemy. Pozdrawiam wszystkich i trzymajmy się!

    Odpowiedz
    1. ~Jol

      To nie tak Aniu. Jestem pewnie z pokolenia Twoich rodziców. Nie chciałabyś chyba takiego wsparcia państwa socjalistycznego, jakie my dostawaliśmy. Latami czekaliśmy na mieszkania. Wynająć nie mogliśmy, bo pensje malutkie, a na rynku nie było nadmiaru mieszkań do wynajmu. Męczyliśmy się więc z rodzicami w ich mieszkaniu. Teraz to latami wyczekane mieszkanie dostała po swoim ślubie moja córka. Ale już nie spółdzielcze lokatorskie, tylko własność wyodrębniona, za którą my z mężem zapłaciliśmy. Cieszę się, że mogliśmy pomóc dzieciom, ale nie dostaliśmy nic za darmo, choć nasi rodzice też nam pomagali w miarę swoich możliwości. Za komuny za wielkich możliwości w tym zakresie jednak nie było. Jeśli ktoś pomaga dzieciom, to jest jego dobra wola. Dorosłe dzieci muszą liczyć na siebie. Ja jednak uważam, że dzieci i rodzice powinni się wspierać i być w stosunku do siebie uczciwi. Żadna świętość nie wchodzi tu w grę, po prostu ludzka przyzwoitość.

      Odpowiedz
  35. ~Grażyna

    Ta historia jest straszna i komentarze pod nią również.Może mój podniesie kogoś na duchu.Moje dzieci (wychowywałam je sama),są bardzo kochane .Córka 38 lat,syn 31.Miałam ostre przejścia z zięciem,ale niedługo,bo córce otworzyły się oczy i zostawiła go.Obecny partner(od 11 lat) jest zupełnie sympatycznym facetem.A z synową od samego początku mam wręcz serdeczne stosunki,nazywam ją córką,a ona wiele razy powtarzała,że rozmawia ze mną na tematy,których nigdy nie porusza ze swoją mamą.Wielokrotnie,w zależności od potrzeb,pomagamy sobie,fizycznie i finansowo.Współczuję wszystkim,którzy mają niedobre dzieci,bo wiem,że nie zawsze mamy wpływ na charakter.Czasem ktoś po prostu jest dobrym i wrażliwym człowiekiem,a czasem nie…

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Cieszę się, że Twoja historia jest pozytywna:)
      Nie tylko dzieci są niedobre, rodzice czasem też (to tak na marginesie) – nie ma reguł.

      Odpowiedz
  36. ~Bietka80

    Wierze w ta hostorie poniewaz moi rodzice przez cale zycie uczyli nas czyli mnie i moje rodzenstwo nienawisci po rozstaniu kazali nam sie opowiadac po jednej ze stron, jestes po stronie Taty czy Mamy? Po opowiedzeniu sie po stronie Mamy Ojciec wyparl sie mnie, moja siostra i brat wybrali ojca i Matka sie ich wyparla, ja utrzymywalam Mame przez 10 lat, a gdy urodzilam dziecko i poprosilam aby mi pomogla w opiece nad nim powiedziala jak mi zaplacisz to sie zgodze. Cala sytuacja sprawila ze nie moge liczyc ani na Matke ani na Ojca ani na Brata ani na Siostre, cala nasza rodzina sie rozpadla… Ja mam coreczke i nie wyobrazam sobie ze moglabym jej zrobic takie piekloz zycia jakiego ja doswiadczylam od Wlasnej Matki!!!

    Odpowiedz
  37. ~Jud

    Umiesz liczyć? Licz na siebie.
    Stare, dobre przysłowie.
    Moja rodzina nigdy nie należała do zamożnych. Po szkole podstawowej musialam iść do zawodówki, bo wiedziałam, że na studia moich rodziców nie stać, a i ja sama czesnego nie opłacę i się nie utrzymam.
    Po skończeniu 18 lat, wyjechałam za granicę do pracy. Po powrocie, kupiłam mieszkanie za gotówkę.
    Nikomu nic nie zawdzięczam, wszystko co mam (choć niewiele tego), mam dzięki własnej, ciężkiej pracy. Satysfakcja ogromna.

    Odpowiedz
  38. ~maj

    tak matka ożeniła mnie z moją siostrą, na chama nakazując jej zostać z mężem i dziećmi w domu, przy okazji zwalniając ją z wszelkich obowiązków opieki na sobą zwalając całość na mnie to jest dopiero życie

    Odpowiedz
  39. ~KAROLA

    JA WIERZE BO NA MILY BUG TO TAK JAK BYM SWOJEGO TESCIA WIDZIALA POZYCZA APOTEM Z PODWUJNYMI PROCENTAMI TRZEBA ZWRACAC JAK BY MUGL TO SWOJE DZIECI ZTORBAMI BY PUSCIL TACY LUDZIE NIESTETY ISTNIEJA

    Odpowiedz
  40. ~hell

    Głupio, że załatwili to na słowo.trzeba brać pokwitowania, na wszystko i od każdego. Moja babcia chciała tak załatwić moich rodziców. Więc wierze, dziwne tylko, ze sie nie zabezpieczyli.

    Odpowiedz
  41. ~Bena

    Ja to bardzo dobrze rozumiem bo rownież przezylam to na wlasnej skorze.
    Moi rodzice tez chcieli ode mnie pieniedzy a gdy odmowilam to sie mnie wyrzekli .
    Ale ja mam bardzo mądrego męża ktory mnie od samego początku związku bardzo chronil przed nimi i co wazne nie bal sie im powiedziec ze wykorzystują mnie .
    Ale co z tego ze znam psychologiczny aspekt sprawy kiedy i to czasami przychodzxi taki żal ze oddychac nie umiem.

    Odpowiedz
  42. ~miki

    Prawda jest taka jak sobie rodzice wychowają dzieci to tak mają na starość,jeśli są nieuczciwi w stosunku do dzieci to się niczego od dzieci nie mogą spodziewać.Opamiętanie i żale przychodzą wtedy gdy rodzice są już niesprawni i potrzebują pomocy,tylko że wtedy jest już za późno.Bywają też niewdzięczne dzieci i one też kiedyś odbiorą to na co zasłużyły.

    Odpowiedz
  43. ~nacia

    Dzis zadzwonila do mnie siostra ktora nie odzwala sie do mnie od sierpnia. Wypytywala czy wiem w ogole kto dzwoni i czy jeszcze ja pamietam. Opd ze tak. Ze zloscia stwierdzila ze jak by nie ona yo ja bym juz wcale sie nie odezwala. Odp jej ze nic dziwnego skoro narobila zamieszania wokol tego czy rzekomo moj tata nie jest jej ojcem. (Oczywiscie to kompletna bzdura) kazalam jej zrobic badana.oburzona zaczela wrzeszczec na mnie ze ja jej najlepsza siostra jestem przeciwko niej. Na koniec wykrzyczala mi do sluchawki spadaj…spadaj… Ja jej odpowiedzialam tym samym. Na tym rozmowa sie zakonczyla. Caly wieczor przeplakalam. Na pisala do mnie jeszcze sms. Ze mnie kocha ale ona juz dla nas nie istnieje. :( jestem zalamana. Kocham ja bardzo ale nie potrafie jej wybaczyc.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Czas leczy rany.
      Ja kiedyś nie kontaktowałam się ze swoja siostrą dwa lata. Tyle było emocji. Negatywnych oczywiście. Po dwóch latach już nie chciało nam się dociekać, kto był winien (moim zdaniem ona :) ) Tak więc często potrzebny jest po prostu CZAS. Tylko po tym czasie ktoś musi się odezwać :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>