Kobieta – typ niebezpieczny

 

Generalnie staram się solidaryzować z własną płcią. Dostrzegam wszakże u niej zachowania, z których, moim zdaniem, nic dobrego nie wyniknie, i tu moja solidarność się kończy.

Obracam się w środowisku raczej sfeminizowanym (taki zawód), znajomi z pracy to zwykle kobiety, klienci, których widzę, to najczęściej również kobiety (matki pojawiają się w szkołach częściej niż ojcowie).

Coraz więcej wokół mnie silnych przedstawicielek mojej płci. Stanowczych, mających swoje zdanie. Bardzo to pięknie. Fakt, że zrobiłyśmy się silniejsze i potrafimy, przynajmniej od czasu do czasu, walczyć o „swoje” cieszy mnie. Obawiam się jednak, że ta nasza siła kiedyś nas zgubi. W tej pogoni za równouprawnieniem (które w 100% i tak nigdy nie nastąpi) i wolnością zapomniałyśmy, że wszystko ma swoje dobre i złe strony. Ta silna kobieta, która prze do przodu, staje się niekiedy na tyle dominująca, że tłamsi własne dziecko.

O, o tym właśnie chcę dziś napisać (po tym przydługim wstępie :))

Widuję takie kobiety codziennie. Świetnie zorganizowane, zadbane, atrakcyjne. Pewne siebie. Generalnie, lepiej im nie podskakiwać. Takie samice alfa. Wysiadają (zazwyczaj) z samochodów i… niosą na plecach tornister swego dziecięcia. Hm, gdyby to była zerówka, to ja bym to jeszcze zrozumiała, ale najczęściej widzę przed nimi 10-12-letnich chłopców. Oni „na luzaka” a matka z bagażem. Nawet nie jest im głupio. W sumie to rozumiem. Są do tego przyzwyczajeni, więc dlaczego mieliby w tym widzieć problem?

Inny obrazek. Matka sprawdza, czy jej dziecko jest dobrze ubrane. Zapina mu kurtkę, poprawia szalik, czapkę… Nie, nie mówię to o rodzicach przedszkolaków tylko uczniów ze starszych klas podstawówki. Kobieta oczywiście lepiej wie, jak zapiąć ubranie i na pewno LEPIEJ założy czapkę na głowę.

Bardzo wiele dzieci w wieku 11-13 lat nie jeździ autobusem. Nie mają pojęcia, jak kasuje się bilet. Rodzice, najczęściej mamy, dowożą ich wszędzie i zewsząd przywożą. Wiadomo, wszędzie jest niebezpiecznie. Pedofilia, narkotyki, te sprawy. Najlepiej niech dziecko nigdzie samo nie jeździ. Ja jestem nieodpowiedzialnym potworem. Zdaję sobie sprawę z niebezpieczeństw, a mimo to mój syn jeździ SAM na zbiórki harcerskie i do szkoły. Parę przystanków niby, ale zawsze.

Te silne matki, które ciężko pracują i walczą o własną pozycję, nie gorszą od pozycji mężczyzny, często okazują zbyt wiele tej swojej  siły w zetknięciu z własnym dzieckiem. Niepokoi mnie to zwłaszcza w odniesieniu do chłopców. Ich stanowcze i z „powerem” rodzicielki niejednokrotnie robią wszystko za nich: LEPIEJ posprzątają, ubiorą, uczeszą, umyją, zrobią lekcje, coś naprawią, znajdą. Przygotują śniadanie i kanapki do szkoły, nawet jak dziecię ma już naście lat. A potem taki nastolatek to klasyczna pierdoła, bo niczego wokół siebie nie umie zrobić.

A potem stawiamy sobie pytanie: gdzie są prawdziwi mężczyźni? Bo jak zaczynają się randki, to nagle przydałby się młodzieniec rozsądny, zorganizowany, poukładany, ZARADNY…

A gdzie tacy młodzieńcy mają być? Przecież to my – matki, kobiety – zrobiłyśmy z nich kaleki.

Ileż ja razy rozmawiałam z chłopcami o tym, czy ścielą sobie łóżko (rzadko), sprzątają swoje pokoje (mama robi to lepiej), mają jakieś obowiązki (siostra pomaga w kuchni)… A kiedy ich pytam, czy umieliby przyrządzić sobie coś do jedzenia, często patrzą na mnie jak na jakąś wariatkę (przecież mamusia ZAWSZE zrobi jedzonko). 

Ja nie wymagam, żeby dwunastolatek potrafił zrobić obiad (choć wiele dziewczynek w tym wieku już to umie), ale kanapkę mógłby umieć zrobić, prawda? herbatę? płatki na mleku, jajecznicę lub jajko na miękko… Jasne, powiecie, kobieta ma wrodzoną do tego smykałkę, stąd dziewczynki się do tego garną a chłopcy nie. Ok. Coś tam pewnie w tej smykałce jest (choć ja do gotowania nie garnęłam się nigdy ;)) Jednak w czasach, kiedy na prawo i lewo krzyczymy, że kobieta ma prawo pracować, spełniać się zawodowo, a w domu mężczyzna powinien jej pomagać, same zastawiamy na siebie pułapkę. Jeśli my-matki nie nauczymy naszych małych mężczyzn podstaw sprzątania, gotowania czy innych tego typu obowiązków, to jakie mamy prawo, żeby później wymagać tego od dorosłych mężczyzn?

Im człowiek starszy, tym trudniej mu się zmienić czy czegoś nauczyć. Chcesz mieć, babo, faceta, który umie po sobie posprzątać? Wszystko w rękach jego matki. Jak go przyzwyczaiła, że nie musi tego robić i że mamusia ZAWSZE ZROBI to lepiej – będziesz mieć problem. On uzna, że I TY zrobisz to lepiej. Dlaczego ma Ci pomóc w czymkolwiek, skoro jego matka dźwigała za niego plecak do szkoły, jak był w piątej czy szóstej klasie? Dlaczego ma być silny, skoro zawsze silniejsza była jego matka? Bądź TY silna i zrób wszystko.

Oczywiście, być może nie ze wszystkimi silnymi kobietami tak jest. Pracuję w określonym środowisku (choć naprawdę sporym) i mam w związku z tym określone spostrzeżenia. Dlatego nie chcę twierdzić, że ZAWSZE i WSZĘDZIE i ZE WSZYSTKIMI tak jest. Myślę jednak, że coś jest na rzeczy, nawet jeśli nie w tak dużym stopniu, jak o tym piszę.

Gdzieś kiedyś wyczytałam, że przyszłość należy do kobiet. A ja nie wiem, czy to dobrze. Przyszłość powinna należeć do kobiet w takim samym stopniu, jak i do mężczyzn. Równowaga jest najcenniejsza i najzdrowsza.

44 myśli nt. „Kobieta – typ niebezpieczny

  1. ~Pani S.

    Moja przyjaciółka pochodzi z rodziny, w której matka sprawowała pełną kontrolę nad swoimi dziećmi. Nie wychodziły na dwór, nie jeździły nigdzie same, do końca podstawówki były odprowadzane do szkoły. W pewnym momencie matki zabrakło (ojca nie było w ogóle). Nigdy nie zapomnę swojego zdziwienia, gdy przyjaciółka zapytała, kto nas zawiezie do mojej babci (5 przystanków autobusem miejskim) i wyznała mi, że nie wie, jak wygląda gotująca się woda. Masakra! Nigdy nie była nad jeziorem, nad którym leży miasto, nie nauczyła się jeździć na rowerze… Wiele lat później powiedziała, że bardzo kochała swoją mamę, ale ma świadomość, że jej śmierć uratowała ją w jakimś sensie przed smutnym losem siostry.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Ano właśnie… tak to bywa.
      Powiem Ci, że moja matka była nadopiekuńcza i wyzwalanie się spod jej wpływów kosztowało i mnie, i moją siostrę bardzo wiele bolesnych doświadczeń. Moja matka nie była jednak aż taka, żebym nie wiedziała, jak zagotować wodę :) na szczęście… Jej kontrola dotyczyła innych sfer naszego życia.
      Pozdrawiam :)

      Odpowiedz
  2. ~dreamrock

    Jestem za tym, żeby kobieta pracowała, gotowała, sprzątała, prała, ubierała, odrabiała lekcje i wyręczała we wszystkim swego maminsynka. Hodowała i pielęgnowała go jak truskawki w szklarni – tacy będą w cenie. Nawet towarzyszyła mu na randce i szukała dla niego dziewczyny. Nie mogę powstrzymać się od śmiechu na samą myśl o konfrontacji roszczeniowej kobiety-kochanki z nadopiekuńczą kobietą-mamusią. 50 lat takiego chuchania-dmuchania i mężczyźni będą mieli raj na ziemi o jakim feministkom nie śniło się, nawet tym najbardziej porąbanym. Przynajmniej jedna blogerka miała odwagę napisać o tym, o czym wszyscy dobrze wiemy od dawna. A co do solidarności między kobietami – nigdy jej nie będzie dopóki istnieje przynajmniej jeden samiec, o którego będą walczyć. Im większy mięczak tym lepiej, tym mniejszy zysk dla kobiety, za jej „ciężką” pracę. W końcu każda ma na jakiego zasługuje.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      No, no, nie każda ma to, na co zasługuje. Czasem samiec-pierdoła się kamufluje, i to nieźle :)
      Ja na swoich synów chuchać i dmuchać nie będę. Tylko czy to aby na pewno dobrze? Jak dorosną, będą dziwakami w otoczeniu tych wszystkich wychuchanych mężczyzno-podobnych tworów. I co wtedy?

      A kobieca solidarność istnieje. Może nieczęsto, ale jednak. I bywa piękna.
      Fuj, walczyć o samca? Ja nigdy nie walczyłam. To o mnie walczono ;) ;)

      Odpowiedz
  3. desperado

    Jejku, jakie herezje wypisujesz!! Ciesz się że nie zostałaś już, ani w najbliższej przyszłości spalona na stosie, za to!! A szczerze powiem, że należy Ci się ten stos jak psu metalowa micha bo ……..no przepraszam Cię bardzo facet ma robić kanapki?? A co kobiety na chorobę szalonych krów wyginęły, albo jakis inny pomór je wytrzebił?? Nooo z posiadanych przeze mnie, potwierdzonych informacji wynika, że nic takiego się nie stało więc no tak tak proszę kanapeczkę i jajeczniczkę na boczku !! A i proszę się nie ociągać :)
    Dobry wieczór :)

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Ja Ci dam herezje, Ty nieoświecony, nienowoczesny samcze, Ty :)
      A sam sobie zrób jajeczniczkę, w mordę kopane ;) mamusia, mam nadzieję, szanownego obywatela nauczyła…?
      Witam :) :)

      Odpowiedz
      1. desperado

        Ale co sam?? Mam se kanapeczki, jajeczniczkę i może herbatkę też sam se mam robić co?? A toż po to Bozia dobry kobietę stworzył, co by człowiek wygodę miał :)
        Oraz wieczorek dobry :)

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Będę bardziej bezczelna – nie tylko herbetkę se zrób, ale nawet łóżko sam se pościel, tylko najpierw spod tego łóżka zabierz te okropne skarpetki ;)
          No, jazda… :)
          Dobry wieczór :)

          Odpowiedz
  4. eirene

    O matko, ja też to właśnie widzę- takie wyręczanie we wszystkim… te dzieciaki potem wyrastają na kompletnie nieporadne fajtłapy… Myślę, że za jakieś 20 lat to znalezienie faceta, który będzie potrafił wymienić żarówkę lub znalezienie dziewczyny, która będzie potrafiła upichcić jajecznicę (lub na odwrót, skoro mamy to równouprawnienie :-P ) to będzie bardzo ciężko…

    Odpowiedz
  5. ~Mona Lisa

    „A ja nie wiem, czy to dobrze. Przyszłość powinna należeć do kobiet w takim samym stopniu, jak i do mężczyzn.” Masz rację. Niestety niektóre kobiety straciły równowagę i działają obecnie na zasadzie: Teraz, Kurwa, My ;). A to, że nie pozwalają swoim dzieciom na samodzielność jest krzywdą ogromną i nie do naprawienia później w dorosłym życiu.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Dobry tekst :)
      Wiele kobiet faktycznie wychodzi z założenia, że teraz to one będą rządzić, w mordę, dla zasady, żeby udowodnić, że równouprawnienie jednak istnieje, a w ogóle to jesteśmy lepsze. Głupie myślenie, moim zdaniem, tylko się na nas zemści.
      Pozdrawiam :)

      Odpowiedz
  6. ~Figa

    Eeee…to nie dotyczy tylko chłopców. Nadopiekuńcze matki wyręczają też dziewczynki, które wyrastają na takie niecniepotrafiące królewny.
    Przykład?
    Moja szwagierka (lat 22), która nie umiała nawet zszyć 3 cm rozprucia na szwie w swetrze (pod pachą) a ciężko chora mama (umierająca, leżąca na łóżku i już nie wstająca) zacerowała jej to.
    Że nie wspomnę iż po śmierci mamy kompletnie nie radziła sobie z prowadzeniem domu. Ba, nie wiedziała, że lodówkę trzeba co jakiś czas umyć, bo wszystko robiła mama.

    Jestem mamą trzynastolatka. Owszem, robię mu śniadanie do szkoły. I to dlatego, że moja mama mi nie robiła a wszystkie dzieci miały „od mamy” i było mi z tego powodu przykro. Takie śniadanie po prostu smakuje lepiej.
    Kolację robi sobie sam, pomaga w domu, sprząta swój pokój, zajmuje sie ogródkiem, myje schody i sprząta u swojej prababci, która nie ma już siły. Obiera ziemniaki, robi zakupy. Te ciężkie robi razem ze mną i przynosi z samochodu. Jest większy i silniejszy ode mnie (jestem drobnej postury) dlatego często się nim „wyręczam” bo ma więcej siły ode mnie i jest tego świadomy.

    Poza tym przykład idzie z góry. Ojciec musi być dla syna wzorem i jeżeli ojciec tylko pierdzi w fotel to syn będzie się zachowywał tak samo.
    Najpierw trzeba zacząć od naszych mężów. Syn widząc ojca zmywającego naczynia, odkurzającego, gotującego nie będzie się tych prac wstydził, bo to będzie NORMALNE.

    Pozdrawiam
    figa-pisze.blog.pl

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      To prawda, z dziewczynkami też się tak zdarza. Pierdułki takie z nich wyrastają :)
      A to, co robisz z synem podoba mi się. Mój ma podobne obowiązki.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Odpowiedz
      1. ~Figa

        Fanie przeczytać, że coś robię dobrze (w oczach innych).

        Ale i tak mam wątpliwości, bo…syn sie do narzędzi żadnych nie garnie (gardzi wręcz). Cos tam przy rowerze sobie dokręci ale to jest maks jego możliwości.
        Woli…zaprogramować pralkę albo zmywarkę :P (uf, cud jakiś…że tę zmywarkę kupiliśmy niedawno i syn się nauczył do tego czasu zmywać ręcznie !)

        Mam nadzieję, ze mu to minie z wiekiem i się trochę rozkręci, bo gwoździa wbić porządnie nie potrafi ;-))
        Jak na razie przechodzi okres buntu i wszystko jest „okropnym sucharem” !

        Pozdrawiam serdecznie.

        figa-pisze.blog.pl

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Mój też niespecjalnie się garnie do różnych obowiązków domowych, czy to bardziej „męskich” czy „damskich”, ale mam to gdzieś. Ma pomagać i koniec. Ja go nauczę tego i owego, a czy to kiedyś wykorzysta w dorosłym życiu? Zobaczymy. Oby.
          Pozdrawiam cieplutko :)

          Odpowiedz
  7. ~Anna

    Droga autorko – sama zapominasz o zdrowej równowadze. Piszesz, że „w domu mężczyzna powinien jej pomagać” – dla mnie bzdura totalna i błąd wychowawczy jeśli mówisz tak do dzieci. Mężczyzna powinien wykonywać SWOJE OBOWIĄZKI – czyli PRACA + POŁOWA CZYNNOŚCI przy dzieciach, gotowaniu, sprzątaniu itd. Kobieta powinna wykonywać SWOJE OBOWIĄZKI – czyli również PRACA + POŁOWA W/W CZYNNOŚCI. Określenie „powinien jej pomagać” z definicji słowa „pomagać” oznacza, że obowiązki są kobiety, a mężczyzna łaskawie może jej pomóc. „Pomagać” można sobie w razie choroby czy innej nadzwyczajnej sytuacji, kiedy jedna osoba wykonuje całość albo większość prac domowych, aby ulżyć (=pomóc) drugiej osobie, gdy ta źle się czuje. Dzieci takie rzeczy SŁYSZĄ i wyciągają wnioski!

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Moja droga,
      w pewnym stopniu masz rację, ale tylko w pewnym. Takie równe traktowanie obowiązków jest sztuczne. Jeśli oboje z mężem/partnerem pracujecie np do 15-16, to potem, proszę bardzo, dzielcie się, powiedzmy po równo. Ale mój mąż pracuje siedem dni w tygodniu po 10-12 godzin dziennie – mam mu dla zasady dowalać, jak Ty to mówisz, połowę obowiązków domowych? Żeby było sprawiedliwie, żeby było równouprawnienie-równoobowiązkowość? Bez sensu, nie sądzisz? Dlatego napisałam – powinien pomagać. Moje dzieci widzą, jak ciężko i jak długo pracuje ich ojciec. Ja też. Dlatego nie bawię się w wyliczanie, którą połową ja się zajmuję, a którą on. Ja w domu robię więcej. Koniec. Nie będę mu kazała odkurzać o godzinie 21, bo tak będzie sprawiedliwie, bo ja już pozmywałam i umyłam wannę (np). To, co piszesz, to uogólnienie i to takie skrajne, naprawdę. Mnie denerwuje takie żądanie sprawiedliwości za wszelką cenę, żeby było równo, koniecznie, żeby facet nie miał przypadkiem za dobrze. Myślę, że to błąd. Myślę, że zdrowy rozsądek polega na czym innym – na tym, żeby sensownie dzielić obowiązki a nie szukać jakiejś dziwnej sprawiedliwości za wszelką cenę.
      Pozdrawiam.

      Odpowiedz
      1. ~Anna

        Cóż – nie wzięłam pod uwagę, że pracujesz mniej niż mąż i że Twojego męża prawie nie ma w domu. A przynajmniej nie ma Go w ciągu dnia i to przez wszystkie dni tygodnia. Współczuję Wam jako parze i Waszym niewidującym Taty dzieciom. I tak – uważam, że powinno być sprawiedliwie, że powinno być równouprawnienie i równoobowiązkowość. Ale moim zdaniem Twojej rodzinie daleko do tego, bo Twój mąż jest bardzo dyskryminowany, ponieważ nie ma szansy spędzać z dziećmi tyle czasu co Ty. Równoobowiązkowość polega na tym, że oboje pracujecie porównywalną ilość godzin poza domem i w domu. Tak abyś Ty miała szansę być mamą, a nie tylko matką i aby Twój mąż miał szansę być tatą, a nie tylko ojcem. I to jest właśnie równouprawnienie. W obecnej sytuacji Twój mąż za kilka lat może się czuć poszkodowany (lub już się czuje), bo nie widział jak Jego dzieci dorastały, bo nie miał dla nich tyle czasu co Ty i przez to więź między nimi może być słabsza, niż między Tobą a dziećmi. Szacunek i wdzięczność za poświęcenie to nie to samo co miłość i przywiązanie. Oddzielną sprawą jest to, czy miałabyś szansę ulżyć mężowi, aby nie musiał aż tyle pracować, czy nie. Czasem jest taka sytuacja, że się nie da inaczej. Nie mniej jednak przy obecnym stanie rzeczy twój mąż ma prawo czuć się wykluczony z życia rodzinnego.

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Takie jest życie, moja droga, czasem inaczej się nie da. Jeśli będziemy pracować tyle samo i „bawić się” w równoobowiązkowość i równouprawnienie, to skończy się tym, że nie będziemy mieć gdzie mieszkać, bo nie spłacimy kredytu na dom. W życiu wszystko jest kosztem czegoś. To mój mąż ma możliwość zarobienia „większej kasy”, dlatego to jego w domu nie ma częściej.
          Tak, czuje się w jakimś stopniu wykluczony, nie jest mu z tym dobrze; kiedy może wynagradza to dzieciom.
          Ale takie jest życie. Po prostu.
          Pozdrawiam :)

          Odpowiedz
  8. ~jarek

    A ja jestem ojcem dwóch chłopców (10 i 13). Od ZAWSZE staraliśmy się wychowywać ich na normalnych chlopaków. Mogli się brudzić, chodzić po drzewach, wywraca na rowerze, taplać w kałużach etc.
    Potrafią skasować bilet i ogarnąć się w trudniejszych sytuacjach :) – jeździmy pod namioty wiec dają radę również w terenie.
    Natomiast obserwując ich kolegów, koleżanki ogarnia mnie przerażenie. Nie potrafią NIC, albo są „po chorobie” albo w trakcie choroby albo się zaraz przeziębią i zachorują.
    Na rowerach/rolkach jeżdżą zabudowani bardziej niż antyterroryści na akcji – aż się dziwię, że są w stanie zginać ręce w łokciach :)

    Czasem jadąc tramwajem patrzę na „starszą” młodzież. Nowocześni „mężczyźni”, lepiej ubrani niż kobiety :), większy lansik, panika w oczach. Gwoździa nie potrafią wbić, a wiertarka ukręciłaby im ręce. Takie, za przeproszeniem p***y nie chłopy :)
    Nie, nie jestem pracownikiem fizycznym, pracuje przy komputerze ale potrafię ogarnąć się w świecie mechaniki, elektryki, elektroniki, zmienić kolanko, syfon, przerobić instalację elektryczną w domu i wymienić amortyzator w aucie.
    Nie jestem wyjątkowym facetem. Jestem normalnym facetem i tak staram się wychować synków. Na kulturalnych i zaradnych mężczyzn, którzy będą w stanie być oparciem dla swoich wybranek, tak jak i ja jestem dla mojej.

    Odpowiedz
  9. ~Sadeem

    A potem takie dziecko wyjdzie z domu – a kiedyś wyjdzie – i nagle okazuje się, że świat jest okropny, odkąd w pracy i społeczeństwie nikt go nie traktuje jak księcia Arabii Saudyjskiej. I mamy depresje, czasem samobójstwa. Bo jak żyć? Uczyć się po dwudziestuparu latach, czasem później, że jednak świat wokół niego się nie kręci?
    Dobra matka i dobry ojciec to nie tacy, co wychowią księcia. To tacy, co wychowią silną osobę, która poradzi sobie w życiu, będzie stabilna emocjonalnie, znająca swoją wartość i starająca się spełniać. Będzie osobą zdrową psychicznie. A tu, tak jak z ludźmi co wyrastają na takich o dobrym sercu, liczyć na palcach. Niestety.

    Odpowiedz
  10. ~rene

    Mąż mojej przyjaciółki taki jest. Kiedyś powiedziała mi, że on i jego bracia nawet lodówki nie otwierają. Siadają przy stole, a mamunia wszystko pod nos. Mamunia i nawet truskawki kroiła, wyciągając środek, przez co on myślał, że jest nie jadalny. Później, jak zamieszkali razem, to się zaczęła walka. Ona koniecznie chciała go oduczyć. Co ona się na kombinowała. Po 4 latach jest ciut lepiej, ale mało brakowało skończyło by się rozwodem. Swoją drogą, mamusia mojego męża i zresztą moja również, też tak cackały mężczyzn. U mnie była krótka piłka. Razem albo wcale. Za tą metodę oberwało mi się od teściowej i mojej matki. Miałam to gdzieś. Choć są rzeczy, które muszę mojemu pokazywać, on chętnie się uczy:) Nawet gotować potrafi! Przecież to nie trudne. :)

    Odpowiedz
  11. ~Paweł

    Sporo racji.
    A swoją drogą dobrze, że nie mam córki. Chyba wypadałoby nakłonić ją czasem do obsługi kosiarki, nauczyć naprawiać przerzutki w rowerze, albo dać do rączki młotek lub wiertarę…? Tylko czy jej „przyszły” doceniłby wysiłki? Mam wątpliwości, których, póki co, nie muszę rozwiewać…:)

    Odpowiedz
  12. ~Gaja

    mój ślubny zaraz po wspólnym zamieszkaniu na to że łóżko ma zasłać, stwierdził rozbrajająco, że to u niego mamusia robiła… ale teraz tu nie ma mamusi, tylko Ja…:))) Prawda… chłopców nie uczy się samodzielności, ale egoizmu i wygodnictwa… stąd generalnie faceci to brudasy, niechluje i lewusy… dlaczego… może dlatego, że trzeba włożyć w to nieco wysiłku… a zapracowanym matkom wygodniej wyręczyć dziada niż wejść w nim w spór i użerać się… a do tego być ocenianą jako zła matka, bo coś od dziecka chce… generalnie nauka chłopców zaradności życiowej natrafia na tradycyjny opór… więc po co się kopać z koniem… wiele matek szybciej zbierze brudne gacie niż zmusi do tego nastolatka płci męskiej… bo i jak… biciem… no już chyba nie… szlabanem na PC… TV… może… ale w praktyce musiałaby mu PC wyrwać z rąk i schować w innym domu… a tak się często nie da. To tak jakby się prowadziło wojnę z domowym wrogiem… i tak źle i tak niedobrze… a później, gdy przyjdzie proza życia, mamisynki porzucają swoje dzieci i znowu ich partnerki, a matki ich dzieci samotnie wychowują dzieci, nie zawracając im głowy… wychowują jak mogą i jak im najwygodniej. Bo dobrze wychować dziecko, na porządnego człowieka, obywatela, partnera to albo duże szczęście, albo ciężka praca… innej drogi nie ma…;)

    Odpowiedz
  13. ~atenas

    dziewczynka, chłopiec, kobieta czy mężczyzna-jestem zdania, że na każdym etapie zycia każda osoba powinna UMIEĆ zrobić wszystko koło siebie od ubrania, poprzez zrobienie jedzenia czy sprzątania. Nadopiekuńczość-wyręczanie dziecka to wychowywanie nieudacznika!!! Jak słysze, że dziecko ma umieć pływać, znać języki itd itp a nie potrafi buta zawiązać czy kanapki zrobić to żal mi tych matek, że rozum im odjęło. Drogie matki, wiecznie żyć nie będziemy a kobieta-zona to nie służąca żeby waszym-naszym synkom kiedyś usługiwała tylko partnerka! Ja jestem partnerką mojego męża a on moim a nie parą nieudaczników, którzy jeden rozkazuje bo niedołęga nic nie potrafi zrobić a druga strona to służąca-idiotka dająca sie wysługiwać!!! Ciekawe czy te matki tak wychowujące dzieci-synów, swoje córki wychowują na przyszłe służąće swojego nieudacznika-męża???? Druga sprawa, co będzie jak taki synus dorośnie i zostanie sam bez matki, żony? Ja nie mam zamiaru martwić się o to czy syn głodem przymiera bo obiadu sobie nie potrafi zrobić a na dodatek umiejętności zycia codziennego to pierwsze czynności, które KAŻDY powinien umieć odpowiednio do wieku!

    Odpowiedz
  14. ~J

    Potraktuje ten artykuł jako przestrogę. Znam ten typ, ale nigdy nie myslałam o tym, że to może dotyczyć też mnie… :)
    Nie zgodzę się tylko z tym, że zawsze w ten sposób wychowa się „ciamajdę”.
    Wychowa się też egoistę, bez szacunku dla kobiety, traktującego ją jako służącą.. Taki typ faceta, niestety bardzo łatwo znajdzie sobie swoją niewolnicę i poradzi sobie.

    Odpowiedz
  15. ~Ola

    U mnie w domu od zawsze sytuacja tak samo wyglądała, mama robiła za nas wszystko, tylko jak już na prawdę nie dawała rady to słyszałam: dziewczyny może byście posprzątały, powycierały kurze etc. Zawsze się słuchałam, ale pretensje były, bo niby z jakiego powodu mój brat nie może tego zrobić. Teraz gdy wszyscy mamy po dwadzieścia parę lat ja doskonale sobie radzę, dbam o swoje mieszkanie, gotuje i generalnie nikt mi pomagać nie musi, natomiast mój brat nawet podłogi nie zamiecie (bo po co przecież i tak się ubrudzi), Już nie wspomnę o tym, że jak przyjedzie do domu to mama w dalszym ciągu szykuje mu kolacyjki, nakłada obiadki i jeszcze wyprawkę daje. Problem w tym, że nawet wypomnienie mamie tego nic już teraz nie zmieni, ale jak coś powiem to słyszę, że wszystkich nas źle wychowała i bądź tu człowieku mądry…

    Odpowiedz
  16. ~aneta

    A co pani S powie na temat patriarchatu dotyczącego swojej płci?
    Córka pewnej matki wychowywana w patriarchacie nie gotowała jajek na miękko swojemu mężowi,który w związku z tym,postanowił jadać śniadanie u babci.
    Żona nie przejmując się swoją postawą silnej kobiety pouczała wokół wszystkie inne jakimi powinny być żonami czy matkami.To,ze przynosi swojemu synowi piwo do obiadu w wieku ok lat 16 także nie ma znaczenia,bo przecież jest kobietą(kiepskie?) Nie,jest wychowana w rodzinie,w której dominowa ojciec,ale matka pouczała ja gdzie ma szukać męża.Konkretnie w jakiej rodzinie.

    Odpowiedz
  17. ~lata 80-te

    za czasów mojej podstawówki, jak w 3 klasie kogoś rodzice choćby odprowadzili do szkoły, zostałby pośmiewiskiem klasowym. o tornistrach nawet nie wspomnę.

    Odpowiedz
  18. ~agra1

    Zgadzam się, że to jest produkowanie kalek społecznych. Na szczęście moi chłopcy tacy nie będą – za leniwa jestem na obsługiwanie ich we wszystkim. Skutek jest taki, zę juz w p[rzedszkolu mamusie patrzyły na mnie złym okiem, jak mówilam synowi, zę on ma sie ubrać a ja czekam na niego przy akwarium. Teraz ma 7 lat i sam sprząta u siebie w pokoju, wynosi śmieci, karmi psa, potrafi przygotować pełnowymiarowe śniadanie dla wszystkich, jeździ sam metrem, zaliczył już dwa obozy dwutygodniowe i latem jedzie na kolejny.
    Grunt to zdrowe lenistwo rodzicielskie (http://pietruszkowy.blox.pl/2012/02/zdrowe-lenistwo-rodzicielskie.html) – to naprawdę słuzy. I rodzicom i dzieciom.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Popieram :)
      Od razu mi lepiej – mój syn też jeździ sam, pomaga w domu, w ogrodzie (nie zawsze z entuzjazmem). Podobnie jak Ty, za leniwa jestem, żeby tych moich synalków we wszystkim wyręczać (choć kocham ich nad życie :))

      Odpowiedz
  19. ~Ewelina

    A wszystko się zaczyna od domu to prawda… mnie też czasem chce się szybko coś zrobić a tu przychodzi mój 3-latek mogę Ci pomóc? No i co? I pomaga, sypie tą mąkę, ten cukier, miesza w garach, a po co po to żeby nie był pierdołowatym dziadem, których nie cierpię. Moje dziecko potrafi samo założyć rajstopy, buty i kurtkę czy to coś nienormalnego w wieku 3 lat? Nie, ale poświęciłam na to trochę czasu… Pomaga mi ściągać pranie, podaje klamerki… czy sama zrobiłabym to szybciej? Pewnie – ale on niczego się nie nauczy… Moja mama została z dwoma facetami w domu (55 i 18 lat) i sama musi wszystko robić bo ich nie nauczyła (by były 4 córki w domu), a ja sobie obiecałam, że do tego nie dopuszczę ;)

    Odpowiedz
  20. ~Jola

    Witam
    jestem mamą trójki wspaniałych dzieci, jestem z nich bardzo dumna chociaż nie są ideałami. Sami potrafią bardzo dużo w porównaniu z innymi /ich rówieśnikami/. Najstarszy syn /22lata/ sam jeździł ze mną do szkoły /podstawowej, gimnazjum/, ale nie dlatego że mamcia była zapobiegliwa, ale dlatego, że jechałam do pracy na 7, a potem nie miałby jak dojechać do szkoły. Otwierał szkołę z woźnym. Często nie czekał na mnie , aż skończę tylko sam wracał do domy, bo trzeba było coś w domu zrobią, a to drzewa przynieść węgla, a to młodszym rodzeństwem się zająć. Od 12 roku miał swoje konto w banku i kieszonkowe dostawał na konto, musiało mu to starczyć na jego przyjemności i nie tylko. Teraz jako student nie ma problemu, potrafi sam zaplanować swój budżet, wie ile ma gotówki ile może wydać i na co ją przeznaczyć. Jest zapobiegliwy i roztropny aż do bólu /ja tak nie potrafię/. Mieszka na stancji i coraz rzadziej dzwoni w sprawie „kulinarnej”, gotuje coraz lepiej sam. Młodzi robią za bliźniaki i choć jest między nimi różnica 19 miesięcy chodzą do jednej klasy /10 i 12 lat/. Jak chcą to wszystko potrafią zrobić, choć lenistwo młodszego syna /12 lat/ niekiedy wychodzi, ale to córka /10 lat/ pilnuje go. Razem potrafią wszystko zrobić, dzielą się obowiązkami, bo niestety takie są realia, że jestem poza domem od 6,30 do 16. sami wychodzą do szkoły, sami wracają, robią sobie jeść…. itd.
    Miałam z początku wyrzuty sumienia, że za bardzo ich obciążam, że jestem leniwa, ale …………
    Moje lenistwo wychodzi dzieciom tylko na zdrowie, wiem, że gdyby mnie zabrakło, zawsze dadzą sobie radę.
    Aha, mąż jest w tym wszystkim, ale niestety tak jak i inni tatusie musi pracować w terenie i bywa tata od piątku wieczorem do ranka w poniedziałek. taki weekendowy tatuś.
    Pozdrawiam
    Jola

    Odpowiedz
  21. ~Mucha42

    Nareszcie jedna z mądrzejszych matek. Dziecko musi nauczyć się życia inaczej nie da sobie sam rady, w końcu Ciebie kiedyś zabraknie. Mój syn również sam jeździ do szkoły, na zbiórki czy na treningi. Może szkołą życia jest mieszkanie z moją mamą, ma tam lepsze warunki mieszkaniowe. Musi albo raczej chce pomagać babci w zakupach czy pracach domowych. Wiem że jeżeli spotka kiedyś kobietę swojego życia nie będzie czekał aż ona poda mu śniadanie, pościeli łóżko czy posprząta jego rzeczy. Dobrą nauką samodzielności jest wysłanie dziecka na obóz czy kolonie, tam każdy musi sam dbać o siebie. Denerwują mnie jeszcze matki dla których dzieci to ładne lalki, ile razy się słyszy nie biegaj bo się spocisz, nie idź tamtędy bo się ubrudzisz. Dajcie tym dzieciom swobodę , pozwólcie poznać świat samym. Oczywiście nie bez kontroli, trzeba jednak wiedzieć gdzie i z kim dziecko chodzi, niech ma określone godziny powrotów do domu ale niech z czasem wolnym robi co chce i niech nauczy się dbać o siebie sam. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  22. ~Najdzela

    Niestety matki czasem nieświadomie krzywdzą swoje dzieci. Jak czasem patrze na osoby z mojego otoczenia to aż mnie skręca jak słyszę że np 9 latka nie chodzi sama do szkoły (mimo że ma 300 m) do szkoły. Masakra :)

    Odpowiedz
  23. ~nadobreinazle

    Rzeczywiście masz trochę racji. W pewnym sensie same jesteśmy sobie winne, ale najgorsze jest to, że nie zawsze sobie zdajemy sprawę z konsekwencji naszych postępowań. Mój mąż był wychowywany w duchu o którym piszesz. Co prawda w domu umie zrobić większość rzeczy ale dopiero wtedy jak się go o to poprosi. Nigdy sam z siebie. Ale jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem, to w kółko słyszałam tylko: „Ty zrobisz to lepiej” albo” takie rzeczy to robią matki” albo „przecież to mama się tym zajmuje a nie tata” a to wszystko wynika z tego, że jak był mały to wszystko przy nim robiła matka, ojciec niczym kompletnie się nie zajmował, nawet wolnego czasu z nim nie spędzał. Wszystko mamusia. Wyrósł więc mój małżonek w takim przeświadczeniu, że wszystko musi mama, a tata to dwie lewe ręce do dziecka może mieć, albo może go w ogóle nie być. Odkąd urodził się mój syn każdego dnia analizuje swoje postępowanie i metody wychowawcze i modle się by zrobić to tak, aby wyrósł na fajnego, mądrego i zaradnego faceta. Oby mi się to udało. Innym mamom też tego życzę, takiego zdrowego racjonalnego podejścia do swoich dzieci.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  24. ~Lena

    Świetny artykuł ;) Masz bardzo dużo racji. Od lat żyję z takim rozpieszczonym wychuchanym jedynakiem i wiele czasu zabrało mi nauczenie go pewnych zasad. Do dzisiaj jeszcze potrafi nieźle marudzić. Najlepiej spałby do 10, bo w domu mamusia mu pozwalała, a potem zbierał się ze trzy godziny. od rana marudzenie, a to dziecko głośno, a to obiad za późno… Na szczęście już go trochę oduczyłam. Kiedyś jak marudził, że ziemniaki źle gotuję, ‚bo jego mamusia inaczej robiła”, to wylałam wszystko do zlewu i wyszłam na spacer. Jak wróciłam to czekała na mnie koślawa zupka, a le za to ciepła i sam ją na przeprosiny zrobił :) Ja pracuje codziennie długo, ale i zarabiam więcej niż mąż, a on ma kilka dni w tygodniu wolnych na rzecz weekendu, więc częstawo zostaje z dzieckiem. Ależ mu na początku była krzywda i dzwonił chyba z pięć razy na godzinę, a teraz daje radę sam. Powiedziałam, jak tyle a tyle dajesz na rękę to zostaję z małą w domu, a jak nie, to nie marudź. Dużo by opisywać, a teściowa wiecznie miała pretensje, że jej jedynak chory i słaby i nie można tyle od niego wymagać, a w ogóle te nowoczesne kobiety to już same nie wiedza co chcą, niedługa mężów w sukienki poubierają żeby było równo. Także mamy uczcie synów szacunku do kobiet i samodzielności, bo nie zawsze to mężczyzna dobrze zarobi i czasem to on właśnie musi ogarnąć dom, gdy jego żona pracuje, nieraz ponad siły, żeby godnie żyć. Mój mąż jest w sumie dobrym człowiekiem, pogodnym i ciepłym, dlatego tak walczę o nas, bo myślę, ze jest o co, jednak byłoby o wiele łatwiej gdyby nie został wychowany na osobę zupełnie niezaradną i, cóż tu dużo mówić, egoistyczną, która myśli, ze jest najważniejsze na całym bożym świecie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>