Pestki prosto z Chin

 

Byłam dziś z synem na zakupach. Oprócz rzeczy zwyczajnych (czyli takich, które kupuje się regularnie) szukałam czegoś, co mogłabym przegryzać bez wyrzutów sumienia. Normalnie kupiłabym czekoladkę, kawałek ciasta i chałwę (mniam…), ale niestety, dobre czasy się skończyły :(

Oponki jakoweś pojawiły się na moim szacownym brzuszku. Tłuszczykiem obrosły ;) Ale to pal licho. Niechby sobie były. Sęk  w tym, że to za ich sprawą nie wbiłam się w bardzo ładne spodnie… a spódnica, którą podarowała mi mama,rozpruła się w pewnym miejscu, kiedy próbowałam w niej usiąść :) Serio. Też nie mogłam w to uwierzyć. Udało mi się ją w końcu założyć, zapiąć, a nawet chodzić. To tyle. Próba posadzenia czterech liter zakończyła się tragiczną śmiercią owej kiecki…

Tak. Postanowiłam więc ciut się odchudzić. Wizja kupowania nowej garderoby przeraziła mnie nie na żarty. Nie, żebym nie lubiła fajnych ciuszków. Uwielbiam je i przykładam dużą wagę do wyglądu zewnętrznego. Po prostu chwilowo mnie nie stać na jakieś odzieżowe ekscesy (co przyznaję z bólem).

Tak. To na czym stanęło? Aha, robiłam zakupy z synem i szukałam atrakcyjnego zmiennika rozkosznych słodkości. Nie było ani łatwo, ani przyjemnie… Dział z owocami mnie rozczarował, bo jestem wybredny Tadek-niejadek i chciałam dopaść winogrona. Ale że były niedojrzałe i tylko jedna odmiana, to z nich zrezygnowałam. Arbuz wyglądał podejrzanie. Nawet syn mi go odradził :) Potem przypomniał, że w domu mamy pełno jabłek, więc mogę po prostu jeść ich więcej (spryciarz) . W końcu dotarłam do działu z suszonymi owocami, różnymi orzeszkami itp. Stwierdziłam, że to jest to. Na opakowaniu z pestkami dyni znalazłam informację, że są one źródłem żelaza, magnezu i jeszcze czegoś. Nie ma, co się zastanawiać, trzeba brać. Jednakowoż, jako klient rozważny i myślący, postanowiłam rzucić okiem na etykietę. I cóż na niej zobaczyłam? Otóż, moje wspaniałe pestki dyni pochodziły z Chin. 

- Synu – rzekłam zszokowana – to są chińskie pestki.

- Mamo – młody na to z poczuciem wyższości – teraz wszystko jest made in China.

- Ja rozumiem podkoszulki, torby, gadżety, ale dynia? Dynie rosną w Chinach? Jakoś mi dynia do Chin nie pasuje…

- Nie wiem, mamo, co tam dokładnie rośnie, ale pamiętasz, wiele razy widzieliśmy czosnek też z Chin. Może tam hodują więcej, niż nam się zdaje…

Faktycznie, młody miał rację. Czosnek z Chin jest w wielu sklepach, nawet na targach. Jest też miód z Chin. Nie jest na nim napisane MADE IN CHINA, tylko: miód pochodzący z krajów Unii i spoza Unii. A spoza Unii = Chiny. Kiedy wzięłam do ręki torebkę z rodzynkami, też sprawdziłam pochodzenie: Iran. Uznałam, że to bezpieczne źródło (nie wiem, czy słusznie). Pestki słonecznika na szczęście były polskie (przynajmniej na etykiecie). Pestki dyni też w końcu znalazłam krajowe, ale musiałam się nieźle nagrzebać w ich poszukiwaniu.

Wychodziłam ze sklepu z poczuciem szczęścia – znalazłam w końcu jakieś zamienniki chałwy i czekolady. Nawet, powiedzmy, smaczne. Martwiła mnie jednak myśl, że chińskie produkty wdzierają się wszędzie. Niech sobie będą w różnych miejscach (od och koszulek nie umrę w końcu, ewentualnie ciało mi nie pooddycha :) ), ale w jedzeniu? Sporo czytałam na ten temat. Chińczycy niestety często dodają różne dziwne, a czasem zwyczajnie niebezpieczne dodatki do produkowanych (hodowanych) artykułów żywnościowych. Trzeba na nie uważać. Potrafią uczulać, szkodzić. Dużo się teraz o tym mówi i pisze. Poza tym, słuchajcie, chiński czosnek to nie czosnek – pachnie, smakuje inaczej, co tu kryć. Jestem przyzwyczajona do zapachu polskiego czosnku, sorry, i jego smaku; chiński moim zdaniem jest jakiś dziwny.

Cóż, po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że cokolwiek się kupuje, trzeba to dokładnie sprawdzić. Co jest na opakowaniu, etykiecie. To istotne. I nie tylko w przypadku produktów made in China. Ja na przykład noszę taką ściągawkę w torebce – mam na niej wypisane dodatki (np. tzw. E), które ewidentnie szkodzą. Zanim włożę do koszyka jogurt, dżem, płatki do mleka itd. – czytam dokładnie, jaki mają skład. I uczę tego moich synów. 

Oczywiście, niejednokrotnie jest tak, że to, co ma najlepszy skład, jest najdroższe. Niestety. I nie na wszystko mnie stać. Tak więc z pewnych rzeczy rezygnuję. Nie mam wyjścia. Ale tam, gdzie mogę, wybieram to, co zdrowe (lub w miarę zdrowe, w końcu nie na wszystkim się znam). 

Nie wiem, jak smakują pestki z chińskiej dyni :) Nie mam ochoty ich próbować :)

Jem polskie, szczęśliwa, że od kilku dni nie sięgam po słodkości i być może wkrótce wbiję się w te ładne spodnie :)

129 myśli nt. „Pestki prosto z Chin

  1. ~Jacek

    Witam.
    Ja jadłem pestki z dyni pochodzenia Made in China.
    Smakują spoko jak Polskie, a czy zdrowsze??
    Nie wiadomo czy te krajowe na pewno są krajowe.
    pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. ~Kasik

    Oj, zapomnialam dodac, ze zastapilam slodycze daktylami Barhi (te akurat mi najlepiej smakuja), sa slodkie, miekkie i przypominaja cukierki- na pewno lepsze niz slodycze i maja mnostwo blonnika.

    Odpowiedz
      1. ~Kasik

        Ja moge je czasem znalezc u siebie (usa) w sklepie ze zdrowa zywnoscia lub internetowo, co polecam (np. http://www.bakalie24.pl maja daktyle-5 zl- i opis ich zdrowotnych funckji- nie podali czy maja te odmiane barhi, ale mozna zadzwonic- inne odmiany tez smaczne)

        Odpowiedz
  3. ~Romski

    Jak pokazuje praktyka, w Cinach produkuje sie wszystko w duzych ilosciach i najczesciej kiepskiej jakosci i niezdrowe. Codzienne potrawy sa doprawiane nagminnie glutaminianem sodu, jest bardzo popularne przygotowywanie potraw na woku, gdzie olej sie podgrzewa az do samozaplonu podczas mieszania, czyli przepalanka. Wodki sa na ogol zbozowe, dosc zdrowe, bo glowa po nich nie boli, wina – nie wiadomo jakie i z czego, kiepskiej jakosci. Nie wiemy nic o zywnosci pochodzacej hodowli zwierzat , ryb, pszczol i innych produktow. Badania wykazuja, ze ich miody sa na ogol trujace zarowno dla pszczol jak i ludzi, wiec w Polsce nie powinno sie ich kupowac – to moja generalna rada.
    Ostrosnosc w kupowaniu chinskich produktow spozywczych powinna byc zachowana bezwarunkowo, bo nie wiemy, czy ktos nie zrobil fuszerki , tj nie badal pod wzgledem sanitarnym i chemicznym.
    Produkty techniczne , gadzety, sprzet elektroniczny- jak widac jest generalnie zlej jakosci, ale wytrzymuje okres gwarancji po ktorym nikt nie zwraca na jakosc uwagi. Stad taka hossa ekonomiczna w Chinach , bo sie sprzedaje wszystko i to doslownie.

    Odpowiedz
  4. ~Anita

    Hej, wiem o czym mowisz ja unikam czegokolwiek co jest z Chin.
    Chinski czosnek jest pelen ołowiu i innych substancji bo tam nie ma norm. a Dlaczego to jest zezwolone na sprowadzanie do EU nie mam pojecia.
    Pracowalam przez jakis czas w firmie ktora sprowadza owoce i warzywa dla Lidla i powiem ci ze jesli ludziom sie wydaje ze bezpiecznie jesc rozne owoce i warzywa sprowadzane ze Wschodu to powodzenia. Brud, rozne weze, pajaki i muchy jakie przychodza w pudelkach z tymi produktami przyprawiaja mnie o wymioty. Ja nie kupuje niczego z poza EU. Co wiecej szoruje szczoteczka i woda z soda wszystko dokladnie zeby pozbyc sie pestycydow i brudu. Nawet nie wiesz przez ile brudnych rak przeszlo blyszczace jablko. Glosumjy swoim portfelem.
    co wiecej jogurty nie sa jogurtami jesli nie zawieraja bakteri, i sa potwornie dosladzane. dobry Jogurt dla mnie powinien miec bakterie, zadnych konserwantow, dodatkow cukrowych i smakowac kwaskowato i taki kupuje nieco drozej ale warto bo jest naprawde smaczny.

    Odpowiedz
  5. ~Mela

    Od lat patrze na etykiety,rzadko cos mnie rozproszy jak ostatnio i ketchup Krafta okazal sie gorszy od Calve jesli chodzi o sklad.Mieszkam za granica od wielu lat i z przykroscia stwierdzam,ze w Polsce jeszcze wiekszosc produktow jest zasyfiona chemia. Tu gdzie mieszkam mozna spokojnie znalezc jak najbardziej naturalny produkt.Pytanie brzmi: czy to co na etykiecie zgadza sie z zawartoscia… ale tego juz nie zweryfikuje :) pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>