Dajesz dziecku prezerwatywę? Pójdziesz do więzienia.

 

Kochani, podzielę się z Wami taką informacją, która zwali Was z nóg. Mnie przynajmniej zwaliła. Jest tak szokująca, że już nawet nie wiem, czy płakać, czy się śmiać, zważywszy na jej… absurdalność.

Otóż, Fundacja PRO – Prawo do Życia opracowała projekt ustawy, zgodnie z którą rodzic podający swojemu dziecku (do lat 15.) prezerwatywę lub tabletkę antykoncepcyjną, w najlepszym wypadku dostanie grzywnę, w najgorszym – pójdzie do więzienia. Pod projektem podpisało się 250 tysięcy osób. Jego zwolennicy twierdzą, że edukowanie zbyt młodego dziecka to tak, jakby podać dziecku narkotyki, a to przecież też jest przestępstwo. Jeden z posłów, Jacek Żalek, entuzjastycznie podchodzący do tegoż projektu powiedział, że deprawacja seksualna to nawet większa zbrodnia. Czyli że danie dzieciakowi prezerwatywy jest gorsze niż podarowanie mu np. marihuany. Jednym słowem, tato i mamo, jeżeli wręczycie swojemu czternastoletniemu synowi kondom, zasłużyliście na więzienie. To nic, że chcieliście zapobiec niepożądanej ciąży i chorobom przenoszonym drogą płciową. Dokonaliście seksualnej deprawacji, a to spowoduje gorszą traumę niż picie alkoholu.

Żeby była jasność, mam syna i nie chciałabym, żeby zaczął uprawiać seks w wieku 14 lat. Uważam, że w tym wieku, choć, za przeproszeniem, siusiaki zaczynają bardziej świadomie stawać, to w głowie jeszcze pusto. Jeszcze się wtedy nie wie, co to tak naprawdę jest ten seks, jak jest ważny i jak znacząco wpływa na nasze życie. Jednak nie mam pewności, co strzeli do głowy memu pierworodnemu. Rozmawiam z nim o tych sprawach, nie mam z tym problemu, nie jest to w moim domu żadne tabu. Jednakże, powiedzmy sobie szczerze, czy nasze dzieci zawsze powiedzą nam o wszystkim, co planują, co zamierzają zrobić? Tym bardziej, jeśli to kuszący owoc zakazany? Nie. My też tak kiedyś nie robiliśmy. A żyliśmy, sorry za ten może banał, ale w kompletnie innych czasach. Zamierzam więc wyedukować syna jak należy. Wolę to, niż później płacić w jego imieniu alimenty jakiejś podobnie małoletniej dziewczynce.

Te ćwierć miliona podpisów pod projektem zebrano, wyobraźcie sobie, szybciutko – w trzy miesiące. Ów szkic zmian w Kodeksie Karnym złożono w Sejmie i po wakacjach zajmą się nim posłowie. Nie jest to więc żart. To poważna sprawa.

Jak brzmi paragraf, który 250 tysięcy ludzi chce wprowadzić w życie?

Jedna z jego części wygląda tak:

„Kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletnich poniżej lat 15 zachowań seksualnych lub dostarcza im środków ułatwiających podejmowanie takich zachowań, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2″.

Na pewno dostrzegliście nieprzejrzystość powyższych sformułowań. Jak bowiem w ich świetle sprecyzować „pochwalanie” zachowań seksualnych? Co tu autor miał na myśli? Co konkretnie? Pewnie instrukcję obsługi prezerwatywy. Pewnie pogadanki o „pierwszym razie”. Ale czy coś jeszcze? Może pozwalanie na oglądanie teledysków na MTV czy Vivie, w których aż roi się od golizny i seksu? 

Autorzy projektu twierdzą też na przykład, że osoby edukujące dzieci i młodzież w zakresie ich seksualności… zachęcają do masturbacji. Mało tego, ci „obrońcy życia” krytykują nauczycieli wychowania seksualnego również za to, że pokazują, iż w otaczającym nas świecie istnieje kilka orientacji seksualnych, małżeństwo to tylko jedna z możliwości… Zdaniem zwolenników „przyszłej” ustawy mówienie o takich sprawach to zachęcanie do tego, żeby np. stać się homo a nie, jak się było dotychczas, hetero.

Czy to oznacza, że powinno się karać nie tylko rodziców, ale i nauczycieli wprowadzających edukację seksualną? Na to wygląda.

Myślicie, że w sejmie projekt zostanie natychmiast odrzucony? Niekoniecznie. Już wiadomo, że ma swoich „wyznawców”. M.in. posła, o którym wcześniej wspomniałam. Wg niego edukacja seksualna, taka, jak jest obecnie, służy seksualnemu rozbudzaniu.

Moim zdaniem edukacja seksualna kuleje, ale wcale nie pobudza i nie nakłania do niczego, nazwijmy to, zdrożnego. Więcej, uważam, że za mało odważnie się ja prowadzi, nie nadążając za światem, jaki otacza dzieci i młodzież. Ich seksualność rozbudzają nie nauczyciele od seks-edukacji, ale raczej wszechogarniające media – internet, tv. I za tym powinniśmy nadążyć. Żeby pomóc młodym ludziom odnaleźć się w takim świecie. Żeby go „ogarnęli” psychicznie i fizycznie. Dlatego edukacja seksualna jest potrzebna. Potrzebna jak cholera (przepraszam za emocje i słownictwo)!

Czy ten kuriozalny projekt ma szansę przekształcić się w coś poważniejszego?

Oby nie. Ale wiecie, jak sobie pomyślę o tym, że istnieje klauzula sumienia, a w życiu bym się nie spodziewała, że taki twór wejdzie w życie, to dochodzę do wniosku, że wszystko jest możliwe. Tym razem niestety.

93 myśli nt. „Dajesz dziecku prezerwatywę? Pójdziesz do więzienia.

    1. ~Piotr

      Słusznie się przedstawiłeś, Ciemnogrodzie. Proponuję Ci jeszcze wpoić dziecku Owsikowe „róbta, co chceta”, wysłać je na Woodstock żeby zaćpało, zapiło i zaryćkało…… tyle, że nie zdziw sie potem (i wy wszyscy, którzy pochwalacie blogerkę) jak zostaniecie sami na starość, bo wasze „wychowane” w ten sposób dzieci będą was miały gdzieś.

      Odpowiedz
      1. ~Beata

        Byłeś, widziałeś, brałeś udział?-jeśli nie to może przestań oceniać coś czego po prostu nie znasz. Ja byłam i widziałam.Jeżeli mój syn powie mi za rok, że chce jechać na Przystanek…niech jedzie. Narkotyki, wóda, seks jest wszędzie, nie potrzeba do tego żadnych Przystanków.Idź do każdej większej szkoły, możesz być bardzo zdziwiony np. seksem w toalecie.To my rodzice jesteśmy od wychowywania naszych dzieci i jeśli my mamy z nimi dobry kontakt, to ani dealer pod szkołą ani wyjazd na koncerty młodzieżowe tego nie zmienią. A problem poruszony tutaj moim zdaniem dotyka burzy hormonów która dotyka nasze dzieci i z tym nie zawsze sobie radzą. Wolała bym aby były wtedy zabezpieczone, niż żeby zostały rodzicami w wieku 15-16 lat.

        Odpowiedz
  1. ~Pani S.

    Należy mieć nadzieję, że projekt nie znajdzie większości w sejmie. Choć fakt, że istnieje w ogóle temat seksu wśród dzieci poniżej piętnastego roku życia też mnie przeraża.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Zgadzam się z Tobą. Mnie też to przeraża. Seks otacza ich wszędzie, spójrz na teledyski, wszędzie pręży się jakaś „naga laska”. Internet pełen jest nagości, wyuzdania (już nie mówię o pornografii). Podobnie jest w filmach (seks i przemoc, czyż nie?). Prawdopodobnie dlatego seksem interesują się szybciej niż powinni. To niedobrze, bardzo niedobrze. Piętnastolatkowie nie dorośli do „tych spraw”, naprawdę, z całym dla nich szacunkiem. Uczę takich przecież od wielu lat. Widzę to. Jednakże, czy możemy z tym walczyć i wygrać? Obawiam się, że nie bardzo. Nie w dużym stopniu. Problem pozostanie. Dlatego, jak napisałam w rozszerzeniu mojego wpisu, lepiej niech np. wiedzą, jak się zabezpieczyć. Ale że ja, za uświadamianie mojego syna, mogłabym pójść do więzienia? Gdzie ja żyję???

      Odpowiedz
      1. ~Pino

        To, ze was to przeraza ma tak naprawde male znaczenie, bo to, ze oni nie dorosli to seksu psychicznie nie znaczy, ze ich cialo sie w tym kierunku nie rozwija. Juz male dzieci sie potrafia masturbowac, niektore jeszcze do konca nie wiedza co robia. Sama zaczelam w wieku ok. 7 lat. Byla to forma rozladowania napiecia, ktore we mnie zaczynalo sie rozwijac, a tym bardziej istnieje takie napiecie w nastolatku. Z punktu widzenia biologicznego dziewczyna 16-letnia to juz osoba dojrzala fizycznie do stosunku seksualnego, podobnie chlopiec, wiec nie dziwcie sie do cholery, ze odczuwaja poped, bo to naturalne! To naturalne, ze sie tym interesuja, w koncu cialo im kaze. Kwestia gotowosci psychicznej to inna sprawa, chociaz tak tez nie gloryfikujmy seksu jako formy okazywania uczuc wyzszych. Owszem, moze i tak byc i moze on byc wtedy przyjemniejszy, jednak wszystko sie sprowadza do instynktu, nie ma w seksie nic romantycznego.

        Odpowiedz
    2. ~Makoto90

      Oczywiście, że przejdzie. Przecież w tym kraju nie liczy się co się produkuje w sejmie, tylko ile i jak łatwo. Podobnie było z paleniem w miejscach publicznych, czy też płatnym II kierunkiem studiów. Chcą pokazać, jacy to nie są wspaniałomyślni i jak to cudownie radzą sobie z problemami wczesnych stosunków itp. Tylko że ani to nie zmniejszy ilości odbywanych stosunków, ani nie bedzie stanowiło żadnej bariery dla nieletnich. Zgadzam się z autorką, chociaż na początku pomyślałam: „kto daje prezerwatywę 14-letniemu dziecku?”, ale chwilę potem pojawia się wyjaśnienie. No i muszę przyznać rację: MTV, eska, Viva, Internet, filmy – to współczesne źródło edukacji i dopóki takie programy się pojawiają, trudno o spadek zainteresowania seksem wśród młodzieży. Rozpisałam się – ale jeszcze tylko jedno: jak to edukacja seksualna może być przez tych kretynów potępiona? Wyżej wymienione programy jedynie pokazują wypaczony obraz seksu i uprzedmiotawiają ciało, ale jakos nie sądzę, żeby którakolwiek dziewczynka dowiedziała się, że jest zaczyna krwawić z krocza, to nie umiera, a zaczyna miesiączkować. TO jest właśnie edukacja seksualna – chybiona nazwa, nie powiem. Najrzadziej pyta się o takie rzeczy matkę. Jak więc dziewczęta mają dowiadywać się, jak funkcjonuje ich ciało i dlaczego mają używać gumki, skoro ktoś najpierw w ministerstwie edukacji wprowadza ten przedmiot do szkół (projekt – ustawa – pieniądze), a teraz mówi, że to przestępstwo?
      Dziękuję za uwagę.

      Cenny post i wart uwagi. A poza tym, gratuluję umiejętności wychowywania syna w tej kwestii we współczesnych czasach. Mało kto to umie. Pozdrawiam ;]

      Odpowiedz
  2. ~alicja

    Ruda – ja jestem matką dwojga dorosłych już ludzi i oni prezerwatywy otrzymali ode mnie gdy mieli lat 17. I to też spotkało się z ogromną dezaprobata moich znajomych, którzy wówczas użyli niemalże takich samych argumentów, jak te w twoim wpisie..
    Jednak, gdyby moje dziecko-wieku lat 15 miało partnera, to dałabym mu prezerwatywę bez wahania, bo lepiej zapobiegać, niż potem płakać z powodu ciąży. Z tym, że ja dużo rozmawiałam na temat seksu z moimi dziećmi i z perspektywy czasu wiem, że udało mi się ich wychować na odpowiedzialnych ludzi. Seks nie jest dla 15 latków, ale czy to oznacza, ze one go nie uprawiają? To co, każmy rodziców za to, że chcą zapobiec niechcianej ciąży swojego dziecka-tak?
    Zaiste. Kręte są drogi takiego rozumowania.
    A czy projekt zostanie odrzucony? Bardzo poważnie obawiam się, że nie. Już jakiś czas temu mówiłam, że nasz kraj zmierza w kierunku totalnego religijnego zacofania. Pisałam o klauzuli sumienia i o jej wpływie na los kobiet. I co ? i sama widzisz, że miałam rację. Niby tylko garstka lekarzy ją podpisała, ale ta rozsiała się jak zaraza po całym kraju.
    Teraz znowu myślą, że jak młody człowiek nie dostanie prezerwatywy, to na pewno nie będzie uprawiał seksu, bo uzna że nie powinien. To będzie taka nasza swojska edukacja seksualna- tak?
    Ręce opadają..

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Kochana, masz rację. Podpisuję się pod każdym Twoim słowem.
      A wiesz, że jest propozycja klauzuli sumienia dla nauczycieli? Że tylko i wyłącznie zgodnie z wiarą katolicką uczyć będą… Czujesz? A przecież szkoła to INSTYTUCJA ŚWIECKA.
      Tak, właśnie – ręce opadają… :(

      Odpowiedz
      1. ~alicja

        Czytałam o tej klauzuli i o słowach …bodajże abp Gądeckiego dyscyplinującego naszego ministra edukacji i naszych ministrów jak zwykłych gówniarzy..
        i powiem tylko tyle..
        to nie jest normalny kraj, bo to co dzieje się teraz, to jak sen wariata.
        A mnie ręce opadają z bezsilności, bo w tym kraju przyszło mi żyć..

        Odpowiedz
      2. ~Dominika

        Nauczyciel który podpisze klauzulę sumienia nie powinien uczyć w szkole publicznej, powinien uczyć w szkole katolickiej, są takie w naszym kraju.
        A co do tej ustawy to komuś mózg wypłaszczyło na amen. Ciemnogród i gorzej niż średniowiecze razem wzięte

        Odpowiedz
  3. ~Blondynka.

    Jaka głupota! My z chłopakiem mimo że dzieci jeszcze nie mamy to już postanowiliśmy, że będziemy z nimi rozmawiać na takie tematy, tak samo z zabezpieczeniem, prezerwatywy zawsze będą w znanych im miejscach, albo jak będą mieć partnerów będą dostawać je normalnie, do ręki. Wolę, żeby od nas dostali niż szukali w Internecie jakichś głupich sposobów bo będą się bali kupić, albo żeby co gorsze – próbowali bez i szybko zrobili mnie babcią. Chcą zrobić z Polski państwo kościelne i tyle… Wszystko ostatnio do tego zmierza.

    Odpowiedz
  4. ~Krzysztof Ligęza

    Czternastolatkowi dajemy prezerwatywę. I trzynastolatkowi, skoro zauważymy, że potrzebuje. I dziewięciolatkę po pierwszej miesiączce wprowadzamy w tajniki seksu. Młodzież dziś tak wcześnie zaczyna, niech dziewczyna wie co i jak. I przedszkolaki z grupy średniej uczymy jak odróżnić „chciane zachowania seksualne” od niechcianych. Niechże wiedzą, jak bronić się przed pedofilami w sutannach.
    A na koniec sądzimy, że to wszystko nie ciągnie za sobą dramatycznych konsekwencji, i to nie tylko w sferze rozumienia i praktykowania obyczajności. Ino miód cud można powiedzieć.
    Otóż, żaden cud miód. Raczej ryba kit.

    edukacja seksualna kuleje, ale wcale nie pobudza i nie nakłania do niczego, nazwijmy to, zdrożnego.
    To chyba zależy od zawartości terminu „zdrożne”? :-)
    Jeszcze więcej wątpliwości można mieć zaglądając do statystyk urodzeń w Zjednoczonym Królestwie. Małoletnie matki to poważny problem społeczny i wieloletnia edukacja seksualna prowadzona na Wyspach ewidentnie ów problem powiększa.

    jak sobie pomyślę o tym, że istnieje klauzula sumienia, a w życiu bym się nie spodziewała, że taki twór wejdzie w życie
    Zna Pani kobietę, która poświęca sumienie na rzecz prawa stanowionego? I która publicznie przyznaje się, że w sytuacji konfliktu, sumienie miałaby za nic? I powierzyłaby Pani takiej kobiecie wychowanie czy edukację syna? Chciałaby Pani za synową?
    Na pewno?

    przecież szkoła to INSTYTUCJA ŚWIECKA
    A to skąd?
    Nie pomyliła Pani państwowości ze świeckością?

    Ale moim zdaniem to najważniejsze i w tym cała nadzieja na normalność: „Zamierzam więc wyedukować syna jak należy„. Dodałbym do tego: i oddam tego prawa nikomu innemu. Zwłaszcza państwu.

    Właśnie tak i tego się trzymajmy. :-)

    Pozdrawiam,
    http://www.myslozbrodnik.pl

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Panie Krzysztofie,

      jestem przeciwna temu, żeby nastolatkowie (13, 14, 15, nawet 16 lat) uprawiali seks. Napisałam o tym. Jednakowoż, wielu z nich po ten seks sięga. Jest wokół nich taka cielesność, zmysłowość, nagość itp., że chcą tego próbować. Niedobrze. W tym wieku bowiem jeszcze nie rozumieją o co w tym wszystkim biega. Dlatego uważam, że edukacja seksualna ma sens. O ile jest mądrze prowadzona. W wielu domach seks nadal jest tabu, a niektóre dziewczynki myślą, że za pierwszym razem nie zachodzi się w ciążę (!).

      Świadomie użyłam słowa „świecka”, nie pomyliłam się. „Świecki” – niezwiązany z religią i instytucjami kościelnymi.
      Taka jest szkoła, a przynajmniej powinna być. Szkoła to miejsce i dla katolika, i agnostyka, i ateisty itd. Nie może nie być świecka i nie wyobrażam sobie, że miałabym uczyć tylko i wyłącznie zgodnie z doktryną katolicką, bo taką klauzulę sumienia np kazano by mi podpisać (lub zachęcano do tego). Ja uczę dzieci różnorodnych wyznań. I wielu, wielu ateistów. Jak więc, szkoła ma być katolicka? religijna? Absolutnie NIE.

      Kolejna sprawa, tak, klauzula sumienia, zgodnie z którą nie powinno się przepisywać tabletek antykoncepcyjnych lub zabraniać aborcji kobiecie, która ma do tego prawo, to dla mnie TWÓR OHYDNY. W pracy mamy być profesjonalistami. Dbać o dobro naszych pacjentów, uczniów czy innych klientów, ale zgodnie z dobrem ogólnym a nie tylko „po katolicku”. Gdzie tu obiektywizm? Halo?
      Tak, Panie Krzysztofie, nie chcę mieć synowej, która podpisze klauzulę sumienia. NIE CHCĘ. I nie chcę chodzić do lekarzy, którzy pod takową złożyli swój podpis. Lekarz ma swój kodeks etyczny, prawda? To na co mu dodatkowa, krzywdząca wielu pacjentów klauzula?

      A co do słowa „zdrożny”. Wyobrażam sobie, że solidna edukacja seksualna kształtuje odpowiedzialną, dojrzałą postawę nastolatków. Nie zachęca i nie nakłania do tego np., by rozpoczynać współżycie seksualne zbyt wcześnie. Czyli słowem „zdrożne” chciałam określić to, co niewłaściwe. Być może nie do końca trafnie to słowo dobrałam :)

      Dziękuję za ciekawą i kulturalną wymianę zdań.
      Serdecznie pozdrawiam,
      Ruda

      Odpowiedz
      1. ~Krzysztof Ligęza

        Dziękuję za ciekawą i kulturalną wymianę zdań.
        Oj tam, oj tam.
        A może posprzeczamy się odrobinkę? Dla uzyskania wartości dodanej chyba warto? Zgodzi się Pani ze mną, że z wzajemnego miziania się po futerkach wartości dodanej trudno oczekiwać? :-)

        uważam, że edukacja seksualna ma sens. O ile jest mądrze prowadzona.
        Nigdzie na świecie nie jest, o ile zajmuje się tym państwo, ale w Polsce taka będzie? O święta naiwności! To dostateczny powód, dla którego człowiek przytomny nie powinien godzić się, by tego rodzaju edukację prowadzili urzędnicy państwowi zamiast rodziców.
        Swoją drogą… nie zastanawia Pani, że nikomu z tych światłych, nowoczesnych i postępowych urzędasów, nikomu powtarzam, nie przychodzi do łba, by uczyć rodziców, jak mają uczyć dzieci, tylko po dzieci łapy wyciągają, niejasne intencje w sreberka pięknych owijając? Podejrzewam, dlaczego tak się dzieje: bo dorośli, przynajmniej niektórzy, mogliby skutecznie się przed idiotyzmami indoktrynacji ideologicznej bronić. Młodzi są w tym obszarze bezbronni, jak to dzieci.

        Szkoła to miejsce i dla katolika, i agnostyka, i ateisty itd. Nie może nie być świecka
        Nasza Konstytucja w p. 3. art. 53. gwarantuje rodzicom prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Ten zapis rodzi określone konsekwencje również w sferze edukacji szkolnej, a to, ponieważ jest ona powszechna oraz obowiązkowa.
        Po mojemu jest tak: szkoła powinna uczyć wspólnotowej odpowiedzialności, a odpowiedzialnym rodzicom pomagać w nauczaniu i wychowywaniu ich następców. Koniec, kropka. To, co ponad powyższe wystaje, to ideologiczna, totalitarna uzurpacja. Taka zaś innych niż totalitarne skutków mieć nie może.

        klauzula sumienia, zgodnie z którą nie powinno się przepisywać tabletek antykoncepcyjnych lub zabraniać aborcji kobiecie, która ma do tego prawo, to dla mnie TWÓR OHYDNY
        Czy klauzula sumienia jest w Polsce obowiązkowa? Czy personel medyczny zobowiązany jest do jej stosowania? Jakimi mianowicie przepisami?
        I druga strona medalu: jeśli w tym zakresie panuje dowolność, czy wolno nakazywać komuś postępowanie wbrew sumieniu?
        Zawsze? W pewnych przypadkach? Według jakiego klucza prawnego przeprowadzać tego rodzaju różnicowanie?

        W pracy mamy być profesjonalistami. Dbać o dobro naszych pacjentów, uczniów czy innych klientów, ale zgodnie z dobrem ogólnym a nie tylko „po katolicku”. Gdzie tu obiektywizm? Halo?
        Co to znaczy „zgodnie z dobrem ogólnym”? Według jakich reguł? Skąd je brać, z WHO, gdzie rozstrzygnięcia na temat zdrowia i choroby zapadają w trybie głosowania?
        I właściwie dlaczego nie po katolicku? :-) Zna Pani jakąś katolicką regułę, która w miejsce dobra czyni człowiekowi zło? Ale konkretnie proszę :-)

        Również pozdrawiam,
        http://www.myslozbrodnik.pl

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Panie Krzysztofie,

          dobra, to przestańmy sobie kadzić, zacznijmy się wadzić :)

          Co do edukacji seksualnej: pozostawianie jej rodzicom to nie jest dobry pomysł, bo jedni swoje dzieci owszem dobrze wyedukują a inni źle lub wcale. Są nauczyciele-edukatorzy (znam takich), którzy „wprowadzają” młodzież w sprawy związane z seksem mądrze, skutecznie. A więc można? MOŻNA.
          O tak, fajnie by było, żeby nauczano nas-rodziców, jak to robić. Ale to pomysł utopijny, absolutnie. Poza tym, kto miałby to robić? Jak Pan to określa, urzędnicy państwowi? Nikt nas-rodziców nie uczył, jak być rodzicami i jak wychowywać własne dzieci. I nikt też nas nie nauczy, jak z dziećmi mówić o seksie i jak ich do tego przygotować. Robimy to (jeśli w ogóle) intuicyjnie lub na podstawie własnych doświadczeń, wzorców zaczerpniętych z rodzinnego domu itp. Dlatego właśnie ktoś powinien nas wesprzeć, bo każdy z nas ma te rodzinne wzorce inne, rozmaite doświadczenia, niekoniecznie dobre i to rzutuje na sposób, w jaki „edukujemy” swoje dzieci.

          Co do świeckości szkoły: o ile dobrze zrozumiałam Pana słowa, to w gruncie rzeczy myśli Pan tak samo jak ja. Moralne i religijne nauczanie zgodne z własnymi przekonaniami nie równa się np katolickiemu, bo nie każdy w naszym kraju jest katolikiem. Religia, moim zdaniem, powinna być w kościele. A jeśli już w szkole, to powinna być wyodrębniona salka katechetyczna, a w pozostałych salach zdjęte krzyże ze ścian. Nie każdy uczeń to katolik. to pewnie kontrowersyjne, co teraz piszę, ale tak właśnie uważam i nie zamierzam się tego wstydzić. Żeby była jasność – wierzę w Boga, zawsze byłam absolutnie wierząca, jednakże panująca w naszym kraju katolicka ostentacja niezwykle mnie razi… Pan pisze, szkoła powinna uczyć wspólnotowej odpowiedzialności. Jasne, niech uczy. Ale niech to nie razi niczyich uczuć religijnych, niech to szkoła robi „po świecku”, obiektywnie.

          Co do klauzuli sumienia: oceniłam ją, zwyczajnie, i pośrednio oceniłam tych, którzy ją podpisali. Tak, nie jest obowiązkowa, ale to nie znaczy, że nie mam prawa się do niej ustosunkować. Potępiam tych, którzy ją wymyślili, POTĘPIAM i już. Oni zaczęli, a teraz machina się nakręca. W chory sposób.
          Nie sądzę, by w zakresie ludzkiego sumienia panowała dowolność. Liczy się ludzkie dobro, prawda?
          Ale, dajmy na to, jeśli kobieta chce się porządnie zabezpieczyć, a lekarz nie chce jej wystawić recepty na tabletki hormonalne, bo to niezgodne z jego sumieniem, to co o tym myśleć? To przecież ewidentne działanie na szkodę drugiego człowieka. Dlatego podkreślam po raz kolejny, w pracy mamy być profesjonalistami, działać i myśleć maksymalnie obiektywnie. Wiem, że lekarze mają swój kodeks lekarski. Są zasady. To się ich trzymajmy.
          Nie wiem, co Pan ma na myśli, pisząc o rozstrzygnięciach w sprawie zdrowia i choroby. Nie wiem, jak to w związku z tym ma do moich „wypocin”.

          Dlaczego nie po katolicku? Bo po katolicku jest uprawiać seks dopiero po ślubie, nie używać prezerwatyw i środków hormonalnych, nigdy nie usuwać ciąży, nie rozwodzić się, tylko w pokorze nieść swój krzyż. O tak, każdy z tych punktów w życiu może uczynić człowiekowi zło zamiast dobra. A nawet dużo zła.
          I, druga sprawa, nie po katolicku, bo w tym kraju żyją nie tylko katolicy. Dlaczego więc narzucać ateistom, agnostykom, protestantom itd. zasady sprzeczne z ich wiarą czy światopoglądem. Dlatego właśnie nie po katolicku.

          Oczywiście, możemy się dalej sprzeczać. Pozostaję do dyspozycji :)
          Serdecznie pozdrawiam :)

          Odpowiedz
          1. ~Krzysztof Ligęza

            jedni swoje dzieci owszem dobrze wyedukują a inni źle lub wcale
            Będą chcieli, to wyedukują. Nie zechcą to niewyedukują. Alternatywa jest jedna: przymus. Ale my chyba żyjemy w wolnym kraju?

            Są nauczyciele-edukatorzy (znam takich), którzy „wprowadzają” młodzież w sprawy związane z seksem mądrze, skutecznie. A więc można?
            Nie wiem jak z tym u Pani, ale z mojej perspektywy jest tak, że państwo z zasady wydaje moje pieniądze gorzej, niż ja sam. Dlatego powierzanie pewnych kwestii państwu, tym bardziej – ZWŁASZCZA – tych związanych z wychowaniem dzieci, uważam w części za naiwność, a w części nawet za ślepotę. Tak ostro, bo to nic innego jak niedostrzeganie zagrożeń i konsekwencji odłożonych w czasie. Właśnie co do tego ostatniego proszę chcieć zauważyć, że tak zwani edukatorzy seksualni jakimś dziwnym trafem reprezentują lewicową opcję ideologiczną. Pewnie przez przypadek i bez związku z ideami Gramsciego?
            No dajmy spokój, nie bądźmy ślepi.

            Nikt nas-rodziców nie uczył, jak być rodzicami i jak wychowywać własne dzieci. (…) Robimy to (jeśli w ogóle) intuicyjnie lub na podstawie własnych doświadczeń
            Myli się Pani. Od paru dekad co najmniej rolę Naczelnego Edukatora pełni telewizja. To telewizja uczy. Rzecz tylko w tym, za pośrednictwem kogo uczy i właściwie czego konkretnie.

            Moralne i religijne nauczanie zgodne z własnymi przekonaniami nie równa się np katolickiemu, bo nie każdy w naszym kraju jest katolikiem.
            Nie słyszałem o katolickiej matematyce, biologii, fizyce czy chemii.
            W państwowej szkole?
            Kiedy?
            Jak?
            Gdzie? :-)

            Religia, moim zdaniem, powinna być w kościele.
            To przesąd, nic więcej. Niewygodny dla tych i owych z lewej strony sceny, zwłaszcza że Konstytucja gwarantuje obywatelom wolność wyrażania poglądów religijnych w przestrzeni publicznej.

            powinna być wyodrębniona salka katechetyczna, a w pozostałych salach zdjęte krzyże ze ścian
            W myśl opinii, że krzyż na ścianie to narzucanie przekonań, ale zdjęcie krzyża to tylko sam postęp i sama nowoczesność? :-) A czy nie przyzwoiciej byłoby po prostu zapytać o wolę rodziców, zamiast to i owo odgórnie dekretować w imię takiej czy innej ideologii?

            panująca w naszym kraju katolicka ostentacja niezwykle mnie razi
            Przesadza Pani z tą ostentacją, ale oczywiście ma Pani prawo do tego rodzaju ocen. Ale co z tym psem czynić dalej? Katolicka ostentacja Panią razi, więc? Chciałaby Pani zakazać katolikom wyrażania poglądów w przestrzeni publicznej? Mają schodzić Pani z oczu, modlić się ciszej, kościelne dzwony przetopić na lemiesze, czy jak? :-)

            niech to szkoła robi „po świecku”, obiektywnie.
            Dlaczego po świecku to obiektywnie, a nie po świecku to nieobiektywnie? Czym różni się obiektywna fizyka świecka od takiej nieobiektywnej?
            Mówię przez to, że prawdopodobnie sama o tym nie wiedząc, odwołuje się Pani do kalek, narzucanych nam przez lewą stronę sporu ideologicznego.

            Nie sądzę, by w zakresie ludzkiego sumienia panowała dowolność. Liczy się ludzkie dobro, prawda?
            Nieprawda niestety. Ludzie podli sumieniami się nie przejmują. Wyłącznie człowiek z aspiracjami do przyzwoitości sumienia nie odtrąca. Sumienia słucha. Mówię Pani, nikt nie wymaga tylu wyrzeczeń od człowieka przyzwoitego, co jego własne sumienie. Stąd właśnie ludzie nikczemni z sumieniami innych ludzi walczą. Stąd taki bezprecedensowy atak na Kościół katolicki. Stąd kwestionowanie roli Kościoła, stąd starania odbierające Kościołowi pozycję depozytariusza trwałych wartości.

            jeśli kobieta chce się porządnie zabezpieczyć, a lekarz nie chce jej wystawić recepty na tabletki hormonalne, bo to niezgodne z jego sumieniem, to co o tym myśleć?
            Już Pani mówię :-) to proste: wówczas wypada pomyśleć, że żyjemy w kraju, w którym można mieć do lekarza zaufanie, ponieważ przenigdy nie postąpi on wbrew sumieniu – nawet gdyby państwo tego od niego wymagało. To jest wartość, której nie sposób przecenić, a której nie doceniamy.

            To przecież ewidentne działanie na szkodę drugiego człowieka
            Zamierza mnie Pani przekonywać, że karmienie kobiety hormonami to działanie na rzecz jej dobra, a niepodawanie hormonów czyni jej krzywdę?
            Nie uda się Pani, to nie jest moja logika :-)

            Dlaczego nie po katolicku? Bo po katolicku jest uprawiać seks dopiero po ślubie, nie używać prezerwatyw i środków hormonalnych, nigdy nie usuwać ciąży, nie rozwodzić się, tylko w pokorze nieść swój krzyż.
            Co do „usuwania ciąży”, to usunąć można ząb, nie ciążę. Ciąża to stan fizjologiczny i można go co najwyżej przerwać. Co to oznacza w praktyce? Dla dziecka w każdym przypadku śmierć, a dla przyzwoitej matki w każdym przypadku traumę. Wspominam o tym by podkreślić, że tylko kulturowi marksiści spod sztandaru Gramsciego zakłamują słowa, by używać ich niezgodnie z ich znaczeniami (najbardziej znany przykład takiego zabiegu to utożsamianie tolerancji z akceptacją).
            A poza tym: konkretnie w którym miejscu i konkretnie które z zachowań typowo „katolickich”, które Pani wymieniła, człowieka krzywdzi?

            nie po katolicku, bo w tym kraju żyją nie tylko katolicy. Dlaczego więc narzucać ateistom, agnostykom, protestantom itd. zasady sprzeczne z ich wiarą czy światopoglądem.
            Hm. Jakby to Pani przybliżyć… Otóż z perspektywy interesów wspólnoty to rzeczywiście obojętne, jaki konkretnie światopogląd wyznają jej członkowie. Na przykład nie ma znaczenia, czy uważają oni, że w przestrzeni publicznej powinien obowiązywać ruch lewostronny czy prawostronny. Problem zacznie się w miejscu, w którym z jakichś powodów dopuścimy, by w przestrzeni wspólnej obowiązywały dwa odmienne światopoglądy.
            Prawda, że wtedy nie ma zmiłuj się? Że na ulicach otrzymamy sodomię i gomoriadę w jednym? :-)
            I tak samo będzie w każdym bez wyjątku obszarze wspólnotowej egzystencji. Będzie tak, powtarzam, i nie ma na to żadnej rady, ponieważ właśnie tak działa świat.

            Również pozdrawiam,
            http://www.myslozbrodnik.pl

          2. Ruda Autor wpisu

            Panie Krzysztofie,

            tak sobie myślę, że ja jestem bardziej po lewej stronie a Pan po prawej. Pan chyba nawet jest bardziej po prawej niż ja po lewej… Tak więc nie dogadamy się nigdy :)

            Tak, zwrot „usunąć ciążę”, jak się tak w niego wgryźć, nie będzie miał sensu. Tyle że w języku często zdarza się nam operować różnymi, nazwijmy to, idiomami czy frazeologizmami, ale wszyscy dobrze wiemy, o co chodzi, więc bym się nie czepiała :)
            Proszę Pana, kobiety chcą decydować o tym, ile i kiedy mieć dzieci, dlatego więcej dobra przyniosą im tabletki i wkładki hormonalne niż kalendarzyk małżeński (zalecany przez kościół). Kobieta woli hormony (lub inny skuteczny środek), bo ma PRAWNO NIE CHCIEĆ trzeciego, czwartego dziecka. Jasny gwint. Kobieta to nie maszynka do rodzenia dzieci… Tak, proszę Pana, jestem za tym, żeby aborcję można było przeprowadzać częściej aniżeli teraz prawo na to pozwala. Dzieci powinny być CHCIANE. A my, ludzie XXI wieku powinniśmy mieć absolutnie prawo do możliwości decydowania, kiedy chcemy je mieć. I ile. Bardziej, moim zdaniem, humanitarne jest, usunięcie zdeformowanego płodu z łona matki niż pozwolenie na to, by musiała po porodzie dniami patrzeć na powolną agonię swojej pociechy.
            Pan pyta, które z tych, jak osądziłam, katolickich zasad krzywdzi czy może skrzywdzić człowieka? Podam jeden przykład. Więcej nie trzeba, każdy inteligentny człowiek jest w stanie to przewidzieć. Brak seksu przed ślubem może skrzywdzić. Jak się ludzie w tych sprawach nie dobiorą, to klęska na całego. Małżeństwo to nie tylko przyjaźń, to także seks, to niezwykle ważna sfera zmysłowości. Lepiej kota w worku nie kupować, mówi stare porzekadło. I ja się z tym zgadzam.

            To, że religia powinna być prowadzona w kościele, to nie przesąd. To naturalne środowisko, żeby ją wykładać. Tak, krzyże na ścianach to przykład tej religijnej ostentacji. To tak, jakby stwierdzać: o tu, wszyscy jesteśmy katolikami. Tak, to narzucanie.
            Nie, katolicy nie muszą mi schodzić z drogi :) Po prostu mam nieodparte wrażenie, że zaczynam żyć w państwie kościelnym. Kościół lubi rządzić. Już są projekty klauzuli sumienia dla nauczycieli. Czy żyjemy w średniowieczu?

            Jeśli ktoś będzie nauczał, za priorytet obierając sobie doktrynę religijną (ok, niekoniecznie katolicką, nie ma to w tym momencie znaczenia), czyli, z dużym prawdopodobieństwem, będzie nauczał z religijnego punktu widzenia, nie będzie to nauczanie obiektywne. Słowo „obiektywne” jest tu dla mnie pewną metaforą. A więc np polonista będzie oceniał pewne postawy, zachowania z tej właśnie strony. A nie o to chodzi. Zachowania, postawy należy ukazywać wielopłaszczyznowo, pokazywać rozmaite możliwości interpretacji.

            Pan chyba twierdzi, że ci od klauzuli sumienia mają sumienie i się nim przejmują a reszta to już niekoniecznie. Ja się z Panem nie zgadzam. Tworzenie klauzuli sumienia to tworzenie sztucznych tworów, zupełnie niepotrzebnych, a mogących (jak pokazało życie) sprawić cierpienie człowiekowi. W którym innym kraju takie klauzule wymyślono? Znam Pan takie, bo ja nie?
            Kościół kształtuje, przechowuje, dba o wartości? Oj, bo pęknę ze śmiechu :) Powinien tak robić. Ale nie robi. Kościół jest przekupny, nastawiony na zysk, niejednokrotnie wręcz zdemoralizowany. Panie Krzysztofie, cóż za naiwność z Pana strony. Kościół obecnie się atakuje, bo w głowie mu się przewróciło i tyle.
            Niech się kościół zajmie potrzebującymi a nie zbiera od nas pieniądze na Świątynię Bożej Opatrzności. Gigantyczną, pełną przepychu budowlę, nikomu niepotrzebną. Świątynie powinny być SKROMNE. No, ale taki przepych świetnie podsumowuje ambicje naszego kościoła.

            Telewizja nie uczy, jak być rodzicem, Panie Krzysztofie, absolutnie NIE UCZY. Może czasem trochę pomaga, podpowiada, ale nie uczy.

            W ostatnim fragmencie daje Pan chyba do zrozumienia, że powinien być, tak na wszelki wypadek, jeden główny religijny „kręgosłup”, bo jak będą dwa, to może dojść do „zderzenia”. Oj, a gdzie tu tolerancja? Coś mi jej w Pana słowach brakuje. Nie mam Pan racji. Z takiego myślenia to kiedyś na stosach innowierców palili :)
            Państwo powinno działać sprawnie, a czy będzie w nim 90% katolików, czy 50% czy tylko 20% a reszta wyznawać będzie coś innego (mówiąc kolokwialnie), to naprawdę nie ma znaczenia. Państwo to nie kościół.

            A , i jeszcze z sumieniem lekarza. Pan twierdzi, że jeśli lekarz odmawia wypisania recepty na wkładkę hormonalną (np.), bo to niezgodne z jego sumieniem, to trzeba mu zaufać, bo wie, co robi? Bzdura. Lekarz ma mi przedstawić rzetelne, obiektywne, medyczne, lekarskie „za” i „przeciw”, plusy i minusy, a to czy moja decyzja będzie zgodna z jego sumieniem, to ja mam głęboko w nosie.

            Na tym kończę na dziś, bo późna już pora :)

    2. ~Mała

      Dziewięciolatki? Pierwszą miesiączkę dziewczynki dostają mając ok. 11/12 lat. Chociaż zdarzają się odstępstwa w jedną, jak i w drugą stronę.

      Odpowiedz
      1. ~Krzysztof Ligęza

        justyna_wacowska:
        Ta ustawa niczego nie zmieni

        Ruda:
        Masz rację. Ta ustawa może tylko pogorszyć sprawę

        Krzysztof Ligęza:
        Pewnie, zlikwidujmy art. 148 kk, przecież ludzie i tak będą się zabijać. Ba! Cały Kodeks Karny zlikwidujmy, przecież ta ustawa niczego nie zmienia: ludzie i tak kradną, gwałcą, oszukują i zabijają… :-)

        A teraz naj-, najpoważniej: niezdolność do sprostania normom nie oznacza braku potrzeby istnienia norm.

        Pozdrawiam,
        http://www.myslozbrodnik.pl

        Odpowiedz
        1. ~ostatni myslacy

          Normy już istnieją, a to jest próba ich abstrakcyjnego nienormalnego bezzasadnego zaostrzenia, które nie przyniesie nic innego poza szkodami.

          Zakaz pokazywania prezerwatywy nie spowoduje cudownie, że nagle młodzież przestanie gadać o seksie ani tym bardziej go uprawiać. Za to spowoduje, że będzie to robić wiedząc jeszcze mniej o zabezpieczeniach, chorobach i skutkach z tym związanych.

          To jest takie udawanie, że jak nie powiem, że nożem można zabić, to nikt na to sam nie wpadnie. Gratuluję dziwacznego toku myślenia.

          Odpowiedz
  5. ~pp

    Fajnie się zaczęło, ale jak przeczytałem, że „w wieku 14 lat siusiaki zaczynają stawać” no to sorry, ale wiedzy o mężczyznach nie masz żadnej. Sorry, ale dalej nie czytam :)

    Odpowiedz
      1. ~pp

        Bo wiesz, między małymi chłopcami już tak jest, że zwykle się chwalą, rozmawiają i pokazują sobie nawzajem, a gdyby któryś z nich zaczynał miewać wzwód dopiero w wieku podanym przez Ciebie, to byłby wyśmiewany i odsunięty przez wszystkich kolegów. U chłopców nie jest tak samo jak u dziewczynek, że piersi zaczynają im rosnąć w wieku 11 – 13 lat. Możesz (i powinnaś była zanim o tym napisałaś na blogu) pogadać o tym z jakimś dorosłym mężczyzną i zapytać go czy tak jest. I jestem pewien, że każdy z nich miał zdrowy wzwód już w przedszkolu, no chyba że był właśnie tym wyśmiewanym.

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Pisząc „siusiak zaczyna stawać”, nie miałam na myśli po prostu wzwodu, tylko coś więcej, potraktowałam to jako metaforę. Uznałam, że ten wiek to ten moment, kiedy zaczyna się myśleć nie tyle o tym, ojej stanął, tylko: może by go teraz gdzieś włożyć? ;) Piszę kolokwialnie i skrótami, ale chyba rozumiesz, o co chodzi. Dlaczego taki wiek? Obserwuję dzieciaki od prawie 20 lat w szkołach. Obserwuję, analizuję, interpretuję ich zachowania, a przede wszystkim z nimi rozmawiam. Ufają mi i niejednokrotnie mówią o niebo więcej aniżeli komuś innemu. Dlatego napisałam o czternastolatkach :)
          Pozdrawiam :)

          Odpowiedz
  6. ~MarcelQ

    Cóż się dziwić – osoby tzw. „prolife” są zaślepione zabobonami, dlatego nic dziwnego, że nie widzą prawa innych do życia według własnego sumienia. A Żalek? Aż żal słuchać, jakie głupoty ma do powiedzenia. Tak to jednak już jest, gdy o zdanie pyta się osoby, które nie mają zielonego pojęcia w danej kwestii.

    Odpowiedz
  7. ~llwyd Blaidd

    Fajnie, politycy pozamykają w więzieniach inteligentnych nauczycieli oraz odpowiedzialnych rodziców, ale pewnie nie przyjdzie im do głowy zamknąć w więzieniu ludzi, którzy swoje produkty promują przez plakaty jak ten z niemal gołą blondyną z Photoshopa, która rączkę podkaszarki liże, a ostrzem podkaszarki goli sobie włosy łonowe. Sami sobie takich polityków wybraliśmy (ja akurat należę do tych niegłosujących i uważam, że niegłosujący też są winni. Tylko że ja nie głosuję, bo nie jestem w stanie zagłosować na kogokolwiek ze starających się o władzę).

    Odpowiedz
  8. ~Przybity

    Za moich czasów nie było wychowania seksualnego i jakoś nikt nie rozdawał prezerwatyw. Do 20 roku życia nie słyszałem, aby ktoś z najbliższego otoczenia wpadł, więc można jak się myśli głową.

    Odpowiedz
    1. ~Iza

      No właśnie – nie słyszałeś. Co nie oznacza, że „wpadek” nie było – na moje oko jakieś 7-10% dziewczyn zaliczało „wpadkę”. Jako +/- równolatka mogę Ci nawet powiedzieć, dlaczego nie słyszałeś. Otóż dlatego, że byłeś chłopakiem, a z chłopakami się tych tematów nie omawiało. Chłopakom się przecież „wpadki” nie zdarzały, to był problem wyłącznie dziewczyn – widocznie wiatropylne były. :P Natomiast w towarzystwie wyłącznie damskim i to mocno zaprzyjaźnionym – omawiało się jak najbardziej, i czasem dzieliło odpowiednimi adresami z potrzebującymi. Dziewczyna na parę dni znikała ze szkoły z powodu „grypy” i oprócz najbliższej przyjaciółki nikt nic nie wiedział, a jeśli nawet podejrzewał, to siedział cicho, bo włażenie komuś z butami w prywatność jeszcze nie było w modzie. A w wersji „bezgrypowej” dziewczyna była w trybie pilnym przenoszona do szkoły dla dorosłych, żeby nie gorszyć „niewiniątek”. Które to „niewiniątka” czasem, jak widać na Twoim przykładzie, żyły w błogim przekonaniu, że osobom chodzącym do szkoły „wpadki” się nie zdarzają. Tak z definicji, pewnie to codzienny widok tablicy działa silnie antykoncepcyjnie…

      Odpowiedz
    1. ~llwyd Blaidd

      Pewnie, za to do nieba idą księża którzy padli ofiarą molestowania przez niekochane przez rodziców dzieci.

      PS: Jestem wierząca, ale fanatyzmu nawet Bóg i Jezus Chrystus nie popierają.

      Odpowiedz
  9. ~Krzysztof Ligęza

    jestem za tym, żeby aborcję można było przeprowadzać częściej aniżeli teraz prawo na to pozwala. Dzieci powinny być CHCIANE.
    Oto logika :-( Dzieci powinny być chciane, a jak trafi się niechciane, to już jego problem?

    my, ludzie XXI wieku powinniśmy mieć absolutnie prawo do możliwości decydowania, kiedy chcemy je mieć. I ile.
    Oczywiście!
    Ale kiedy już je mamy, powinniśmy chronić je za wszelką cenę. To też będzie oczywiste dla każdego przyzwoitego człowieka, stąd środowiska proaborcyjne narzucają kobietom fałszywą antynomię. Fałszywą, ponieważ de facto zderzają jakość życia matki z prawem do życia jej dziecka. Ale jakość życia zawsze można poprawić, natomiast śmierć zawsze jest nieodwracalna.

    To, że religia powinna być prowadzona w kościele, to nie przesąd. To naturalne środowisko, żeby ją wykładać.
    Nie. Naturalnym środowiskiem dla człowieka religijnego jest świat, w którym ów człowiek żyje.

    Tak, krzyże na ścianach to przykład tej religijnej ostentacji. To tak, jakby stwierdzać: o tu, wszyscy jesteśmy katolikami. Tak, to narzucanie.
    I znowu nie :-) I znowu odwołam się do logiki: jeśli nowy uczeń w klasie domaga się przemeblowania pomieszczenia, mimo iż pozostali się temu sprzeciwiają, wówczas kto co komu narzuca?
    Poza tym, żądanie usunięcia krzyża z przestrzeni publicznej, to nic innego jak egzemplifikacja infantylizmu kulturowego. To przecież tak, jakby domagać się, by z przestrzeni publicznej własnego kręgu kulturowego nagle usunąć element definiujący tę przestrzeń.

    Po prostu mam nieodparte wrażenie, że zaczynam żyć w państwie kościelnym
    Dokładnie tak. I o to chodzi, o to chodzi. Trzeba koniecznie ugruntować – w Pani i w innych – to przeświadczenie. Tę kalkę myślową. Jeśli się to nie uda, jakim sposobem ludzie źli mogliby wodzić innych za nosy?

    Czy żyjemy w średniowieczu?
    O, proszę, jaka piękna kalka :-)
    A wie Pani, kiedy zaczęła się nowoczesna nauka? Komu ją zawdzięczamy? Zna Pani powiedzenie, precyzyjnie oddające fakty, o tym, że uniwersytety były darem Kościoła dla świata? Pewnie, że o tym w telewizji nie mówią. No, może w TV Trwam między klepaniem Zdrowasiek, ale to przecież samo zło ;-)

    np polonista będzie oceniał pewne postawy, zachowania z tej właśnie strony. A nie o to chodzi. Zachowania, postawy należy ukazywać wielopłaszczyznowo, pokazywać rozmaite możliwości interpretacji.
    Kolejny przesąd. Obiektywizm to mit. Nie jesteśmy automatami, więc z samej zasady nie możemy prawidłowo opisywać świata, nie poddając go jednocześnie ocenie. Oskar Wilde pisał o tym tak: „Bezstronną opinię możemy wydać tylko w sprawach, które nas zupełnie nie interesują. I właśnie dlatego opinia bezstronna jest także absolutnie bezwartościowa”.
    Swoją drogą, dostrzegam u Pani tęsknotę za „neutralnością światopoglądową”. Dlatego pozwolę sobie w tym miejscu zarekomendować Pani mój dzisiejszy blogowy wpis.

    Pan chyba twierdzi, że ci od klauzuli sumienia mają sumienie i się nim przejmują a reszta to już niekoniecznie. Ja się z Panem nie zgadzam.
    Sumienie to głos wartości, które nas budują, w naszych sercach. Konkretnie w naszym kręgu kulturowym i na najwyższym poziomie ogólności: chodzi o grecki stosunek do prawdy, rzymskie w tradycji prawo oraz chrześcijaństwo.

    W którym innym kraju takie klauzule wymyślono? Znam Pan takie, bo ja nie?
    Przepisy kodeksowe określane jako „klauzula sumienia” to prawo w różnych wersjach obowiązujące w krajach Unii Europejskiej. Trybunał w Strasburgu wielokrotnie orzekał na tej podstawie.

    Kościół obecnie się atakuje, bo w głowie mu się przewróciło i tyle.
    Nie. Kościół jest jedyny depozytariuszem wartości, na których zbudowano naszą cywilizację. Dlatego się go atakuje. Proszę, więcej: z całego serca polecam Pani, zgłębienie idei Gramsciego oraz termin „marksizm kulturowy”. Tego nie znajdzie Pani w głównym medialnym nurcie. I szybko Pani zrozumie, dlaczego nie.
    Z drugiej strony – kto wie, może rzeczywiście nie mam racji? W końcu nie roszczę sobie pretensji do nieomylności. Proszę zatem wskazać mi wartości, inne niż zapisane w Dekalogu, a następnie ich depozytariusza, innego niż Kościół.

    Niech się kościół zajmie potrzebującymi a nie zbiera od nas pieniądze na Świątynię Bożej Opatrzności.
    Na jakiej podstawie prawnej chciałaby Pani oprzeć swój sprzeciw wobec decyzji wspólnoty, podjętej zgodnie z prawem?

    Świątynie powinny być SKROMNE.
    Nonsens. Świątynie powinny być takie, jakich pragną wierni, którzy te świątynie utrzymują.

    Telewizja nie uczy, jak być rodzicem, Panie Krzysztofie, absolutnie NIE UCZY. Może czasem trochę pomaga, podpowiada, ale nie uczy.
    Trzeba być nauczycielem, żeby uczyć? Przypuszczam że wątpię :-)
    Telewizja nauczycielem nie jest, a uczy. Rzeźbi przekonania w ludzkich umysłach chcąc nie chcąc. Ale częściej chcąc. Dlatego tak ważne jest skąd wziął się człowiek, który pokazuje nam to co pokazuje i dlaczego pokazuje nam to co pokazuje, a nie coś innego.

    W ostatnim fragmencie daje Pan chyba do zrozumienia, że powinien być, tak na wszelki wypadek, jeden główny religijny „kręgosłup”, bo jak będą dwa, to może dojść do „zderzenia”. Oj, a gdzie tu tolerancja? Coś mi jej w Pana słowach brakuje.
    Tolerancja polega na cierpliwym znoszeniu czegoś, czego nie akceptujemy, dla ochrony jakiegoś większego dobra.
    Co do kręgosłupa, nie chodzi o religijny czy niereligijny. Chodzi o zasadę, mówiącą, że przestrzeni publicznej nie da się urządzić na dwa odmienne sposoby, wynikające z dwóch odmiennych postaw wobec tego samego świata. Taka niespójna na poziomie fundamentów wspólnota zawsze się rozpadnie.

    Państwo powinno działać sprawnie, a czy będzie w nim 90% katolików, czy 50% czy tylko 20% a reszta wyznawać będzie coś innego (mówiąc kolokwialnie), to naprawdę nie ma znaczenia.
    Nieprawda. Proszę sobie wyobrazić działania państwa, w którym 90 % społeczeństwa wyznaje kalizm.

    Lekarz ma mi przedstawić rzetelne, obiektywne, medyczne, lekarskie „za” i „przeciw”, plusy i minusy, a to czy moja decyzja będzie zgodna z jego sumieniem, to ja mam głęboko w nosie.
    Owszem, ma Pani prawo mieć sumienie innego człowieka w nosie, nawet bardzo głęboko. Ale nie może Pani od niego wymagać, by postępował wbrew własnemu sumieniu.
    Jest i druga konsekwencja: wówczas musiałaby Pani liczyć się z tym, że inni będą mieli w nosach Pani sumienie. Albo i nie w nosach :-)

    I na sam koniec: bardzo proszę pamiętać (te moje belferskie inklinacje!), że nie da się upchnąć w kategorii poprawnego myślenia zabiegu, polegającego na zarzucaniu chrześcijaństwu, że to ono jest przyczyną postaw i czynów ludzkich sprzecznych z zasadami konstytutywnymi dla chrześcijaństwa.
    Albo że to nie odstępstwa od zasad Dekalogu generują całe zło tego świata, tylko sam Dekalog.
    Czy też, że ludzie źli czynią zło zgodnie z zapisami Dekalogu.
    Nie da się, ponieważ ludzie rozumujący poprawnie nie mają wątpliwości: Dekalog wskazuje drogę. Kto chce, ten nią idzie. Ludzie źli nie chcą.
    Proste, prawda?
    Czego tu można nie rozumieć, rzecz jasna pamiętając, że niezdolność do sprostania normom to zupełnie coś innego niż dążenie do odrzucenia norm.

    Dziękuję Pani za tę przepychankę, pozostając z nadzieją, że ziarenko wątpliwości zasiałem pod właściwym adresem. A nuż coś wyrośnie, pomagając Pani to i owo przemyśleć i przewartościować :-)

    Pozdrawiam,
    http://www.myslozbrodnik.pl

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Panie Krzysztofie,

      nie zasiał Pan żadnego ziarenka wątpliwości :)
      Nie ten adres:) Po pierwsze, mam po prostu swoje zdanie i ugruntowaną opinię. Po drugie, Pana zacietrzewienie w tym temacie, z lekka protekcjonalny ton wypowiedzi, momentami, zniechęcają do poszukiwania w sobie wątpliwości. Jest Pan bardzo, ale to bardzo przekonany o swojej racji. Oczywiście, ma Pan do tego prawo :)

      Czepia się pan potwornie każdego słowa, drąży w gruncie rzeczy bardzo wąsko, zamiast patrzeć na wypowiedzi szerzej, niekiedy metaforycznie. Nie będę się z Panem dalej „przepychać”, bo taka walka o każde słowo jest bez sensu. Pan drąży i drąży w poszukiwaniu mojej nie-racji. I tylko tego.
      I nie jest Pan przekonujący w swoich argumentach. Za mało w nich, mimo wszystko, obiektywizmu. Byłoby go więcej, gdyby stał Pan pośrodku. Ale Pan jest po prawej :)

      To ja chętnie życzyłabym Panu przewartościowania tego i owego, ale jestem realistką :) Przy Pana nastawieniu to niemożliwe. Za dużo wyższości bije z Pana wypowiedzi, za mało w nich partnerstwa :)

      Ale dziękuję za dyskusję. Niewątpliwie była zajmująca.

      P.S. Mam nadzieję, że chociaż nie wierzy Pan w to, że w Smoleńsku był zamach ;)

      Odpowiedz
      1. ~Krzysztof Ligęza

        Pani Ruda Wredna Babo Szanowna! :-)

        Różni ludzie piszą do mnie. Różnie piszą, jak to ludzie. Pochwalą albo obsobaczą, kłopotami podzielą się, albo zachwytem. Ciekawe, ale obojętnością nigdy się nie dzielą. Chociaż, i zdarza się to naprawdę często, zwykle neutralność i obiektywizm deklarują, jakżeby inaczej. Nie ma to jak nowocześnie, postępowo oraz w zgodzie z nowoczesną i postępową logiką, zadeklarować neutralność oraz obiektywizm w relacji do czegoś, do czego odnosimy się z pasją :-)

        Nie zawsze mogę, wszelako niekiedy odpisuję. Od czasu do czasu sam zaczepiam, gdy szczególne głupstwo, na które trafię, ocenię jako niezawinione, a zarazem emocje zagrają we mnie – i wygrają.

        Jak sądzę: tyle wyjaśnień poczynionych między ludźmi rozumnymi na wysokim poziomie ogólności, wystarczy.

        Natomiast co do meritum, proszę pozwolić, odpowiedź zacznę od końca.

        Mam nadzieję, że chociaż nie wierzy Pan w to, że w Smoleńsku był zamach
        Nie wiem tego. Jednak znam parę niezbitych faktów i nie odwracam się do nich plecami.
        Fakt pierwszy, drugi i trzeci: eksplozje budynków mieszkalnych w Wołgodońsku, Riazaniu oraz Moskwie. Fakt czwarty razem z piątym: kraj producenta (to wyśledzili Brytole: Rosja) oraz koszt 500 mg radioaktywnego polonu 210, który dosypano do herbaty niejakiemu Litwinience, funkcjonariuszowi FSR, który fakty o Wołgodońsku, Riazaniu i Moskwie ujawnił światu.

        Czyli, Rosja morduje własnych obywateli i wydaje setki milionów euro (to stuprocentowo pewna, ale okropnie droga trucizna, ten polon 210), żeby ukarać faceta, który nie mógł jej już w niczym zaszkodzić, ale wahałaby się w sprzyjających okolicznościach zamordować czołówkę polityków nieprzyjaznego państwa?

        Nie ma to, tamto: negowanie powyższych wątpliwości (Rosjanie? A dlaczego mieliby to zrobić, no dlaczego?) nie świadczy o zdrowym rozsądku czy logice, a raczej właśnie o pokazywaniu pleców faktom niezbitym.

        mam po prostu swoje zdanie i ugruntowaną opinię.
        Jasne, jasne. Pani prezentuje swoje zdanie i ugruntowaną opinię, a druga strona okazuje zacietrzewienie i nawet traktuje Panią protekcjonalnie :-)

        Jest Pan bardzo, ale to bardzo przekonany o swojej racji.
        Pani o swoich racjach przekonana jest tylko troszeczkę albo wcale? :-)
        Tak, jestem. Ale jak to jasno zaznaczyłem, nie ma we mnie pretensji do nieomylności. Dlatego chętnie wsłuchuję się w opinie ludzi, z którymi się nie zgadzam. Bywa, zmieniam zdanie. Jak wspomniałem Pani na samym początku: po wzajemnym mizianiu się po futerkach trudno oczekiwać wartości dodanej. Warunek jest jeden: szczera rozmowa w miejsce jałowego przytakiwania.

        Nie będę się z Panem dalej „przepychać”, bo taka walka o każde słowo jest bez sensu.
        Z całym szacunkiem, ale wymiana myśli w kwestiach istotnych nigdy nie jest „bez sensu”. Pani tymczasem nie zechciała odnieść się do żadnej – ŻADNEJ – z moich opinii, którymi w swoim ostatnim poście Panią, by tak rzec, obarczyłem :-)
        Obowiązku rzecz jasna nie ma, ale żeby rezygnować z intelektualnej uczty z człowiekiem tak błyskotliwym i tak przy tym skromnym, jak Pani aktualny rozmówca? :-)

        nie jest Pan przekonujący w swoich argumentach. Za mało w nich, mimo wszystko, obiektywizmu.
        Nikt nie jest obiektywny w relacji do kwestii, które go zajmują. Tego rodzaju oczekiwanie to oczywisty nonsens.

        chętnie życzyłabym Panu przewartościowania tego i owego
        Temu właśnie – zawsze – służy wymiana myśli z kimś, kto może powiedzieć nam coś, z czym się nie zgadzamy. Wymiana myśli z głupcem zafiksowanym na swoim głupstwie zawsze zostawi nas z pustką w głowie.

        Za dużo wyższości bije z Pana wypowiedzi, za mało w nich partnerstwa
        Tymczasem partnerstwo polega zdaniem Szanownej Rudej, Wrednej Baby na ….. ? Bo, powtórzę, nie odniosła się Pani merytorycznie do żadnego z moich ostatnich uwag/zarzutów.

        Również pozdrawiam,
        http://www.myslozbrodnik.pl

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Panie Krzysztofie,

          mała uwaga: Pan traktuje synonimicznie takie słowa jak: obiektywizm, neutralność, obojętność. BŁĄD. I to jaki :)

          Nie chcę się odnosić do Pana „zaczepek” (uwag, zarzutów). Ani merytorycznie, ani w ogóle :) Wydawało mi się, że wyraźnie dałam Panu do zrozumienia, że dyskusja z Panem (nazwana właśnie przez Pana przepychanką) stała się czymś w rodzaju walki o każde słowo. Jest Pan tak drobiazgowo-upierdliwy, że, z całym szacunkiem, ale ta polemika stała się zbyt męcząca i nie sprawia mi już żadnej przyjemności. Nie można się czepiać wciąż i wciąż jak stara ciotka :)

          Co do Rosji, znam historię lepiej, niż się Panu wydaje. Nie trzeba mnie uświadamiać a propos tego, co tam się wyprawiało/wyprawia z ludźmi niewygodnymi.
          Jednak najbardziej uderzyło mnie to, że Pan jednak bierze pod uwagę fakt, że w Smoleńsku mógł być zamach :(
          Miałam nadzieję, że jednak nie, choć chyba dobrze Pana wyczułam (te wredne mają niezłą intuicję:) ) Ja o zamachu w Smoleńsku dyskutować nie będę (bo go nie było). Urągałoby mojej inteligencji.

          A co do wyższości i partnerstwa… niemożliwe, żeby Pan nie wiedział, o co mi chodzi. Ci skromni i błyskotliwi na pewno by się domyślili :)

          Serdecznie pozdrawiam :)

          Odpowiedz
          1. ~madamme

            Przeleciałam pobieżnie większość waszej dyskusji, bo wczytywanie się w te jedynie słuszne tezy pana Ligęzy po prostu boli. Podziwiam natomiast Twoją cierpliwość i zacięcie pedagogiczne – ja już dawno odpuściłam dysputy z tego typu „dyskutantami”, dla których jedynym możliwym zamknięciem konwersacji jest absolutne przyznanie im racji…

            Karierę posła Żalka obserwuję od jakiegoś juz czasu ze względu na jego krańcowo antydemokratyczne nastawienie. Jest autokratą pierwszego sortu – zresztą jak każdy, kto próbuje narzucać swoje poglądy i przekonania innym. No i w świetle jego wcześniejszych wypowiedzi – ta inicjatywa mnie jakoś zupełnie nie zaskakuje.

            Pisząc, że tzw. wychowanie seksualne jest mało odważne stosujesz naprawdę głęboką peryfrazę :))))). Ono nie zasługuje na nazwę – seksualne. Na jaką zasługuje, trudno powiedzieć. Wiem jedynie, że w sferze obyczajowej wracamy powolutku do sredniowiecza, co zresztą przewidział czas jakis temu Lech Jęczmyk :)

            Pozdrawiam :)

          2. Ruda Autor wpisu

            Tak, wiem, że zastosowałam peryfrazę czy raczej eufemizm :) To prawda, edukacja w naszych szkołach, póki co, nie jest seksualną. Zresztą nazywa się Wychowaniem do Życia w Rodzinie. Kuleje jak cholera, to prawda. SZKODA. Powiem więcej, SKANDAL, bo w XXI wieku czas na porządną EDUKACJĘ SEKSUALNĄ, dzięki której młodzież oswoi się z seksualnością; dzięki której powinno być np mniej rozmaitych wpadek ;)

            A co do p. Ligęzy – niereformowalny przypadek :) Oby takich ludzi było jak najmniej.

          3. ~Inkaska

            Dobry Wieczór. Przeczytałam polemikę pomiędzy Panią a Panem Ligęzą i muszę Pani powiedzieć, że w tym temacie lepsze argumenty przytacza jednak Pan Ligęza. Natomiast cieszę się, że podjęła Pani rękawicę bo zrodziła się z tego ciekawa dyskusja. I jeszcze jedno: nie zgadzam się z Pani tezą, iż Pan Ligęza jest „drobiazgowo-upierdliwy” – powiedziałabym raczej że jest do bólu konsekwentny i logiczny w swych argumentach. Pozdrawiam. Inkaska.

          4. Ruda Autor wpisu

            Cóż, wiadomo, że ja swoje argumenty uważam za lepsze :) ale dziękuję za szczery i miły komentarz :)
            Pozdrawiam serdecznie :)

          5. ~W

            Witam Panią . Pan Krzysztof nie jest ani tak błyskotliwy ani tak skromy jak się Mu wydaje . Jest pyszałkiem o bardzo wąskim spojrzeniu na świat . Parafrazując : gdyby pycha umiała latać Pan Krzysztof fruwałby jak gołębica. A pycha to ciężki grzech . Jak to pogodzić z byciem katolikiem ? Nie wiem . Pozdrawiam Panią i podziwiam za taktowne i cierpliwe komentarze . Sama chyba nie miałabym tyle cierpliwości.

        2. ~Bogusia

          Facet nie pisz już więcej, bo aż głowa boli. Komputer proponuję wyrzucić przez okno.
          Autorce gratuluję cierpliwości i chęci odpisywania na takie, delikatnie mówiąc, niskich lotów zaczepki.

          Odpowiedz
  10. ~ika

    No cóż.Żyjemy w chorym kraju,rządzonym przez bandę wyrachowanych politykierów, wspomaganych przez biskupów. Jak więc ma być NORMALNIE???
    Polskie społeczeństwo cofa się i głupieje.

    Odpowiedz
  11. ~dyrektorlodówki

    „Kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletnich poniżej lat 15 zachowań seksualnych lub dostarcza im środków ułatwiających podejmowanie takich zachowań, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2″.
    To bzdura. Już nie mówię jak miałoby wyglądać egzekwowanie takiego prawa
    Wymyśliłem jednak linię obrony. Przed głupotą trzeba się bronić.
    ” lub dostarcza im środków ułatwiających podejmowanie takich zachowań” Otóż wręczenie czternastolatkowi prezerwatywy i nakłonienie go do jej zastosowania, w znacznym stopniu skomplikuje pożycie i zmniejszy jego komfort. Więc nie może tu być mowy o środkach ułatwiających podejmowanie takich zachowań. Każdy średniej marki adwokacina powinien to wykazać.

    Odpowiedz
  12. ~BoBeK

    Popieprzone…. ciekawe kto się pod tym podpisał…. chyba ci co mówią że najlepszą metodą jest kalendarzyk i dzięki tej metodzie mają piątkę dzieci i twierdzą że lepiej mieć Tadka z przypadka, niż Heńka pęknięta gumka, chyba lepiej zaplanować sobie ilość potomstwa i zapewnić im godziwe warunki do rozwoju, niż „narobić” dzieci i potem nie mieć za co ich wyżywić

    Odpowiedz
  13. ~Milla

    Smutne, to… nawet bardzo….
    Miałam okazję obserować zarówno środowisko wiejskie, jak i miejskie, w tym pierwszym życie seksualne zaczynało sie wbrew pozorom dużo wczesniej.
    Dzieci obserwowały „TO” :D niemal od urodzenia, krowy, konie, koty, psy i wiele wiele innych i co niby mieliby powiedzieć rodzice tym dzieciom „Oj kochanie, zwierzaczki swoje dzieci znajdują w kapuście, ale najpierw sie muszą tak ‚poprzytulać’ ?”
    Nie wspominajac, że u dziewczyn (sama przerobiłam) tabletki antykoncepcyjne nie są używane jedynie do zapobiegania ciąży i za nic w świecie nie chciałabym wtedy czekać do ukończenia 16 r.ż. zwijajac sie z bólu.
    Tzw. edukacja seksualna, zaczynaj sie bodaj w 4 kl szkoły podstawowej na przedmiocie który ja znałam jako „przyroda”, ludzie nie roślinki, przez pączkowanie się nie mnożą.

    Przeraża mnie wizja, że nie daj Boże, w takim kraju przyjdzie mi wychowywać dziecko/dzieci.
    Średniowiecze i wyprawy krzyżowe nam się szykują.

    Odpowiedz
  14. ~Renata

    Taka mentalność Kalego . Jak katolicy chcą wychowywać dziecko zgodnie ze swoimi przekonaniami i zasadami to dobrze. I nie wolno im w tym przeszkadzać. Natomiast jeśli ateista chce żeby dzieci uczono tak jak on by chciał, to już nie jest tak dobrze. Trochę tak jak z podręcznikiem etyki. Wielki hałas, ze ma go napisać pani Środa , że będzie niechrześcijański. Jeśli rodzic zapisuje dziecko na etykę, to nie chce żeby dziecku na etyce przekazywano dekalog i żeby opowiadano jakimi geje są grzesznikami a nie chodzenie w święto do kościoła jest naganne. Proponuje żeby ateistom pozwolić wychowywać dzieci zgodnie z sumieniem ateisty. Zaufajcie nam i naszym dzieciom. Przecież na pewno dobrze wychowaliście dzieci i przekazaliście wasze wartości . Więc dzieci ” z porządnych chrześcijańskich rodzin” nawet jak pójdą w odwiedziny do domu gdzie jest Playboy nie sięgną po takie czasopismo. Chłopiec który chodzi na religię nie powinien kupować prezerwatyw przed dyskoteka ,nawet jeśli widzi jak kupuje je jego kolega. Wiec proponuje wszystkim którzy chcą tej ustawy aby zaufali – przede wszystkim swoim dzieciom. I dali innym zyć

    Odpowiedz
  15. ~Kris

    Czekam tylko kiedy Pan Krzysztof napisze, że heliocentryczny układ planet jest niezgodny z katolickim wykształceniem.

    Odpowiedz
  16. ~bursztyn2

    Obawiam się, że może być jeszcze gorzej, gdy do władzy dojda takie osoby jak poseł PiS Jaworski i jemu podobni, którzy walczyli m.in. o to, by zgwałcona 11-latka urodziła poczęte w drodze gwałtu dziecko. Najgorsze jest to, że ci „ortodoksyjni” robia wszystko, by narzucić swoje poglądy na świat, życie i wiarę pozostałym. Jestem przeciwna eksponowaniu seksualności bez względu na orientację seksualną eksponującego ( miejscem dla seksu jest alkowa, nie ulica, nie parada jakakolwiek…), ale naprawdę zaczynam się niepokoić. Jedyną obroną przed takimi ludźmi jest świadomy udział w wyborach, żeby inni nie zdecydowali za nas. Pozdrawiam:)

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Zgadzam się z Tobą.
      GŁOSUJMY, bo jak dochodzi co do czego, to bardziej zdyscyplinowany może okazać się elektorat tej partii i tych posłów, którzy wymyślają takie właśnie cuda.
      Pozdrawiam.

      Odpowiedz
  17. ~vvvvvvvvvvv

    No pogłupieli już do końca!!! Chodzi pewnie o to, żeby dzieci rodziły dzieci, bo tak nabroili w rządzie, że jak nie przybędzie nowych, to na nasze i późniejszych pokoleń emerytury nie będzie pieniędzy. Więc bzykajcie się dzieciaki bez gumek, a z przyrody w 4 klasie na lekcji o rozmnażaniu wychodźcie, bo Wam jeszcze nauczycielkę do więzienia wsadzą !!! Jeżeli moje dzieci będą mnie pytać o to i owo, to będę z nimi rozmawiać, doradzać i odradzać. Na pewno z problemami nie pozostawię ich samych sobie tylko dlatego, że kraj chce wychować stado „baranów”, bo kiedy dzieci rodzą dzieci, to muszą rezygnować z samych siebie ( w wielu wypadkach również z dalszej edukacji). Przez takie głupie ustawy namnoży się populacja ludzi bez wykształcenia, którzy głownie do łopaty i innych prac fizycznych będą się nadawać za najniższą krajową, albo takich, którzy będą jak „Ferdek” twierdzić, że nie ma pracy dla ludzi z ich wykształceniem i będą na garnuszku państwa. Nie będę nazywać tych, którzy wymyślili ową pożal się Boże „ustawę”, ani tych, którzy się pod nią podpisali, bo tych słow nie ma w żadnym słowniku. Nurtuje mnie jeszcze takie pytanie: Jak niby mają nam udowodnić, że rozmawiamy o takich rzeczach z dziećmi a tym bardziej, że dajemy im środki antykoncepcyjne? Będą przesłuchiwać nasze dzieci?
    Teraz zacytuję jeden z artykułów na temat współżycia:

    Nie ulega wątpliwości, że współczesna młodzież rozpoczyna współżycie coraz wcześniej. Najlepszym dowodem na to jest ogromna liczba nastolatek w ciąży. Tylko w Polsce każdego roku matkami zostaje ok. 20 tysięcy niepełnoletnich dziewcząt. Aktywnych seksualnie jest jednak znacznie więcej, bo wiek inicjacji systematycznie się obniża. Czy tzw. wiek przyzwolenia ma więc jeszcze jakikolwiek sens? Jak najbardziej. Wyznaczenie jasnej granicy, kiedy możemy zgodnie z prawem wyrazić zgodę na podjęcie czynności o charakterze seksualnym ma chronić najmłodszych przed dorosłymi, którzy chcieliby pozbawić ich dziecięcej niewinności.

    W naszym kraju wiek przyzwolenia wynosi 15 lat. Uprawianie seksu z osobą młodszą może być więc traktowane jako przestępstwo, ale pod warunkiem, że druga strona ukończyła 17. rok życia. W innych państwach wygląda to bardzo różnie. W Wielkiej Brytanii wiek ten wynosi 16 lat, ale coraz głośniej mówi się o jego obniżeniu. Nawet do lat 14. Pomysł wzbudza ogromne kontrowersje, bo argumenty osób chcących za wszelką cenę chronić dzieci, zderzają się z twardymi danymi – seks w tym wieku nie jest już niczym dziwnym. Jakich argumentów używają zwolennicy nowych regulacji prawnych? Im niższy wiek przyzwolenia, tym większa możliwość dotarcia z informacjami na temat zdrowotnych aspektów seksu do najmłodszych. Szacuje się, że co trzecia osoba w wieku 15 lat ma już za sobą pierwszy raz. Stąd przekonanie, że nie warto zamiatać sprawy pod dywan, ale „wspierać ich na drodze do dorosłości”.

    Niech nasz „rząd” lepiej zajmie się tym czym powinien, np: jakością polskich drog, za które stale płacimy (podatek w paliwie) zamiast prywatnymi (domowymi) sprawami, które go nie dotyczą. Niedługo może zaczną nam mówić ile wdechów i wydechów na dobę możemy wykonać, żeby za dużo tlenu nie zużywać…

    Odpowiedz
  18. ~PRZEDiPO

    Edukacja seksualna :-)
    Ja moją córkę edukowałam już w przedszkolu skąd się biorą dzieci, pomagały mi w tym książeczki.
    Jednak kiedyś przyniosła mi z przedszkola informację wielkiej wagi. ;-)
    - Mamo, ja już wiem jak się rodzi dzieci.
    - Jak?
    - Plecami.

    I tak różność poglądów na kwestię skąd się biorą dzieci wyparła z naszej kultury BOCIANA …

    A teraz przenosi się to na sposób myślenia o seksualność.
    Przecież dzieci do 15 roku życia są aseksualne więc po co im prezerwatywy?

    Nie każdy dorosły jak pokazuje życie potrafi panować nad sposobem zaspokajania swoich potrzeb nie tylko seksualnych, ale dzieci powinny i już, więc po co dziecku pomagać i wspomagać na wszelki wypadek.

    Jak jest zakaz to problem nie istnieje. :-(

    Odpowiedz
  19. ~Ana

    hmm… to teraz pewnie żeby kupic gumki w aptece czy sklepie trzeba będzie pokazac dowód osobisty? albo legitymację szkolna?:D żeby potwierdzić że się 15 lat skończyło, bo aptekarz do pierdla inaczej pójdzie

    Odpowiedz
  20. ~darek_lask

    Z całą pewnością lepiej wręczyć dziecku kondoM – nie kondomA. Będzie z pożytkiem i poprawnie po polsku.

    Odpowiedz
  21. ~darek_lask

    Oj, pospieszyło mi się!
    Pan Żalek to przypadek kliniczny. A po liczbie podpisów pod tym projektem można się zorientować, że nie jest to przypadek odosobniony.
    A ustawa ma duże szanse na powodzenie. Wszak premier już jakiś czas temu dumnie oznajmił, iż za rządów platformy żadnej rewolucji obyczajowej nie będzie. Zapomnieał dodać, że będzie uwstecznienie.
    I tego się boję!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Odpowiedz
  22. ~Kachna

    Sama niedawno na swoim blogu podjęłam temat edukacji seksualnej (http://subtelne-kropki.blog.pl/2014/08/17/edukacja-seksualna-czyli-jak-jezyk-wplywa-na-nasze-myslenie/).

    Problem z posłami polega na tym, że wydaje im się, że wiedzą wszystko. A o wychowaniu dzieci pojęcie mają średnie (nie wszyscy, ale jeśli któryś rzetelnie pracuje, to naprawdę nie ma czasu dla swoich dzieci). Robią większą krzywdę dzieciom, udając, że seks nie istnieje albo służy wyłącznie do produkcji dzieci. Jestem za edukacją seksualną, ale poprowadzoną przez ludzi do tego odpowiednio przygotowanych zarówno merytorycznie, jak i pedagogicznie.

    Odpowiedz
    1. ~Marek

      Problem moim zdaniem polega na tym, że próbują nam narzucić swoje zasady, ci którzy oficjalnie dzieci nie mają;-)
      I robią to rękoma różnych „dewot”, dzięki temu zwiększając swoje wpływy na ludzi świeckich.

      Ma dla nich tylko jedno zdanie: ” zajmijcie się panowie księża swoimi dziecmi i od… się od naszych”!

      Odpowiedz
  23. ~Jotka

    Czyli, że jeśli syn pojedzie ze mną na zakupy i zobaczy gdzieś na reklamie jakieś podniecające dziewczę, to ja będę miała z tego powodu kłopoty? To jak teraz? Do sklepu w opasce na oczy zabierać?

    Odpowiedz
  24. ~Amoq

    ludzie, ludzie, spokojnie
    nie ma się czym ekscytować
    to nie pierwszy poroniony pomysł ludzkości
    i nie pierwszy dla którego znalazło się 250 tys popierających go idiotów
    historia zna znacznie gorsze
    i to jeszcze nie znaczy że coś takiego stanie się obowiązującym prawem
    najpierw musi przejść przez parlament a to długa i wyboista droga

    a tych ludzi, a dokładniej „tych idiotów” trzeba podziwiać a nie nimi pogardzać
    tak, oto bowiem znalazło się 250 tys ludzi którzy potrafią się zjednoczyć i walczyć razem we wspólnej sprawie w którą wierzą
    to nie ma znaczenia że sam pomysł jest równie idiotyczny jak lot na księżyc
    chodzi o sam fakt ruszenia d…. i przejawienia jakiegoś rodaju zbiorowej inicjatywy
    tacy „idioci” z których się teraz nabijacie to potrafią, a WY?
    ile jest dziś w Polsce rozwiązań gospodarczo-prawnych których na co dzień nie pochwalacie?
    a ile z nich zostało przez WAS storpedowanych poprzez jakąś wspólną inicjatywę tego kalibru?
    ile razy udało WAM się coś przeforsować?
    wstyd.

    Odpowiedz
  25. ~As

    Według mnie to normalne w wieku poniżej 15 oku życia seks jest przestępstwem. Rodzice powinni uczyć dzieci rozsądku a nie dawać prezerwatywy

    Odpowiedz
    1. ~violka

      Proszę zejść na ziemię, 15-latki uprawiali i będą uprawiać seks, czy nam się to podoba, czy nie. I ŻADNE zakazy i grożące kary tego nie zmienią. Mądry i rozsądny rodzic, przygotowuje swoje dziecko do życia w każdej dziedzinie, nie pomijając życia intymnego. Bądźmy realistami, nie otrzymana prezerwatywa złamie życie 15-latkowi, a jej brak w danej sytuacji. Nieplanowana ciąża, nieukończona szkoła…
      Skąd te porzucone noworodki??? Proszę sobie odpowiedzieć.

      Odpowiedz
    2. Ruda Autor wpisu

      A ja myślę, że i jedno i drugie… Nastolatki lubią eksperymentować, zwłaszcza obecnie. Dlatego rozsądek czasem może nie wystarczyć.
      Pozdrawiam.

      Odpowiedz
  26. ~Janusz

    Jak ja się cieszę, że uciekliśmy z tego kraju …
    Jako, że u nas rok szkolny trwa, to moja córka miała już pierwsze zajęcia z seksuologi (15lat). Śmiała się z koleżankami, że cała klasa ćwiczyła zakładanie kondomów na styropianowe siusiaki. Lekcje prowadziła położna z pobliskiego szpitala. Kiedyś by mnie to przeraziło, teraz się cieszę, że oprócz naszych rozmów szkoła dba aby młodzież była świadoma, że dzieci mogą robić dzieci. I w normalnym kraju uczy się dzieci aby wiedziały co to aids, rzeżączka, syfilis, ciąża, wytrysk itp. Żeby młodzież wiedziała jak się używa środków antykoncepcyjnych. Bo kto młodym zabroni?
    Jak ja się cieszę, że uciekliśmy z tego kraju …

    Odpowiedz
  27. ~Ana

    Ludzie cóż wy za głupoty piszecie! To nie szkoła, nie kościół ma wychowywać i uświadamiać wasze dzieci! To WASZ obowiązek!!! Tymczasem to prawo zamierzają nam odebrać. Zapoznajcie się z wytycznymi WHO dotyczącymi wychowania seksualnego. W skrócie tutaj :
    http://www.stop-seksualizacji.pl/images/ulotka_informacyjna_stop_seksualizacji.pdf
    (czytaj ze zrozumieniem:))
    Inteligentny człowiek przy odrobinie chęci potrafi nieco zgłębić temat zamiast powtarzać to co sączą nam media, żeby odwrócić uwagę od istoty problemu.
    Tu doprawdy nie chodzi o prezerwatywę tylko pedofilię, homoseksualizm i wiele innych wynaturzeń, które mają być społecznie akceptowane, a co więcej promowane.
    Podpisuję się obiema rękami pod tym co napisał pan Krzysztof :)

    Odpowiedz
  28. ~WIATRACZKA

    JA NIE WIEM O CZYM WY LUDZIE DYSKUSJE PROWADZICIE JEZELI DZIS TZW ”DZIECI VEL DZIEWCZYNKI” W WIEKU 15 LAT MAJA PRZEBIEG JAK PROSTYTUTKA PRZECIEZ WY DRODZY RODZICE NIE MACIE CZASU DLA DZIECI A TU PLACZECIE O JAKAS USTAWE WY NIE WIECIE ZE WASZE DOBRZE ULOZONE I GRZECZNE DZIECI IDAC NA IMPREZE ZALICZAJA KOGO POPADNIE BO TERAZ SIE NA IMPREZACH ZAWODY URZADZA KTORA TZW”DZIEWCZYNKA ”ZALICZY WIEKSZA ILOSC PENISOW TAK TAK MIESZKAM ZA GRANICA TU MLODE POLKI SA UWAZANE ZA SCIERKI NAJGORSZEJ MASCI KIEDYS ZONA POLKA TO BYL SKARB DZIS TO WSTYD TAK NISKO POLKI UPADLY DZIEKI BZYKANIU OD DZIECINSTWA JAK TO MOZLIWE ZE KIEDYS RODZICE POTRAFILI DZIECI UTRZYMAC W RYZACH I PIERWSZY RAZ DO DYSKOTEKI CZY KLUBU SZLO SIE MAJAC LAT 20 A DZIS MAMUSIA PODAJE PREZERWATYWE 13 LETNIEJ CORCE BO ONA BEDZIE UPRAWIAC SEX W DOMU MAMUSI A WYSTARCZYLOBY WYWALIC CHLOPCZYKA ZA DRZWI A CORECZCE DAC DO ZROZUMIENIA KTO KOGO MA SLUCHAC I ZE DOM TO NIE BURDEL BO NASTEPNEGO DNIA CORECZKA PRZYPROWADZI NASTEPNEGO PRZYJACIELA POLACY ZAMIAST CHODOWAC DZIECI ZACZNIJCIE JE WYCHOWYWAC BO OSTATNIO COS KIEPSKO TO WAM WYCHODZI JA NASZCZESCIE WYCHOWALAM MOJA CORKE NA SZCZESLIWA KOBIETE DLA CIEKAWSKICH UDALO MI SIE TO W TYCH ZLYCH CZASACH I SEX ZACZELA UPRAWIAC W WIEKU 20 LAT NIE 12 TERAZ SPODZIEWA SIE DZIECKA ZE SWOIM PIERWSZYM I JEDYNYM PARTNEREM CZYLI MOZNA JAK SIE CHCE TYLKO TRZEBA SIE DZIECKIEM INTERESOWAC I TRZYMAC DYCYPLINE BYC KONSEKWENTNYM A NIE WINE ZRZUCAC NA SKAPO UBRANE TANCERKI W TV BO CIALO LUDZKIE TO NIE NOWOSC NADZY SIE RODZIMY

    Odpowiedz
  29. ~Lou

    Dlaczego nie zbierają podpisów pod np. „Pedofil idzie do więzienia, jeżeli skrzywdził dziecko. Pedofil idzie do więzienia, nawet jak jest księdzem, a nie na inną parafię”?

    Odpowiedz
  30. ~Marek

    Ciekawe ile podpisów trzeba by zebrać, aby takie głupie prawa rodem niczym z szariatu, nie narzucano ludziom nie będącymi gorliwymi wyznawcami katolicyzmu. Bo oczywistym jest kto jest inicjatorem, takich praw.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>