O seksie i pieniądzach

 

Znam pewną kobietę. Całkiem dobrze. To fantastyczna babka. Świetny pracownik. Rewelacyjna matka. Serio. Ma w sobie tyle oddania dla dzieci, tyle siły i chęci do pracy i działania z nimi, że często miewam przy niej kompleksy.

Powiedzmy, że ma na imię Zośka.

I tak, Zośka wstaje codziennie już po godzinie piątej, żeby przygotować obiad, wyszykować dzieci, no i zdążyć do pracy. Z pracy wychodzi zazwyczaj po godzinie 16. Potem pędzi po dzieci i wszyscy wracają do domu.

W domu Zocha pomaga dzieciom w lekcjach, sprząta, czyli robi takie oczywiste dla kobiet rzeczy.

To ona opłaca czynsz i rachunki. To ona co miesiąc płaci ratę kredytu hipotecznego. To ona płaci za telefon, net i tv.

Myślicie, że Zośka to taka nowoczesna biznes woman z grubym portfelem? Nie. Zocha pracuje w tym samym zawodzie co ja.

Pewnie się zastanawiacie, czy Zośka jest samotną matką, skoro taka z niej Zosia-Samosia…

Nie. Jest w jej życiu ktoś taki jak MĄŻ. Tak. Szanowny Mąż, Ojciec, Partner jest. Mieszkają razem i w sumie razem wychowują dzieci. I w ogóle w sumie razem żyją.

Tylko ciągle Zocha wszystko robi sama i wszystkie kłopoty finansowe są wiecznie na JEJ głowie. Szanowny Partner w razie problemów bezradnie rozkłada ręce i… I tyle. I na tyle go stać.

Niby ma pracę. Niby powinni się jakoś dzielić obowiązkami, wspierać w problemach itd. No, niby tak, a jednak niezwykle rzadko się to dzieje. Tyle razy widziałam Zochę bliską płaczu albo płaczącą, bo znów z czymś tam musiała sobie poradzić SAMA. Albo miała jakieś kłopoty, a na ramieniu Szanownego Męża nie mogła się wesprzeć. I zwykle chodzi o pieniądze. A Zośka kokosów nie zarabia. A na wszystko musi mieć SAMA. Na wakacje dla dzieci, na prezenty, na nowe dla nich obuwie, nie wspomnę już o tak prozaicznych rzeczach jak jedzenie i tzw. „życie” (wiecie, o jakich wydatkach mówię). I jeszcze czasem trzeba finansowo wesprzeć Szanownego Parntera…

Zapytacie pewnie, to po jaką cholerę jej taki mąż?

Sama sobie zadaję to pytanie.

W końcu Zocha jest samowystarczalna. Mogłaby pogonić mendę i finansowo tylko na tym zyska, bo to ona na wszystko łoży, więc będzie miała, przepraszam za brutalizm, jedną gębę mniej do wyżywienia. 

A jednak z nim jest. Jest z tym mężczyzną na dobre i na (niestety częściej) złe. Wielokrotnie bywali na ostrzu noża i teoretycznie blisko rozstania. Jednak tylko teoretycznie. Jest, moim zdaniem coś, co sprawia, że Zocha nigdy nie porzuci Męża Pasożyta.

Zośka kocha swego Utracjusza. Ona go kocha szczerze i głęboko. Ona go kocha jak cholera, co tu kryć. Łączy ich ogromna namiętność i udany seks. A dobry seks łączy a nie dzieli ;) A ich jest, ponoć, więcej niż dobry. 

I tak, moi drodzy, namiętność spowodowała, że liczy się przede wszystkim więź cielesna (ależ wymyśliłam określenie ;) ), a resztę się wybacza. I tak, Zośka cierpi, płacze, ale wybacza, bo… co w dzień zepsujesz, w nocy możesz naprawić ;)

A Wam, moi drodzy, czy kiedyś super seks przesłonił wszystko inne?

:)

57 myśli nt. „O seksie i pieniądzach

    1. ~pepe

      Biedne kobiety, tak narzekacie na facetow, ze tacy paskudni ,darmozjady, leniwce i chwasty, to jaki macie problem, rozkladajcie nogi przed kobietami i same sie zaplodniajcie, wystarczy Was pozbawic prawa do alimentow i wtedy inaczej bedziecie spiewaly, a poki co szparka, prawo do alimentow , oraz to ,ze zazwyczaj dzieci zostaja z Wami ,bo tak sady decyduja, daja WAM PRAWO DO JAZDY NA FACETACH?
      ciekawy jestem co wyrosnie z tych dzieciakow wychowywanych bez ojca przy obecnosci co najmniej kilkunastu wujkow, chcialyscie rownouprawnienia a teraz narzekacie, a po drugie dlaczego nie zrezygnujecie z przywilejow?

      Odpowiedz
  1. erika.red

    Bardzo mi żal tej kobiety, że musi się użerać z takim pasożytem.
    A może myli miłość z pożądaniem? Moim zdaniem choćby nie wiem jak sex byłby dobry to trwa krótko i daje pozorne poczucie szczęścia a życie codzienne i zmaganie z nim daje nieźle w kość i nie zrekompensuje tego nawet sex.
    Niestety sama muszę się przyznać, że raz sex przesłonił mi oczy. Skończyło się to źle dla mnie nie dla niego ale na błędach się uczę całe szczęście.
    Pozdrawiam:)

    Odpowiedz
    1. ~Baba Jaga

      Zazwyczaj takie teksty przyjaciółek są zwykłą zawiscia. Zazdroszczą męża,oraz wszystkiego co takiej przyjaciółce brakuje . One wiedzą co i jak naprawić . W tym wypadu natychmiast przegrane męża przyjaciółki i do swego łona przytuli.

      Odpowiedz
  2. okruszek

    Nie ma ludzi niezastąpionych, facetów tym bardziej. Może znalazłaby innego, który bardziej by ją zaspokajał w alkowie, a i więcej w domu pomógł? Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana ;)
    Pozdrawiam ;)

    Odpowiedz
  3. ~Mona Lisa

    Teraz się zamyśliłam głęboko i doszłam do wniosku, że seks mi rozumu nigdy nie odebrał. Coś nie tak z moim seksem, czy rozumem ;-) ? A tak poważnie, u mnie miłość-przyjaźń-seks stanowią tak nierozerwalny konglomerat, że we wszystkich tych dziedzinach musi grać, abym mogła być z kimś szczęśliwa. I być z nim w ogóle :-) . Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Taki konglomerat to dobra rzecz :)
      Mnie też seks nigdy rozumu nie odebrał, choć czasem AŻ ZA TAKIM SEKSEM tęsknię; musi być niesamowity ;)

      Odpowiedz
  4. LuzneGadki

    O! To lubie! Nowy post i znow jest co poczytac :) A nawiazujac do tematu to wstyd mi za takich beznadziejnych facetow, ktorzy bez skrupolow wykorzystuja uczucia swoich zon i za to jeszcze dostaja super seks. Zycie jest niesprawiedliwe… ale ameryki nie odkrylem :) Pozdrawiam

    Odpowiedz
  5. ~alicja

    Tak na zdrowy rozum, to facet musi być w tym seksie nieziemski i aż boję się pomyśleć, co on takiego z nią wyrabia każdej nocy, że ona potulnie znosi każdy dzień ;) :D

    Odpowiedz
  6. ~Makusia

    Witam :) że też ta kobieta to w ogóle może potem patrzeć na takiego nieroba. A na dodatek to podziwiam ją, że ona w ogóle ma jeszcze na seks siłę.. po takiej harówie. Wg mnie on jeszcze pod tym względem ją wykorzystuje… ma darmową służbę, kochankę, kucharkę.. czegoż chcieć więcej..

    Odpowiedz
  7. ~Barbara

    Żaden facet ani najlepszy seks nie jest wart tego co przeżywa za dnia owa Zośka. Noce skończą się bardzo szybko,jak wszystko co lubimy i pozostanie niesmak i wielka pustka. Powinna przegonic trutnia na cztery wiatry,bo on po prostu wykorzystuje ją i jej słabość.

    Odpowiedz
  8. ~Kasia

    Moim zdaniem, to nie możliwe. Aby seks był fantastyczny to musi być jeszcze choć odrobina tego czegoś. Gdyby facet naprawdę w ciągu dnia zachowywał się jak palant, to nie wieże że wieczorem ta laska patrzyłaby na niego z pożądaniem i w ogóle miała ochotę na sex.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Obawiam się, że to jak najbardziej możliwe. Zośka jest tego najlepszym przykładem :) Narzeka na męża i narzeka, płacze i płacze, a potem się okazuje, że w wakacje codziennie uprawiali upajający seks i było bosko ;) Niemożliwe stało się możliwe…

      Odpowiedz
      1. ~Żona

        A co w tym złego?:))) Od tego są wakacje, żeby z mężem seks uprawiać codziennie. Widocznie Zocha kocha nie za coś, ale mimo wszystko. Mąż prawdopodobnie też ją kocha, inaczej nie mieliby tak ognistego seksu. Jedynie Zośka nie powinna narzekać, jeśli nie jest w stanie męża zmienić ani porzucić. Może w ogólnym rozrachunku jest szczęśliwa, a zła na męża tylko bywa i fatalne życie, które prowadzi, jest fatalne tylko w oczach jej koleżanek?
        Chyba, że małżonek ów jest koleżankom znany osobiście i rzeczywiście jest palantem w każdej dziedzinie:)))) Wtedy jestem za, że trzeba Zosi oczy otworzyć :))) Pozdrawiam

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Jasne, że nic w tym złego :) Wręcz przeciwnie :)
          Czy ów małżonek jest totalnym palantem, wie jedynie Zocha. My wiemy to, o czym ona nam mówi, więc pewnie to tylko część prawdy. Przypuszczam, że duża część. Z jej opowieści wyłania się, delikatnie mówiąc, nieciekawy obraz nieciekawego mężczyzny. I, co ciekawe, Zośka zdaje sobie sprawę z tego, jaki jest jest mąż. Moim zdaniem kocha go zdecydowanie mimo wszystko i boi się go zostawić.
          Ponoć wszyscy powinniśmy kochać mimo wszystko a nie za coś, ale myślę, że to MIMO WSZYSTKO nie powinno być przesadzone. Ja bym na miejscu Zochy nie wytrzymała :)
          Pozdrawiam :)

          Odpowiedz
          1. ~Żona

            Jak widać niezbadane są ścieżki przeznaczenia ;) :) Ale kiedy tak patrzę na małżonków koleżanek, to żaden nie nadaje się do wytrzymania na dłużej. Włącznie z moim :) :) :) Jednak wszystko jakoś trzyma się i to bardzo długo (wszyscy mamy już ok. 35 lat stażu małżeńskiego). Oczywiście nie mam tu na myśli patologicznych zachowań, ale zwyczajne życie. Trzeba pogodzić się, że oni naprawdę są z Marsa :))))) Pozdrawiam serdecznie.

          2. ~Inka

            Do żony.A ja myślę,że to jednak strach przed życiem w pojedynkę,że kobieta która ma faceta – męża ma wyższy status spoleczny w naszej mentalności.A i lepiej tkwić w czymś znanym,niż podjąć ryzyko ,bo a może nikt się już nie trafi.Czy nie mam chociaż trochę racji.

  9. ~bhsng

    Super seksu nie było. Ja głupia kochałam. Tak jak ta Zocha. I reakcje otoczenia, że mąż taki biedny, niezaradny, no TY to MUSISZ wszystko ogarnąć, bo on bez ciebie zginie… Kilka razy wyciął taki numer, że nie wiem jakim cudem udawało mi się odbić od dna (no bo on nie wiedział, nie przewidział, nie zastanowił się…). Kilka lat temu zaczęło mi się przejaśniać: a w imię czego? Bo kocham? Kogo? Wieczne dziecko, które było na tyle sprytne, że wie jak na mnie pasożytować? No i minęło uczucie wraz ze świadomością tego co się dzieje w moim życiu. Wraz z pewną rozmową. On: gdybyś odeszła, to nie wiem jakbym sobie poradził. Ja: gdybym odeszła, miałabym mniej rzeczy do zrobienia. Wytrzeszczył oczy ze zdziwienia, a potem tylko stwierdził: w sumie racja. Jesteśmy w trakcie czynności rozwodowych. Najbardziej przeżywa on. Przecież jemu było dobrze, po co to psuć? Do mnie dotarło, że nie jest dobrze. A w wypadku Zochy może to nie seks, bo to śmieszne jest, raczej to głupie myślenie, że dzieci potrzebują ojca (jakby po rozwodzie miałby umrzeć) i co rodzina powie.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Zocha kocha swojego męża, jestem tego pewna, szalenie go pożąda… myślę też, że boi się być sama. A i dzieciom go nie chce odebrać. I tak ziarnko do ziarnka… efekt jest taki, jaki jest, czyli Zocha ma ciężkie życie.
      Do pewnych radykalnych kroków potrzeba nie lada odwagi życiowej. Nie każdy ją ma…

      Odpowiedz
  10. ~kpt.

    Sorki dziewczyny ale co Wy pi……cie. Po co wyznajecie zasadę „choćby bił, choćby pił aby był”. Gońcie nierobów i tyle ………….

    Odpowiedz
  11. ~Iwik

    Nie ma tak dobrego seksu, żeby nie mogło być lepszego. Myślę, że Zocha po prostu naprawdę kocha swojego męża, nie za seks, tylko tak po prostu. Poza tym mało prawdopodobne, żeby taki dupek byl dobry w łóżku na dłuższą metę :)

    Odpowiedz
  12. ~blubell

    I to mnie przeraża. Wiem, że są kobiety, które nawet gdy życie codzienne to jedna gehenna, to ta upojna chwila zasłania zdrowy rozsądek. Ale to wyłącznie ich wybór. Ja się nie umartwiałam. Wyrwałam chwasta :)
    Fajnie piszesz, będę zaglądać. I zapraszam do siebie http://blubell.blog.pl/

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Nie ma nic złego w dobrym seksie :) Wręcz przeciwnie :)
      Sprowadzanie faceta do funkcji bankomatu jest za to, moim zdaniem, nie tyle perwersyjne co świńskie :)

      Odpowiedz
  13. ~WANDA

    przepraszam wszystkich ale wątpię żeby o sex chodziło jestem 3 lata po rozwodzie ,myślałam o tym 10 lat ale niestety dopiero jak dzieci odrosły i mi pomogły odejść dając wsparcie psychiczne i kąt udało mi się odejść .Powodem był zwykły strach ponieważ obecny ex straszył mnie że zrobi wszystko żeby mi odebrać dzieci jak go zostawię nie mając pomocy z zewnątrz po prostu się bałam ,Nawet nie wyobrażacie sobie jak jedna osoba może dominować nad drugą ,owinąć sobie w koło palca i zastraszyć ,poniżając stosując nawet przemoc psychiczną .Obecnie jest super ale wspomnienia są najgorsze świadomość że nie cofnę czasu .Możecie powiedzieć ale ona słaba psychicznie, że tak się dała sama nie wiem dlaczego tak pozwoliłam sobą pomiatać nikt nie ma prawa traktować drugiej osoby i wykorzystywać jej dobroci .W chwili obecnej jestem ciągle sama bo jak pomyślę jak miałam to nie chcę drugi raz takiego czegoś przechodzić.Z czego mogę się pochwalić to fakt iż dopięłam swego i udowodniłam byłemu, że był złym mężem ponieważ wygrałam sprawę w sądzie za znęcanie ,ale czy to mi zwróci poczucie własnej wartości którą on mi odebrał no może kiedyś bo na razie jest ciężko .

    Odpowiedz
  14. ~sloneczko010981

    Udany seks w związku musi być, aby ten związek też był udany, bo jak inaczej? Chyba, że umawiamy się na biały związek, to co innego. Ale i równość także jest ważna czyli równouprawnienie, no bo jak to jedno zasuwa, a drugie nic nie wnosi. Wydaje mi się to niczego i nie zgodziłabym się na taki podział ról. Ciekawy wpis. Zapraszam również do siebie.

    Odpowiedz
  15. ~pinia

    Skad wiadomo jaki ten maz jest i jaki seks z nim tak naprawde?
    Moze Zocha dorabia ideologie na uzytek innych zeby zaslonic swoj kiepski wybor zyciowy?

    Odpowiedz
    1. ~atena.s

      zgadzam się, może ta Zośka po prostu szuka w nim czegoś dobrego i sobie wymyśliła dobra wymówkę dla pytających o sens istnienia jej związku, nikt przecież prześcieradłem u nich nie jest, ale…może być dobry w łóżku czemu nie, jeśli jej to wystarcza

      Odpowiedz
  16. ~wiola

    Moim zdaniem nawet fantastyczny seks nie rekompensuje braku prawdziwego partnerstwa.A Zoska przedkladajac sypialnie nad rozsadek krzywdzi siebie i dzieci ,Nie daj Boże jej syn kiedys przejmie wzorzec ze swojego rodzinnego domu i na jej synową zrzuci cały cieżar utrzymania domu.W ten sposób może kiedyś wyrosnąć kolejny pasożyt w przypadku syna lub kolejna niewolnica jeśli jej potencjalna córka bedzie brała przykład z mamy.
    Nie chce być wulgarna i słowo którego teraz niecenzuralnie użyję ma tylko podkreślić moc mojego przekazu ale kobietą i matką nie może rządzić dupa albo wagina jak kto woli. jeśli jej zwiazek sprowadza się w satysfakcji z dymania to sory Ale nie rozumiem

    Odpowiedz
  17. ~on 30

    Wiecie co drogie Panie?
    Trafiłem tu zupełnie przypadkiem. Czytam i nie wierze!
    Jak to się robi? Żeby kobieta chciała seksu tkwiąc w czymś takim?
    Nie jestem jak jej mąż. A seksu jak na lekarstwo…
    Więc co, mam stać się leserem? Wtedy będzie seks?
    Oszaleje, jestem z kobietą 8 lat. Oświadczyłem się jej niedawno, ale seks jest tylko w weekend i to przy dobrych wiatrach. Normalne jest, że przez 2-3 tygodnie nie ma nic…
    Nie potrafie tak, próbowałem rozmawiać, pytać czy coś nie tak. Bez rezultatów.
    Jak ja nie pocisne tematu, seksu nie ma. Zero podrywu, nęcenia, zaczepiania z jej strony. Totalne zero.
    Seks to weekend po alkoholu. Buzi buzi jak 16 latkowie, 10 minut i po temacie…
    Otwiera się jakoś te wrota czy ten typ tak ma i szukać innej?
    A moze ja bym chciał za dużo?
    Zeby kobieta czasem strojem skusiła? Bielizną? Zeby sama zaczepiła?
    To tylko moje wyimaginowane wyobrażenia a zarazem marzenia, czy ktoś jednak tak ma, i cieszy się życiem ?

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Myślę, że nie chcesz zbyt wiele :)
      Odpowiedzi widzę dwie:
      Albo ten typ tak ma, czyli Twoja kobieta nie ma po prostu zbyt wielkich potrzeb. To się zdarza, nie każdy potrzebuje tyle samo seksu co ktoś inny.
      Albo jej nie podniecasz na tyle, żeby chciała Cie zaczepiać ;) Znam to z doświadczenia: jak mężczyzna nie wydaje się kobiecie odpowiednio podniecający, to się z nim nie chce za często uprawiać seksu.
      Może być też tak, że ona po prostu nie potrafi przejąć inicjatywy, no ale tu w jakichś sposób wracamy do punktu pierwszego.
      Skoro piszesz, że macie seks w sobotę po alkoholu, to może oznaczać, że ona nabiera odwagi dopiero po różnych trunkach. A więc być może w grę wchodzą jakieś zahamowania?
      Jak Ci to bardzo przeszkadza, to szukaj innej. Seks jest w związku niezwykle ważny. Ale najpierw pogadaj z nią :)
      Oczywiście, nie jestem psychoterapeutą ani seksuologiem tylko zwyczajną wredną babą, więc nie wiem, czy mój tok myślenia jest słuszny :)

      Odpowiedz
  18. ~Zbyszek

    Przez kilka lat byłem w związku, gdzie moja partnerka zarabiała około dziesięciokrotnie więcej ode mnie, bo ja pracowałem na etacie, a ona prowadziła własną firmę – czy to znaczy, że ja także byłem nieudacznym palantem? Ona, chyba tego tak nie postrzegała…

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Zocha nie twierdzi, że jej mąż jest palantem, bo zarabia mniej. On po prostu nie chce z siebie za dużo dawać, nie tylko w życiu zawodowym, ale w życiu w ogóle.

      Odpowiedz
  19. ~mujer

    A ja Zochę rozumiem. Sama trafiłam na życiowego nieudacznika. Kiedy go poznałam kilka lat temu, wydawał się prawie ideałem – niesamowicie czuły (nie znam innego faceta, który byłby taką przylepą), inteligentny, mądry, wykształcony (3 kierunki), w przeszłości prezes kilku dużych firm, poza tym, facet do rany przyłóż! Zakochałam się w nim do szaleństwa. Z czasem okazało się, że ma też mnóstwo wad – jest wiecznym chłopcem, nie należy do zbyt odpowiedzialnych osób, nie można na niego liczyć w żadnej sytuacji, ma głowę w chmurach, jest potwornym bałaganiarzem, a jego życie to pasmo następujących po sobie porażek, w tym niekończących się długów z nieudanych biznesów. Coraz częściej pojawia się myśl, że nie chcę, żeby i moje życie stało się porażką. Ale już wpadłam jak śliwka w kompot. Nie jesteśmy małżeństwem, nie mamy dzieci, więc wystarczyłoby zwykłe „żegnaj” i każde idzie w swoją stronę. A jednak nie potrafię! Wściekam się na siebie i na niego, narzekam, czasem mu zrobię awanturę, że mam już tego wszystkiego dość i nie chcę tak żyć. I co? Wystarczy, że podejdzie do mnie, przesunie dłonią wzdłuż ręki do ramienia, pochyli się, położy swoje usta na moich i koniec, jestem rozłożona na łopatki. I już nie myślę o niczym innym, tylko o tym, żeby się z nim kochać. Patrząc na to racjonalnie już dawno nie powinniśmy być razem, ale na polu emocjonalno-seksualnym jest między nami niesamowite przyciąganie. Bo tak, kocham go i pożądam, do tego stopnia, że ledwie mnie dotknie albo tylko popatrzy na mnie, a ja już czuję dreszcz podniecenia. Uwielbiam, kiedy mnie przytula, całuje w czoło albo po dłoniach, bo to daje mi poczucie bezpieczeństwa, którego – paradoksalnie – nie mam przy nim na co dzień. Nie wiem, do czego mnie to doprowadzi, bo zdaję sobie sprawę, że jestem niewolnicą własnych uczuć, i nie potrafię (przynajmniej narazie) z tego zrezygnować.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Rzeczywiście, historia bardzo podobna do losów Zośki.
      Ja bym uważała na Twoim miejscu, bo seks nie może nam przesłaniać racjonalnego podejścia do rzeczywistości.

      Odpowiedz
  20. ~Luiza

    Ech, oni się po prostu uzupełniają, ona jest „dawcą”, on „biorcą”, przynajmniej jeśli chodzi o sprawy życiowe. Są różne układy, może ona ma dużo większy „napęd życiowy” niż on. Jeśli się w seksie odnajdują, to pewnie ta relacja jest dla nich ok. Mnie też czasem mąż wkurzy i muszę się wygadać do koleżanek, no i gdyby ten obraz męża upublicznić to nie byłoby wesoło… Chociaż on akurat ma inne wady. Każdy człowiek ma wady.

    Odpowiedz
  21. ~Ruda

    Mi nieziemski seks przeslonil wszystko… Pedzilismy na leb, na szyje na ogromnym roller coaster po to, zeby na dole roztrzaskac sie z hukiem. I mimo, ze udalo mi sie wyskoczyc tuz przed koncem, bardzo sie potluklismy…oboje. Mimo, ze od tamtej pory minelo juz kilka lat i jestem w udanym zwiazku, to nocy z tamtym mezczyzna nie zapomne nigdy i mysle o nim kazdego dnia…i pomimo zgliszczy, ktore ten szalony romans pozostawil na roznych plaszczyznach zycia nie zaluje ani jednej chwili… ale dziekuje tez Bogu, ze tylko poczucie dumy i wlasnej wartosci uchronilo mnie przed zostaniem Zosia.
    Sila namietnosci jest ogromna… i to nie zaleznie od wieku i doswiadczen zyciowych. Bo ja tamego mezczyznw spotkalam bedac juz po rozwodzie i bardzo dawno temu skonczylam 20 lat…

    Odpowiedz
  22. ~qwe

    nie wiem czy masz jakiekolwiek prawo do tego aby oceniac ze tylko seks ich łączy i nie wiem czy kolezanka byłaby zadowolona po przeczytaniu tego co wg ciebie jest prawdą a sprawa w rzeczywistości wygląda całkiem inaczej niz ją opisałaś…

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Piszę anonimowo i o anonimowych bohaterach.
      Nie nazwałabym swoich wniosków oceną, tylko po prostu wnioskami. Owszem, mogę się mylić. A może nie mylę się wcale… Któż to wie? ;)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>