To właśnie miłość

 

Nie wyobrażam sobie Świąt bez filmu „To właśnie miłość”. Oglądam go co roku, jak szanowna tv go nada, a jeszcze się nie zdarzyło, żeby któraś stacja się nie skusiła i go nie wyemitowała. Tak, tak, wiem. Mogę go przecież obejrzeć w każdej chwili w necie. Ale to nie to samo, uwierzcie mi. Przyjemność obcowania z tym filmem polega między innymi na tym, że oglądam go w moim starym telewizorze.

Co takiego urzeka mnie w owym obrazie? 

Uniwersalne przesłanie, że miłość ma ogromną moc. Przekonanie, że kiedy kochasz, możesz wiele. Może nawet wszystko? No i kiedy kochasz, powiedz to. Nie kryj się z uczuciami.

Oprócz tego cudowne jest zgrabne przemieszanie dramatu z komedią. Mamy tu kilka wątków. Z jednych się śmiejemy, inne nas wzruszają bądź nawet smucą. A wszystko „wtopione” w przedświąteczną londyńską atmosferę.

Daniel własnie stracił żonę. Szykuje się do pogrzebu. Wkrótce będzie musiał pomóc swemu szaleńczo zakochanemu pasierbowi. W tym samym czasie Juliet i Peter biorą ślub. Ceremonię filmuje zakochany w Juliet przyjaciel Petera. Jamie nakrywa żonę na zdradzie. Harry’ego podrywa atrakcyjna sekretarka. Nieszczęśliwy i samotny Colin postanawia szukać kobiety swego życia w Stanach Zjednoczonych. Sarah od dwóch lat kocha się w Carlu i nie wie, jak wyznać mu swe uczucia i powalczyć o wzajemność. Dublerzy nagich ciał znanych aktorów Judy i John poznają się na planie jednego z filmów i zakochują w sobie. Nowo wybranemu premierowi Wielkiej Brytanii wpada w oko apetyczna asystentka…

A w tym wszystkim podstarzały rockandrollowiec Bill próbuje wskrzesić swoją dawną świetność nagrywa cover znanego przeboju. Scena, w której ciągle myli jedno słowo i nie jest w stanie nagrać poprawnej wersji, to, moim zdaniem, majstersztyk.



Każdy z bohaterów filmu kocha, kochał, zamierza kochać. Miłość jest wszędzie. 

Śmiejemy się, kiedy Colin mówi o sobie, że jest bogiem seksu, a dostaje kosza od każdej napotkanej dziewczyny. Wzruszamy, kiedy widzimy, jak zona Harry’ego odkrywa jego niewierność. Denerwujemy się, kiedy Sarah zamiast uprawiać ognisty seks z przystojnym Carlem, rozmawia przez telefon ze swoim upośledzonym bratem. Denerwuje nas to, bo Sarah ma prawo ułożyć sobie życie, ale tego nie robi… Współczujemy Markowi, bo wiemy, że Juliet kocha swego męża i Mark jest dla niej jedynie miłym znajomym. Żal nam Daniela, ale radość wzbudza w nas historia Sama, która i pogrążonego w żałobie Daniela przywraca do życia.

Fantastycznie dobrani aktorzy. Nie wiem, kto inny mógłby zagrać podstarzałego piosenkarza. Bill Nighy jest świetny. Colin Firth jako zdradzany pisarz – strzał w dziesiątkę. Emma Thompson odkrywająca naszyjnik dla swoje rywalki – cudo. Po angielsku uroczy, ale i „sztywny” Hugh Grant jako premier – bomba. Alan Rickman – dojrzały, przystojny, ulegający czarowi sekretarki – extra.

Kreacje aktorskie to zdecydowanie mocna strona tego obrazu.

Mnie w tym roku te historie jakoś wyjątkowo wzruszyły. Chyba pozazdrościłam niektórym bohaterom ich szczęścia :) Oczywiście, niektóre z tych opowiastek trącają o naiwność i nieprawdopodobieństwo, ale to nie szkodzi, bo dzięki temu chyba równoważą akcenty dramatyczne i smutne, obecne w filmie. Wiadomo, że angielski premier nie pozwoli sobie na pewne teksty czy zachowania tak jak Hugh Grant odgrywający jego rolę, a jednak kibicujemy czarującemu szefowi rządu i bardzo nam, jako premier, pasuje. No i ta scena z tańcem…



Kto jeszcze filmu nie obejrzał, polecam gorąco :)

11 myśli nt. „To właśnie miłość

  1. ~Katipe

    Co prawda w tym roku tego filmu jeszcze nie widziałam, ale ogólnie to jedna z kilku pozycji, którą widziałam kilka razy!
    Moja ulubiona scena to chyba odegranie ‚All you need is love’ na koniec ślubu. A najlepsze że poznałam kiedyś chłopaka, który chciał taki prezent sprawić swojej byłej dziewczynie na ślubie ;) choć chyba ostatecznie tego nie zrobił.

    Odpowiedz
  2. ~alicja

    Uwielbiam ten film i to tak bardzo, że oglądam go nie tylko w święta, ale też wtedy gdy zwyczajnie mam gorszy nastrój i potrzebuję chwili wytchnienia, nadziei i śmiechu . Przecież zawsze możemy zrobić sobie gwiazdkę :D

    Odpowiedz
  3. ~Kara

    Wesołego po Świętach :D
    Jakiś czas nie zaglądałam i dziś normalnie utonęłam,tyle zaległości mi się nazbierało ,że nie wiem co czytać :D
    Filmu nie widziałam jeszcze- ale dlaczego,to nie wiem.
    Coś mi się rzuciło w oczy o depresji świątecznej-znam toto z widzenia,czasem sobie machamy.
    A przy okazji spraw zawodowych mam pytanko-bo nie wiem jak reagować na wychowawczynię mojego dziecka.Jest to nauczanie wczesnoszkolne.Ostatnio „modne” stało się wyzywanie kolegów i koleżanek od pedałów,lesbij i tym podobne cudeńka.Natomiast reakcja wychowawczyni na nasze skargi jest „ale Pani syn/córka święte też nie jest”.Masz może jakiś pomysł załatwienia tego?
    NO i w ten sposób z kilku wątków zrobiłam bigos,wybacz.
    Postanowienie noworoczne-systematyczne czytanie :D

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Hej,

      Również Wesołego po Świętach :) Fajnie, że znów wpadłaś :)

      jeśli chodzi o wyzwiska: warto spotkać się z wychowawcą i dogłębniej zbadać sprawę. Spytać, grzecznie oczywiście, bo nauczyciele nie lubią, jak się im mówi, co mają robić ;) , czy wyciąga się konsekwencje, jeśli dzieci sobie dokuczają. Poprosić o zorganizowanie zajęć (ze szkolnym pedagogiem, psychologiem?) na temat szkodliwości takiego zachowania. Pamiętaj, że wyzwiska to odmiana przemocy, i należy z tym walczyć.
      Jeśli, jak mówi wychowawczyni, i Twoje dziecko święte nie jest, czyli bierze w tym udział, trzeba z nim na ten temat porozmawiać; umówić się z wychowawcą, żeby dawała znać (np w dzienniczku), jeśli Twoje dziecko np wyzywa inne, bo wtedy Ty jako rodzic możesz zadziałać w domu i np sama wyciągnąć konsekwencje, dając dziecku do zrozumienia, że nie akceptujesz jego zachowania. Masz święte prawo być informowana o zachowaniu swojego dziecka.
      Pamiętaj jednak, że czasem nauczyciel bywa bezsilny. Niewiele ma narzędzi. A niektórzy rodzice mają w nosie, czy ich dziecko wyzywa inne czy nie. Bez współdziałania rodziców i szkoły niewiele wyniknie. Dlatego ze szkołą warto współpracować, a jak staje okoniem, wypada jej o tej współpracy przypomnieć.

      W najgorszym razie (bo, nie ukrywam, jako nauczyciel tego nie lubię i działam tak, by do tego nie doprowadzać), jeśli zjawisko się nasili, trzeba zebrać kilkoro rodziców i wtedy, jak to się mówi, iść całą kupą. Masa ma zwykle większą moc aniżeli pojedyncza jednostka :)

      POZDRAWIAM NOWOROCZNIE :)

      Odpowiedz
      1. ~Kara

        I właśnie tak myślimy z rodzicami innymi o masówce,może nawet z panią dyrektor.Bo nie ubliżając nauczycielom,nasza pani wychowawczyni nie reaguje.Tu jest tak,że nawet jeśli dzieci same reagują( np idą do pani że ktoś silniejszy bije czy wyzywa kogoś) to słyszy-przestań skarżyć.To przypomina wiesz taką postawę „nic nie widziałem,nic nie słyszałem i dobrze mi z tym”Kiedyś zauważyłam że jedno z dzieci jest bardzo lekko ubrane mimo że zima była,śnieg i poniżej zera.Zapytałam wychowawczynie czy może ta rodzina nie potrzebuje jakieś pomocy,ja mogłabym popytać między znajomymi o ubrania.Wychowawczyni tylko mi powiedziała,że ona o tych sprawach mówić nie lubi.Poszłam do pedagog,przytaszczyłam 4 takie duże reklamówki ciuchów.
        Z jednej strony jako rodzic chciałabym dziecko uchronić przed przemocą(fizyczną i też psychiczną) a z drugiej wolałabym żeby poradziło sobie samo.
        A swoją drogą,podziwiam Cię.Nauczanie to bardzo niewdzięczna praca i odpowiedzialna.Zabrać takie tsunami na jakieś wyjścia czy wycieczki to ekstremalne doświadczenie.
        Do Siego Roku :)

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Cóż, nauczyciele bywają różni. Zdarzają się tacy, którym się niewiele chce :(
          Działajcie :) Czasem nauczycielem trzeba potrząsnąć? Niestety.

          Odpowiedz
  4. ~Makusia

    Witam :), ja wprawdzie troszkę z małym opóźnieniem, ale załapię się jeszcze na życzenia Noworoczne. Co do wspomnianego filmu.. to chyba jestem mega mega zacofana :P, bo jeszcze w życiu nie oglądałam , może się jeszcze skuszę :). Dla mnie świąt nie ma.. bez Kevina oczywiście :), w tym roku nie oglądnęłam :( hi hii :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>