Pierwsza rocznica, pierwsze podsumowania

 

Jutro minie dokładnie rok, odkąd zaczęłam prowadzić swój blog. Cieszę się, że mogę tu pisać, gdyż pisanie to dla mnie frajda :)

Swoja przygodę z blogiem zaczęłam od zrobienia, po raz pierwszy w życiu, noworocznych postanowień. Czas na podsumowanie – co udało się zrealizować?

Zanim zacznę, posłuchajcie kawałka, który mnie powala na kolana zawsze, kiedy oglądam pewien film. Pisałam już o nim kiedyś. Ta muzyka wprawi Was w odpowiedni nastrój. Ja odpływam, kiedy tego słucham (a film, z którego melodia pochodzi i który dobrze znam, obejrzałam w te Święta dwa razy – raz za razem, takie jest cudowny).

W zeszłym roku bardzo źle czułam się w swojej pracy. Przestała mi sprawiać satysfakcję. Postanowiłam więc, że albo ją zmienię na inną, albo wpłynę na nią „od wewnątrz” tak, by znów poczuć się dobrze.

To się udało. Jestem w pierwszej lidze i znów fajnie jest… uczyć. Odbyło się to sporym kosztem, ale liczę, że było warto :) Ze mną jest tak, że więdnę, jeśli się nie dostrzega tego, co robię. Potrzebuję marchewki. Kij źle na mnie działa. Nie umiem działać w szarości, nicości, przeciętniactwie. Muszę być lepsza. Ale nie na siłę. Ja po prostu mam talent w tym, co robię ;) Cha, cha, to brzmi nieskromnie, wiem, ale własną wartość trzeba znać :) Jednak przekonanie, że swoją pracę wykonuję naprawdę dobrze, mi nie wystarcza. Mam zwyczaj przeglądać się w oczach innych. Potrzebuję więc, by moją wartość dostrzegł ktoś jeszcze. Docenił, uszanował, wyróżnił. Ciekawe, co by na to powiedział jakiś psycholog? To  nie jest tak, że jak nikt niczego nie widzi czy nie docenia, to pracuję źle. Oczywiście, że nie. Jednak, by poczuć spełnienie, totalna satysfakcję, ta pozytywna reakcja drugiej strony jest mi niezwykle potrzebna :)

Moje drugie postanowienie dotyczyło życia osobistego. Żeby zaczęło wreszcie wyglądać tak, jak tego pragnę i za czym tęsknię… I to, niestety, nie udało się :( Wkrótce zacznę nowy rozdział w swoim życiu – sama. Bez człowieka, który miał być moją drugą połówką. Cóż, tak bywa. Rozstania są wpisane w nasze życie. Już się z tym oswoiłam. Liczę, że nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre :)

Przy okazji rozmyślań nad własnym życie, kalkulowaniem, co warto, co powinnam, co należy, doszłam do wniosku, że mimo wszystko lepiej działać, ryzykować, podejmować odważne decyzje, nawet jeśli okażą się nietrafione. Lepiej zrobić, niż żałować, że się nie zrobiło :)

Podejmowanie różnorakich decyzji wiąże się też z tym, że niekiedy się ich później żałuje. Ja obecnie też właśnie jestem na etapie, kiedy sobie myślę: ach, mogłam zadziałać szybciej… tego czy tamtego mogłam nie zrobić… może byłoby lepiej? To chyba jednak, jak podpowiada mi życie, chwilowe. Nie ma co wylewać łez, nie ma co się zamartwiać… Każda decyzja może w efekcie doprowadzić do czegoś dobrego. Trzeba próbować. Błądzić jest rzeczą ludzką.

Gdzieś tam w środku kryje się we mnie drobinka ekscytacji. Tak jakbym nie mogła się doczekać tego nowego rozdziału… bo może, w efekcie tej bolesnej decyzji, odnajdę wreszcie szczęście?

I tego życzę Wam w Nowym Roku – SZCZĘŚCIA :)

P.S. Jakby nie spojrzeć, 50% noworocznych postanowień udało mi się spełnić :) To dużo czy mało? Na następny rok zrobię kolejne.

13 myśli nt. „Pierwsza rocznica, pierwsze podsumowania

  1. ~Makusia

    Gratuluję rocznicy :), co do postanowień tych spełnionych i jeszcze nie spełnionych także gratuluję :). Osobiście nie robię sobie postanowień, bo wiem, że to na mnie nie działa. Muszę robić rzeczy tu i teraz, wtedy mam szansę na powodzenie. Co do Twoich przemyśleń to też jestem takim typem, co lubi czuć się docenionym, jak jego praca jest chwalona. Myślę, że każdy z nas zresztą lubi być chwalonym. Także i mnie nie kijem, lecz marchewką :). I dużo racji jest w tym co piszesz, że trzeba być odważnym i nie bać się ryzyka. Przyznam miałam taką sytuację w tym roku, poszłam na żywioł.. i był sukces :) i pomyśleć, że nie wierzyłam we własne możliwości.. kurczę nie wolno się poddawać !!!!

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2015 życzę :)

    Odpowiedz
  2. ~Mona Lisa

    Hej, Ruda :-) . Myślę, że 50% to całkiem sporo biorąc pod uwagę statystyki realizowanych noworocznych postanowień. Gratuluję rocznicy – mój rok pisania bloga minie wkrótce, w styczniu, chociaż musiałam niedawno zmienić jego adres (załączam w polu strona z nadzieją, że nadal będziesz mnie odwiedzać :-) ).

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Niech ten nowy rozdział w Twoim życiu będzie ciekawy, inspirujący i szczęśliwy! Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  3. ~Kara

    Sto lat,sto lat niech żyje,żyje nam !!!!!!!!!!!-to tak pod ten roczek :))))
    Gratulacje z okazji 50% :DDD Super.
    Najważniejsze to być zadowolonym z siebie i swoich dokonań.
    Ja raczej postanowień nie robię bo i tak o nich potem nie pamiętam :D
    Na mnie kij też nie działa,a wręcz odwrotnie-jak ktoś mnie kijem straszy to się stawiam okoniem.
    Ze swojej strony cieszę się że ten rok się kończy bo był okropny.Szkoda tylko że niektóre problemy w tym nowym także się pojawią.
    Ale byle do przodu :D Podobno przy odpowiedniej prędkości i burze można wyprzedzić :D
    Wszystkiego co Naj w Nowym Roku :D

    Odpowiedz
  4. ~katipe

    Gratuluje pierwszej rocznicy! Też myślę, że 50% realizacji postanowień to dużo, ja chyba nigdy takiego wyniku nie osiągnęłam ;) i dobrze rozumiem tę marchewkę, też tak mam od zawsze że docenianie mnie mnie motywuje do dalszej pracy. Wiąże się z tym nawet pewna ciekawa historia :D parę lat temu zostałam w pracy wyróżniona specjalną nagrodą od Zarządu. Prezes wyczytał moje nazwisko przy ponad 200 pracownikach, wyszłam na scenę, a on postanowił dopowiedzieć już od siebie, za co ta nagroda. A że mówca z niego żaden, to zaciął się i zabrakło mu słów. Ja stałam, czerwona już jak burak, a on próbował wydusić z siebie słowa. To była jakaś masakra :D ludzie dookoła mu podpowiadali a on stał i sie jąkał :D

    Odpowiedz
  5. ~luznegadki

    Znam taka jedna, ktora ma podobnie jak Ty, tzn. we wszystkim musi byc najlepsza – nawet w tym o czym nie ma pojecia. Np. w prowadzeniu samochodu choc sama nigdy nie przejechala nawet 1-go metra. :) Ale 30 lat treningu uczynilo ze mnie mistrza… w olewaniu tego, bo zyc sie z tym nie da :)
    Poza tym zycze ci wykonania 100% planu w nadchodzacym roku. I smutno jakos tak sie zrobilo, ze niedlugo zostaniesz sama… ale moze nie na dlugo… miejmy nadzieje :)
    Aha! Jeszcze jedno. Czy ta ruda na plazy w prawej kolumnie to naprawde Ty?!

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Spoko, spoko, ja nie we wszystkim muszę być najlepsza :) Ale w pracy faktycznie jestem typem lidera. W życiu osobistym nie mam takich ambicji, jestem całkiem normalna :) Samochodu nie prowadzę, bo wtedy by wyszła ze mnie baaaaaaaaardzo wielka niedoskonałość ;)

      A ta ruda na plaży to, wierz mi, marna kopia prawdziwej Rudej, cha, cha, cha :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>