This is a man’s world, but…

 

Tak śpiewał kiedyś James Brown.

Że świat wokół nas to męski świat. Że mężczyźni nim rządzą. Ale… ten niby ich świat nie byłby ich, gdyby nie my – kobiety. Bo bez kobiet mężczyzna jest niczym…

Ktoś mógłby powiedzieć, że w słowach Browna tkwi pewien szowinizm. Niewykluczone.

Ja jednak dziś chcę zwrócić uwagę na to, że w jego piosence pojawia się pewna piękna prawda, od której dziś często się ucieka (taka moda). Mianowicie, James śpiewa, że facet bez kobitki nie znaczy nic. A więc, nie da się nic stworzyć, zbudować bez osoby, która stoi u Twojego boku i cię wspiera. O tym chrypi Brown. I ja się z nim zgadzam. I nie chodzi tylko o to, że mężczyzna bez kobiety, ale też o to, że kobieta bez mężczyzny. Człowiek jest istotą stadną. Społeczną. Nie jest stworzony do życia w pojedynkę. 

Śmieszy mnie moda na mówienie „Jestem singlem/singielką”. Nie wypada powiedzieć: „Jestem sam/sama”. Tak jakby obecnie wstyd było się przyznać, że jest się samemu. Że się poszukuje. Albo że się jest zwyczajnie samotnym. Oczywiście, są różne sytuacje i wśród tych wszystkich singli są single prawdziwi – ludzie, którzy z jakichś powodów aktualnie chcą być sami (bo że chcą być sami na zawsze, w to trudno mi uwierzyć). Zawiedli się na kimś. Przeżyli coś traumatycznego. Póki co cieszą się swobodą. Odpoczywają. 

Ale, moim zdaniem, zdecydowana większość singli to ludzie po prostu sami. Samotni. Potrzebujący drugiej osoby. Bardziej lub mniej poszukujący „drugiej połówki”. Tyle że nie chcą czy nie mogą się do tego przyznać. Bo wyjdą na nieudaczników, którzy nie potrafią znaleźć sobie kogoś. Jest tak czy nie? Stwierdzając: Jestem singlem i dobrze mi z tym – ucinają plotki, docinki, komentarze. 

Jest w tym fałsz, prawda? Ale powiedzmy sobie szczerze, ludzkie wścibstwo potrafi zatruć życie, więc nie ma się co dziwić, że osoby samotne tworzą wokół siebie pewne pozory. Rozumiem to. Ale się burzę. I wkurzam. I na jednych, i na drugich. Bo nie znoszę wścibstwa. Tworzenia fikcji i pozorów również.

W samotności na dłuższą metę nie ma nic pięknego. Ja przynajmniej nic takiego nie widzę. Nie masz, z kim pogadać, nie masz, do kogo się przytulić, przed kim wyżalić… dotknąć… Co w tym fajnego? Tak. Można mieć przyjaciół, rodzinę. Ale to moim zdaniem nie to samo. 

Z drugiej strony, stan bycia samemu nie powinien też kojarzyć się z klęską albo czymś wstydliwym. Myślę, że to pisanie o singlach, o tym, że ich życie jest ciekawe, wartościowe, atrakcyjne, wzięło się m.in stąd, że samotnych często wytykało się palcami: O, to ta, która faceta nie może sobie znaleźć… O to ten, nieudacznik, żadna baba go nie chce… Czyż tak nie bywało? Czyż nie zdarza się tak nadal?

Dzięki artykułom, filmom itd. udało się wielu ludzi przekonać do tego, że samotny-singiel to wcale nie pierdoła. To zwyczajny człowiek, którego życie po prostu akurat nie kręci się wokół miłości, co nie znaczy, że jest przez to mniej wartościowe. I dobrze, że tak się stało. Zawsze denerwowało mnie mierzenie wartości, dajmy na to, kobiety tym, czy ma faceta, ilu ich w ogóle miała, czy nie za późno zaczęła umawiać się na randki, czy w miarę szybko wyszła za mąż… Przypuszczam, że obecnie nie jest to tak nasilone jak kiedyś, kiedy byłam „dwudziestką”. Czasy się jednak na szczęście zmieniły :)

Ale ta zmiana poszła chyba trochę za daleko. Za bardzo gloryfikuje się teraz stan „życia w pojedynkę”. Tak uważam. „Jestem sama i dobrze mi z tym” „Nie mam faceta i to jest super” „Mam pracę, pieniądze, na co mi facet?” – często słyszy się, czyta się takie teksty. A ja wcale nie uważam, żeby to było takie super. Człowiek jest stworzony do życia w parze. Tak sądzę. Ale, oczywiście, nie musicie się ze mną zgadzać :) 

Czy podświadomie, w marzeniach, snach nie szukamy, nie czekamy na kogoś fajnego, kto uzupełni bądź dopełni nasze życie? Nie jest tak? Bo moim zdaniem chyba tak :)

Oczywiście, każdy z nas powinien też umieć żyć w pojedynkę. Nie wisieć na nikim jak ten bluszcz. Życie jest, o czym mawiał Forrest Gump, jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, na co trafisz. Nie wiemy, co jest nam pisane, dlatego umiejętność bycia samemu jest potrzebna. 

Ale świat jest piękniejszy, kiedy nie jesteśmy sami :) O ileż więcej się chce, więcej tworzy, o ileż więcej, intensywniej się przeżywa… Dlatego każdemu życzę kogoś do pary :)

 

 

4 myśli nt. „This is a man’s world, but…

  1. ~Makusia

    Witam ;) wpis taki przed walentynkowy :) myślę, że mogę się podpisać obiema rękami pod tym wpisem. Racja. Źle jest być samemu. I pewnie to prawda z tymi singlami. To taka otoczka. Ale według mnie nadal krąży taki stereotyp,że ten kto nie ma kogoś to jest pewnie jakiś dziwny, bezwartościowy, ogólnie beznadziejny. To bardzo krzywdzące. Choć myślę, że samotność bardziej doskwiera kobiecie, pewnie dlatego, że jest bardziej wrażliwa. Facet to zawsze czymś się zajmie… choć i spotkałam takie przypadki, które lubią być samotne tzn. nie szukają drugiej połówki.. bo tak wygodniej… łatwiej, wystarczy im seks-spotkanie… .

    Odpowiedz
  2. ~Kara

    Są osoby naprawdę nie potrafią funkcjonować w „stadzie”, które szczęśliwe są same.Choć też nie do końca bo wychodzą ze znajomymi,spotykają się u kogoś ale świadomość powrotu do cichego mieszkanka może z kotem na fotelu to dla nich wyznacznik szczęścia.Czasem faktycznie,samemu jest łatwiej niż w rodzinie ale czy martwienie się tylko o siebie nie jest przejawem egoizmu?
    Ja jestem zwierzęciem stadnym,i wolę mieć czasem kłopoty jakich sama bym nie miała( np finansowe,bo utrzymanie jednej osoby nawet z 5 kotami jest tańsze niż dwójki dorosłych i dwójki dzieci) ale wieczorem mam się do kogo przytulić.Wolę się nawet pokłócić niż nie mieć się z kim kłócić.Bo koleżanki to nie wszystko.

    Odpowiedz
  3. ~Melisandre

    Zgadzam się z Tobą, Ruda, dobrze mieć kogoś do pary. Co prawda ja bardzo lubię swoje własne towarzystwo i jestem nieco aspołeczna, ale nie wyobrażam sobie życia w pojedynkę, bez mojego Męża. Zdecydowanie Jego osoba mnie dopełnia i uskrzydla. Dzięki Niemu czuję się szczęśliwa po prostu. Myślę jednak, że zdarzają się zagorzali samotnicy, którzy napdawdę nie chcą się w ogóle wiązać z kimś na stałe, bo to ich ogranicza, zabiera przestrzeń, są takie wolne duchy, chociaż w zdecydowanej mniejszości :-) . Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  4. matka prawie wariatka

    Bardzo podoba mi się Twoja interpretacja tego singla, jakże uwielbianego przeze mnie ;)
    Wiesz ja wychodzę z założenia, że facet jest głową – a i owszem – ale to baba jest szyją i ta głową kręci. :)
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>