Dzienne archiwum: 3 lutego 2015

Dziecko nie jest najważniejsze

 

Cóż… niewykluczone, że posypią się na mnie gromy, gdyż głosić będę to, co obecnie niemodne i nie-trendy.

Od ładnych paru, a może nawet paru-nastu lat często słyszy się, że dziecko jest najważniejsze, dziecko jest centrum wszystkiego itp. itd. Ja się z tym nie zgadzam. Dziecko chowane w poczuciu, iż jest absolutnie najważniejsze, nie zrozumie, jak powinno funkcjonować społeczeństwo. Nie pojmie tej prostej prawdy, że żyjemy przede wszystkim dla innych a nie tylko dla siebie. Takie dziecko skupiać się będzie na sobie. Ja to… ja tamto… daj MI… ja muszę… ja mam prawo…

Jako matka uważam, że jestem tak samo ważna, jak moi synowie.

Jako nauczyciel uważam, że moi uczniowie są tak samo ważni w szkole, jak ja czy obsługa administracyjna placówki.

Najważniejszy jest człowiek. Nie dziecko.

Okazuje się, że nie jestem odosobniona w swoich poglądach. Na szczęście. Tu i ówdzie zaczyna się przebąkiwać, że modne od jakiegoś czasu psychologiczno-pedagogiczne poglądy może niekoniecznie są słuszne. Czyżbyśmy wreszcie zaczynali dostrzegać, że wychowujemy pokolenie egoistów? Niejednokrotnie niesamodzielnych? Albo i krnąbrnych?

Pewien człowiek napisał książkę „Sześć podstawowych zasad. Jak wychować zdrowe i szczęśliwe dzieci”. To John Rosemond. Mądry gość. Twierdzi, że dziecko należy zdjąć z piedestału, o ile naprawdę chcemy, by było szczęśliwe i spełnione jako człowiek.

Jak więc utrudnić życie dziecku, by było mu łatwiej?

1. Dziecko to nie partner.

Wydaje się jasne, prawda? Nie może być mowy o partnerstwie, skoro odpowiedzialność leży tylko po jednej stronie – rodzica. Nie można być kumplem własnego dziecka. Ono tego nie chce. Ono pragnie, by ktoś był za nie odpowiedzialny, wyznaczał granice, otoczył opieką. Kumple są od czegoś innego.

2. Odrobina stresu jest potrzebna.

Nie tylko stresu. Złości, frustracji. To uczucia konieczne, hartujące dziecięcą psychikę. Jeśli zaznamy totalnej sielanki jako dzieci, nie poradzimy sobie z trudnymi sytuacjami jako dorośli.

3. Słowo „nie” jest niezbędne. Stosuj kilka razy dziennie.

Nie ma nic gorszego, niż zgadzanie się na wszystko. Mówienie „tak”, no bo głupio powiedzieć „nie” i sprawić przykrość. A ta przykrość jest konieczna. Czy w życiu zawsze słyszymy „tak”? Odmawiajmy dziecku, niech się uczy od małego, bo life is brutal.

4. Słuchaj opinii swojego dziecka, ale niekoniecznie bierz je pod uwagę.

Każdy ma prawo do tego, by zostać wysłuchanym, co nie znaczy, że wszyscy wokół zastosują się do tego, co mówi. Jest dla mnie oczywiste, że dziecka trzeba wysłuchać, ale też rozsądnie wyważyć, kiedy powinno się wziąć pod uwagę jego opinię a kiedy nie.

5. Potrzeby mają górować nad zachciankami.

Te pierwsze obowiązkowo zapewniamy. Na drugie uważamy. I to do nas – rodziców należy decyzja o tym, co jest potrzebą a co zachcianką.

6. Posłuszeństwo jest ważne.

Dziś, w czasach, kiedy w gazetach podkreśla się, że dziecko NIE MA BYĆ grzeczne, moje pisanie o posłuszeństwie może wydać się co najmniej dziwne. Mam to gdzieś, wybaczcie. Uważam, że aby odnaleźć się w życiu, w otaczającym nas środowisku, społeczeństwie, trzeba przestrzegać pewnych zasad, wiedzieć, co można a co nie i stosować się do tego. A to nic innego jak bycie grzecznym. Dziecko MA BYĆ GRZECZNE. Powinno mieć ogładę; wiedzieć, jak należy się zachować w rozmaitych sytuacjach; mieć zahamowania, czyli zdawać sobie sprawę, że pewne zachowania są nie na miejscu; dostrzegać potrzeby ludzi wokół. To jest bycie grzecznym. Dziecko, które jest takie, poradzi sobie i jako uczeń, i jako dorosły człowiek.

7. Czasem musi wystarczyć „Tak ma być!”

Zgadzam się. Wchodzenie z dzieckiem w dyskusję nie zawsze ma sens i uzasadnienie. Niekiedy rodzic ma prawo powiedzieć: Zakładasz czapkę, jest mróz. I już. I nie ma co dyskutować. Masz wrócić do domu o 20. I już. Oczywiście, inaczej to wygląda, kiedy dziecko ma 13 lat a inaczej, gdy ma 6. Wiem jednak z doświadczenia, że tłumaczenie się dziecku ze swoich decyzji bywa niebezpieczne. Jeśli robimy to za każdym razem, młody człowiek zacznie wymagać od nas, byśmy za każdym razem uzasadniali swoje decyzje. A to nie jest nasz obowiązek!

8. I chyba najważniejsze: dziecko jest ważne, rodzice też, tak samo a kto wie, czy nie bardziej.

To my – rodzice wychowujemy nasze pociechy. Ciężko pracujemy na ich utrzymanie. Zarywamy noce, kiedy są chore. Poświęcamy im wolny czas… Dlaczego dzieci mają być ważniejsze od nas? Tylko dlatego, że są po prostu dziećmi? Ja moich synów kocham nad życie, ale to nie znaczy, że sprzedam nerkę, żeby ich zapisać na angielski, jeśli nie będę miała na to pieniędzy z normalnego źródła. Nie będę nosiła ich tornistrów do szkoły, z całym szacunkiem, ale to ma należeć do ich obowiązków. Znajdę czas na ulubiona książkę lub film, mimo że mogłabym w tym czasie pobawić się z którymś z nich. Zrobię to, bo też jestem ważna. W byciu rodzicem nie można zapominać o byciu człowiekiem (kobietą, mężczyzną).

Oczywiście, powyższy punkt nie oznacza, że nigdy nie będę kombinować, żeby coś moim dzieciom zapewnić. Na przykład w grudniu „wskoczyłam” na debet i kupiłam synom PS3. Zamiast tego mogłam na trochę wyjechać w czasie ferii. Dokonałam jednak wyboru. I nie żałuję. Mój syn mi powiedział: Wreszcie nie śmieją się ze mnie w klasie, że nic fajnego nie mam. Uważam jednak, że nie można popadać w przesadę. Nie należy, moim zdaniem, pokazywać dzieciom, że zrobi się dla nich zawsze i wszystko, kosztem własnych potrzeb, marzeń, możliwości. One powinny wiedzieć, że rodzic może dla nich sporo, ale nie wszystko. Bo takie jest przecież życie. Nie da się w nim mieć wszystkiego.

To tak w skrócie. Zainteresowanych odsyłam do książki. Warto!