Dziecko nie jest najważniejsze

 

Cóż… niewykluczone, że posypią się na mnie gromy, gdyż głosić będę to, co obecnie niemodne i nie-trendy.

Od ładnych paru, a może nawet paru-nastu lat często słyszy się, że dziecko jest najważniejsze, dziecko jest centrum wszystkiego itp. itd. Ja się z tym nie zgadzam. Dziecko chowane w poczuciu, iż jest absolutnie najważniejsze, nie zrozumie, jak powinno funkcjonować społeczeństwo. Nie pojmie tej prostej prawdy, że żyjemy przede wszystkim dla innych a nie tylko dla siebie. Takie dziecko skupiać się będzie na sobie. Ja to… ja tamto… daj MI… ja muszę… ja mam prawo…

Jako matka uważam, że jestem tak samo ważna, jak moi synowie.

Jako nauczyciel uważam, że moi uczniowie są tak samo ważni w szkole, jak ja czy obsługa administracyjna placówki.

Najważniejszy jest człowiek. Nie dziecko.

Okazuje się, że nie jestem odosobniona w swoich poglądach. Na szczęście. Tu i ówdzie zaczyna się przebąkiwać, że modne od jakiegoś czasu psychologiczno-pedagogiczne poglądy może niekoniecznie są słuszne. Czyżbyśmy wreszcie zaczynali dostrzegać, że wychowujemy pokolenie egoistów? Niejednokrotnie niesamodzielnych? Albo i krnąbrnych?

Pewien człowiek napisał książkę „Sześć podstawowych zasad. Jak wychować zdrowe i szczęśliwe dzieci”. To John Rosemond. Mądry gość. Twierdzi, że dziecko należy zdjąć z piedestału, o ile naprawdę chcemy, by było szczęśliwe i spełnione jako człowiek.

Jak więc utrudnić życie dziecku, by było mu łatwiej?

1. Dziecko to nie partner.

Wydaje się jasne, prawda? Nie może być mowy o partnerstwie, skoro odpowiedzialność leży tylko po jednej stronie – rodzica. Nie można być kumplem własnego dziecka. Ono tego nie chce. Ono pragnie, by ktoś był za nie odpowiedzialny, wyznaczał granice, otoczył opieką. Kumple są od czegoś innego.

2. Odrobina stresu jest potrzebna.

Nie tylko stresu. Złości, frustracji. To uczucia konieczne, hartujące dziecięcą psychikę. Jeśli zaznamy totalnej sielanki jako dzieci, nie poradzimy sobie z trudnymi sytuacjami jako dorośli.

3. Słowo „nie” jest niezbędne. Stosuj kilka razy dziennie.

Nie ma nic gorszego, niż zgadzanie się na wszystko. Mówienie „tak”, no bo głupio powiedzieć „nie” i sprawić przykrość. A ta przykrość jest konieczna. Czy w życiu zawsze słyszymy „tak”? Odmawiajmy dziecku, niech się uczy od małego, bo life is brutal.

4. Słuchaj opinii swojego dziecka, ale niekoniecznie bierz je pod uwagę.

Każdy ma prawo do tego, by zostać wysłuchanym, co nie znaczy, że wszyscy wokół zastosują się do tego, co mówi. Jest dla mnie oczywiste, że dziecka trzeba wysłuchać, ale też rozsądnie wyważyć, kiedy powinno się wziąć pod uwagę jego opinię a kiedy nie.

5. Potrzeby mają górować nad zachciankami.

Te pierwsze obowiązkowo zapewniamy. Na drugie uważamy. I to do nas – rodziców należy decyzja o tym, co jest potrzebą a co zachcianką.

6. Posłuszeństwo jest ważne.

Dziś, w czasach, kiedy w gazetach podkreśla się, że dziecko NIE MA BYĆ grzeczne, moje pisanie o posłuszeństwie może wydać się co najmniej dziwne. Mam to gdzieś, wybaczcie. Uważam, że aby odnaleźć się w życiu, w otaczającym nas środowisku, społeczeństwie, trzeba przestrzegać pewnych zasad, wiedzieć, co można a co nie i stosować się do tego. A to nic innego jak bycie grzecznym. Dziecko MA BYĆ GRZECZNE. Powinno mieć ogładę; wiedzieć, jak należy się zachować w rozmaitych sytuacjach; mieć zahamowania, czyli zdawać sobie sprawę, że pewne zachowania są nie na miejscu; dostrzegać potrzeby ludzi wokół. To jest bycie grzecznym. Dziecko, które jest takie, poradzi sobie i jako uczeń, i jako dorosły człowiek.

7. Czasem musi wystarczyć „Tak ma być!”

Zgadzam się. Wchodzenie z dzieckiem w dyskusję nie zawsze ma sens i uzasadnienie. Niekiedy rodzic ma prawo powiedzieć: Zakładasz czapkę, jest mróz. I już. I nie ma co dyskutować. Masz wrócić do domu o 20. I już. Oczywiście, inaczej to wygląda, kiedy dziecko ma 13 lat a inaczej, gdy ma 6. Wiem jednak z doświadczenia, że tłumaczenie się dziecku ze swoich decyzji bywa niebezpieczne. Jeśli robimy to za każdym razem, młody człowiek zacznie wymagać od nas, byśmy za każdym razem uzasadniali swoje decyzje. A to nie jest nasz obowiązek!

8. I chyba najważniejsze: dziecko jest ważne, rodzice też, tak samo a kto wie, czy nie bardziej.

To my – rodzice wychowujemy nasze pociechy. Ciężko pracujemy na ich utrzymanie. Zarywamy noce, kiedy są chore. Poświęcamy im wolny czas… Dlaczego dzieci mają być ważniejsze od nas? Tylko dlatego, że są po prostu dziećmi? Ja moich synów kocham nad życie, ale to nie znaczy, że sprzedam nerkę, żeby ich zapisać na angielski, jeśli nie będę miała na to pieniędzy z normalnego źródła. Nie będę nosiła ich tornistrów do szkoły, z całym szacunkiem, ale to ma należeć do ich obowiązków. Znajdę czas na ulubiona książkę lub film, mimo że mogłabym w tym czasie pobawić się z którymś z nich. Zrobię to, bo też jestem ważna. W byciu rodzicem nie można zapominać o byciu człowiekiem (kobietą, mężczyzną).

Oczywiście, powyższy punkt nie oznacza, że nigdy nie będę kombinować, żeby coś moim dzieciom zapewnić. Na przykład w grudniu „wskoczyłam” na debet i kupiłam synom PS3. Zamiast tego mogłam na trochę wyjechać w czasie ferii. Dokonałam jednak wyboru. I nie żałuję. Mój syn mi powiedział: Wreszcie nie śmieją się ze mnie w klasie, że nic fajnego nie mam. Uważam jednak, że nie można popadać w przesadę. Nie należy, moim zdaniem, pokazywać dzieciom, że zrobi się dla nich zawsze i wszystko, kosztem własnych potrzeb, marzeń, możliwości. One powinny wiedzieć, że rodzic może dla nich sporo, ale nie wszystko. Bo takie jest przecież życie. Nie da się w nim mieć wszystkiego.

To tak w skrócie. Zainteresowanych odsyłam do książki. Warto!

16 myśli nt. „Dziecko nie jest najważniejsze

  1. MA-MA

    Dziecko jest dla mnie najważniejsze. Choć tak jest, nie oznacza to że zamierzam w przyszłości dziecku na wszystko pozwalać . Uważam że kochający rodzic powinien pokazać dziecku że nie tylko ono się liczy, że są też inni ludzie który są tak samo ważni jak ono… Maluch powinien być od początku uczony że inni ludzie mają też swoje potrzeby, oraz empatii w stosunku do innych . Dlatego mimo że uważam że dziecko jest najważniejsze (dla mnie) zgadzam się z Tobą w wielu poruszonych przez Ciebie kwestiach. Pozdrawiam http:// mlodamamabloguje.piszecomysle.pl

    Odpowiedz
  2. Mamcia

    Witam. Zgadzam się z Tobą w 100% .Mam czworo dzieci. Dwoje z jednego związku dwoje z drugiego związku. Dwoje starszych byli i sa mnie bardzo ważni,ale zawsze wychodziłam z założenia ,że ja też mam prawo do życia poza dziećmi. Dziś mają po 17 i 19 lat. Są bardzo dobrymi i mądrymi ludźmi. Mieszkają w internatach i nie chwaląc się zbieram pochwały co do ich wychowania.
    dwoje młodszych ma 7 i 9 lat i staram się ich wychowywać tak jak starszych,ale jest ALE.Babcia .która twierdzi ,że mam dzieci i powinnam wszystko tylko dla dzieci.Zero spotkań z koleżankami,zero wyjść dla siebie,przecież kosmetyczka może przyjść do domu itd.Oczywiście mąż myśli tak jak mamusia.
    Jednak pomimo wszystko wierze ,że uda się mi ich wychować tak jak starszych.
    Uważam ,że dzieci muszą znać swoją rolę w rodzinie. Są ważne, ale nie pękiem świata.Muszą wiedzieć ,że zrobię dla nich wszystko ,ale też muszą mnie szanować. Pozdrawiam Mamcia :)

    Odpowiedz
  3. ~see

    Znowu trafiłaś! Mimo, że jestem mamą malutkiego dziecka i jestem z tyvh którym się wmawia że rodzicielstwo bliskości to jedyna droga to ja zgadzam się z Tobą w 100%! Całkiem niedawno pokazywali w tv śniadaniowej mamę ktora twierdziła że jak dziecko czegoś chce to trzeba mu to dać bo inaczej poczuje że on i jego potrzeby są nie ważne. i na podparcie tych słów kiedy synek pani wyraźnie, nie reagując na jej sprzeciw, zażądał wody z jej szklanki ona dała mu się napić. I pierwsza moja myśl, najprostsza, a jeśli pani piłaby drinka/kawę czy jakikolwiek inny napój nie dla dzieci, to co? A to dopiero początek dziecięcych żądań :/ czasem myślę, że ludziom się po prostu nie chce wychowywać dzieci i stąd te pomysły… Moje dziecko nie ma jeszcze roku ale już teraz się zaczyna, muszą być zakazy, czasem muszę postąpić po swojemu a nie tak jak chce niemowlę. czy wg pan specjalistek od wychowania robię mu krzywdę kiedy wkładam go na 5 minut do łóżeczka? Owszem, płacze i to nie jest dla nikogo przyjemne ale czasem musze pojsc do toalety lub wyłączyć gotującą się wodę. albo że jak tylko zapłacze to nosić, bujać, spać z dzieckiem. Syn był przytulany ale nie był godzinami bujany ani nie spał z nami a mimo to potrafi sam się przytulić albo dać soczystego buziaka :) Inne przyjemności z wychowywania dopiero przede mną, ale przecież moja postawa wobec dziecka kształtuje się już teraz, już teraz przyjmujemy jakiś sposób wychowania. Myślę o mojej mamie, której wielokrotnie dziękowałam ze jest mamą a nie koleżanką. Była wobec mnie raczej wymagająca, nie tolerowała niektórych zachowań, czasem wymuszała na mnie decyzje, wg niej dobre. I moze to niepopularne bo niech się dziecko uczy na własnych błedach, ale dzisiaj wiem, że uchroniła mnie przed kilkoma poważnymi porażkami. jak byłam w ciąży miałam czas, żeby przemyśleć dokladnie jaką ona była matką a jaką ja chce być. I dokładnie pamiętam kiedy zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo jestem jej wdzięczna z ‚stresowe’ wychowanie. Ryczałam jak bobr bo uświadomiłam sobie, jak bardzo ją kocham. A każdy z wymienionych przez ciebie punktow zrealizowała!

    Odpowiedz
  4. ~Aga

    Bardzo mądre słowa. Mieszkam w Norwegii, i powiem szczerze, z chęcią przeszłabym się po ulicy i porozdawała ludziom kopie przetłumaczonego tekstu ;) Obserwując ludzi (z dziećmi) na ulicy czy w pracy, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zapomniano tu o podstawowym fakcie, a mianowicie że dziecko należy wychowywać, a nie jedynie zaspokajać zachcianki. A jako pracownik hotelu, miałam niejedną ku temu okazję. Pozdrawiam :)
    P.S. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie tylko w Norwegii panują takie trendy wychowawcze :)

    Odpowiedz
  5. ~Kara

    Dla rodzica dziecko jest najważniejsze choć powinno się jednocześnie je uświadamiać że nie tylko ono.Że mamy swoje potrzeby,które są na równi ważne.Czyli taki wash&go.Jesteś i jednocześnie nie jesteś numero uno.
    Taki przykład z mojego życia-syn jakiś czas często przebywał u moich rodziców co miało związek wtedy z moją pracą.Były np lody na deser,dla każdego porcja.Mój syn zjadł swoje,na to moja mama-chcesz jeszcze bo babcia nie lubi,woli Tobie oddać.Efekt? Moje dziecko przyswoiło komunikat ” mnie się należy,ja chcę,ja dostaję”Niedawno w domu,syn zjadł obiad w szkole,zjadł obiad w domu i została porcja dla męża jak wróci.Wrócił z pracy po 14 godzinach a młody od drzwi” tato,mogę zjeść twój obiad bo dobre było?”Szlag mnie trafił. I najgorsze że on nie uważa swojego zachowania za nieodpowiednie bo jak mi powiedział „przecież babcia tak robiła,że ona nie jadła tylko mnie dawała”.
    Ciężko jest teraz zmienić postawę.Jeszcze bym go zrozumiała jakby nie było co jeść w domu,głodny był.
    Ale nie,on chciał zjeść obiad ojca bo babcia nauczyła że wszystko dla dziecka nawet kosztem siebie.
    Teraz mam w domu małego egoistę i walczę codziennie.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Tak to z babciami bywa. Moi byli tak toksyczni w pewnym czasie, że stworzyłam pewien dystans, czyli po prostu ograniczyłam nasze kontakty, w przeciwnym razie mój starszy syn byłby zapatrzonym w siebie egoistą, przekonanym, że jest naj, naj, naj i że wszystko mu się należy. Dlatego tym bardziej utwierdzam w przekonaniu moje dzieci, że JA też jestem ważna i moje potrzeby TEŻ. Oczywiście nie zawsze mi to wychodzi :) Ale walczę jak lew :)

      Odpowiedz
  6. ~Karolina

    Witam :D
    Sama jeszcze nie mam dzieci ale zgadzam się z tym co napisałaś! Jak widzę niektóre dzieci biegające po sklepie, a mamusie nie reagujące bo przecież ono nic złego nie robi to mnie krew zalewa! Mam nadzieje, że z czasem to się zmieni i wróci na właściwy tor i będzie tak jak opisałaś to w punktach!
    Pozdrawiam!!

    Odpowiedz
  7. ~Magda

    Nie mogłam się powstrzymać przed przeczytaniem tego tekstu. Moi rodzice przez prawie 20 lat wmawiali mi, ze ” dziecko jest najwazniejsze”. I tak tez kazali mi go traktowac. Musialam sie dostosowac. Pomagali mi finansowo. I nie tylko. Rozwiodlam się. To byla koniecznosc. I zostalam z synem. Teraz ma prawie 30 lat. Nie pracuje. Mieszka ze mną. Karmię go, ubieram, daje na papierosy. Muszę. Dla swiętego spokoju. Czytam, szukam ratunku, pomocy. Ale chyba za późno. Syn nie potrafi funkcjonowac w spoleczenstwie. KOLEZANKI MATKI- PAMIĘTAJCIE: „DZIECKO NIE JEST NAJWAŻNIEJSZE”. Zaspakajacie swoje potrzeby. Szczęsliwa matka wychowa szczęsliwe dziecko.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>