Wiąże mocniej niż ślub

 

No, zgadnijcie, o czym mowa?

O kredycie hipotecznym oczywiście.

Wiąże on ludzi tak mocno, że przysięgi składane w kościele/urzędzie to przy nim mały pikuś :)

Miałam niedawno okazję rozmawiać z pewną przemiłą panią mecenas. Uświadomiła mnie ona, że rozwieść się jest w sumie łatwo, ale pozbyć wspólnego kredytu hipotecznego już nie.

Bez względu na to, co partnerzy/małżonkowie ustalą między sobą; bez względu nawet na to, że sąd przychyli się do ustaleń, na podstawie których jeden z partnerów przejmuje kredyt, i tak głos decydujący ma BANK. Guzik go obchodzi, że jedna osoba chce i będzie spłacać pożyczkę. Guzik ich obchodzi, że ludzie chcą się rozstać i nie mieć już ze sobą nic wspólnego. Guzik.

Jak dwie osoby brały kredyt, to dwie mają go spłacać i tyle. Wiele razy zdarza się, że przed sądem małżonkowie ustalają, kto będzie spłacał kredyt. Zobowiązują się absolutnie, wszystko jest spisane itd. I co z tego, skoro potem i tak bank ma to w nosie.

Oczywiście, zdarzają się wyjątki. Jeśli jedno z partnerów zarabia naprawdę dużo, to jest spora szansa przekonania banku do odpisania jednej osoby z umowy kredytowej.

No, ale często, kto wie, czy nie najczęściej, jest tak, że kredyt biorą ludzie ze średnimi zarobkami. Nierzadko właśnie dlatego umowę podpisują dwie osoby, bo dopiero wtedy mają wymagany do pożyczki dochód.

Pani mecenas powiedziała mi, że regularnie odwiedzają ją mężczyźni/kobiety/pary, których wiążą kredyty, a chcieliby się rozwieść. A tu rozwód owszem, ale kredycik płacimy do śmierci, razem…

Okazuje się, że daje się we znaki i kryzys gospodarczy, i cholerny kapitalizm. Nieruchomości tracą na wartości, frank drożeje, ludzie biednieją… Na rynku zastój. Zwłaszcza jeśli chodzi o domy (bomba, ja właśnie mam dom). Pracuje się za dwóch, za trzech, żeby zarobić na… kredyt. A potem przez ten kredyt rozpadają się związki, bo ludzie żyją, żeby pracować a nie na odwrót.

Kredyty hipoteczne stają się jakimś przekleństwem. Choć wydawać by się mogło, że powinny być dobrodziejstwem. No, bo dzięki nim mamy coś swojego. Rzadko zdarza mi się spotkać kogoś, kto po prostu ma swoje lokum i go nie spłaca. Nieruchomości są dziś za drogie, żeby je sobie kupić o t tak. A więc dzięki pożyczkom można się usamodzielnić, jak to się mówi, pójść na swoje.

Trudno przewidzieć, co się stanie dalej. Może być różnie. Życie się ułoży. Albo i nie. I wtedy klops. Nie opuścisz kredytu ot tak… o nie…

17 myśli nt. „Wiąże mocniej niż ślub

  1. ~katie

    racja, mało kto teraz może sobie pozwolić na życie bez kredytu hipotecznego, a i samych rozwodów jest coraz więcej… myślę że jeszcze trochę i banki będą musiały pozmieniać swoje przepisy i dopasować je do zmieniającego się świata.

    Odpowiedz
  2. ~Kara

    Święta prawda.
    Jak pomyślę że sama mało co się nie wpakowałam w taki trójkącik to mi słabo :D
    Fakt,na początku było mi że tak powiem smutno,że kredyt był już prawie,prawie,tylko chcieli jeden papierek którego ni cholery dostarczyć nie mogłam.A już przecież miałam w domu plany mieszkania,już je meblowałam,malowałam,kładłam płytki w łazience,nawet umowę developerską notarialnie miałam podpisaną.
    Teraz jednak jestem szczęśliwa że nie wyszło.Odchorowałam już stratę części kasy którą musiałam wpłacić,bo część developer mi oddał.Lepsza taka strata niż później problemy.

    Odpowiedz
  3. ~Makusia

    Witam po dłuższej przerwie ;) cóż.. stety, niestety nie mam takiego problemu posiadania kredytu… ale na pewno masz rację. Banki nigdy nie odpuszczą…

    Odpowiedz
  4. anna

    Bo takie ustalenie, kto będzie spłacać w sądzie nie wystarczy, trzeba zrobić przeniesienie kredytu w banku. Właśnie wczoraj czytałam artykuł na ten temat. Jest to możliwe, pod warunkiem że małżonek, który ma to spłacać, ma zdolność kredytową, powinien również spłacić część współmałżonkowi. Ale to prawda, że łatwiej się rozwieść, niż pozbyć wspólnego kredytu.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      To prawda.
      I ciężko jest udowodnić w banku, że się tę zdolność ma. Oni robią wszystko, żeby mieć zabezpieczenie, czyli lepiej dla nich, kiedy jest dwóch kredytobiorców a nie jeden. Odczuwam to właśnie boleśnie na własnej skórze :(

      Odpowiedz
      1. ~ada

        Chyba trochę wyolbrzymiacie problem. Podczas rozwodu w ogóle nie poruszałam sprawy podziału majątku. Zrobiłam to później u notariusza. Nie miałam żadnych problemów w banku-przejęłam kredyt a nawet go zwiększyłam, bo musiałam spłacić eksa. Nie mam jakichś wysokich zarobków, a oprócz tego dziecko na utrzymaniu, które zmniejsza zdolność kredytową.

        Odpowiedz
  5. ~Biedronka

    Coś w tym jest. Na ostatnim spotkaniu z ust moich kumpli padły słowa „Ja już wiem kiedy się rozwiodę – za 25 lat. Bo na tyle mamy jeszcze kredyt”, „No a ja za 20…”, „To ja najszybciej, bo za 15″. Najdłuższy stażem małżeńskim jest 3 lata po ślubie….

    Odpowiedz
  6. ~Małgorzata Poznańska

    Oj, z tymi kredytami to ciężka sprawa. Sama nigdy w to nie wlazłam (że tak brzydko się wyrażę) ale znam kilka par, które sięgnęły po ten nierozerwalny łańcuch miłości ;) mam nadzieję, że nigdy nie spotkają się z dylematem rozwodu i wiszącego nad tym kredytem na lat 30 i więcej.

    Odpowiedz
  7. ~Ola

    Te kredyty to trochę wynik naszego społecznego „przymusu”, że mieszkanie musi być własnościowe. W większości krajów ludzie mieszkają w czynszówkach, a na własność kupują lokum jak już się ustawią w życiu albo nigdy. U nas: ślub, kredyt a na koniec dziecko. My z mężem zdecydowaliśmy się na czynszówkę. Nie mamy kredytu- nie mamy zmartwienia. Ktoś powie, że mieszkanie własnościowe dzieciaki dostaną w spadku. Owszem, ale to ja zamiast zostawiać im mieszkanie za 40 lat, za które zapłacę 150% ceny jak nie więcej, a oni może dostaną 50% obecnej wartości to wolę zapewnić im teraz kolonie, obozy, zajęcia dodatkowe, a za 15-20 lat zamiast wciąż spłacać swój kredyt to pomóc dzieciom kupić auto czy urządzić im mieszkanie. I niestety również znam pary, które gdyby nie kredyt to by się rozstały. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  8. ~...

    No taki niestety mamy chory świat… Kiedyś ludzie stawiali sobie dom na ziemi która należała do państwa i wszystko, a dziś? Dziś wielu ludzi startuje od zera, rodzice spłacają całe życie małe mieszkanie na które dostali kredyt 30 lat temu, a dzieci co? Nie mają nic i jak tu cokolwiek planować, jak założyć rodzinę? Można oczywiście wynajmować, ale to oznacza że nigdy nie będzie się miało swojego miejsca. Już co do samych kredytów to żeby taki kredyt na mieszkanie na 30 lat dostać to trzeba zarabiać z 5tyś zł, gdzie dzisiaj nawet dla wielu PAR jest to nieosiągalne. Cały system kredytowy to jest w zasadzie system niewolniczy, który tworzy tzw. ‚rynek pracodawcy’, czyli pracownik nic nie ma do gadania. Wszyscy siedzą cicho, zarabiają 1500zł, są poniżani, traktowani jak bydło, ale słowa nie powiedzą, bo jak stracą pracę choćby na pare miesięcy to im bank zajmie mieszkanie i dziękujemy. Nowy Feudalizm.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Cholerny kapitalizm… tak bardzo go chcieliśmy, no to teraz mamy…
      A do kredytu to 5 tysięcy najczęściej nie wystarcza :(
      Pozdrawiam.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>