No i kto tu nawalił?

 

A i B są małżeństwem. Mają dwoje dzieci. B pracuje w szkole. Jest nauczycielką. A prowadzi własną działalność. Też uczy, ale uczniów indywidualnych. Jak to się mówi – prywatnie. Pracuje ciężko, najczęściej siedem dni w tygodniu. Zarabia wtedy, kiedy pracuje. Jak nie ma lekcji – nie ma pieniędzy. Żyje więc pod dużą presją.

Jakiś czas temu ich syn miał wypadek w szkole – złamał nogę.

Tego dnia B wybierała się na wycieczkę ze swoją klasą. To takie wyjście w nagrodę za uzbierane pochwały. Wychowawca zabiera wtedy klasę do kina albo na kręgle. B na prośbę uczniów wybrała kino. Zarezerwowała bilety i busa, żeby zawieźć i przywieźć z powrotem dzieciaki pod szkołę.

Jakieś dwie godziny przed wyjazdem do B zadzwoniono ze szkoły starszego syna i powiadomiono ją, że złamał nogę. B wpadła w popłoch. Wytłumaczyła, że jest w trudnej sytuacji, bo nie może nagle rzucić wszystkiego w szkole i zrezygnować z wycieczki. Obiecała błyskawicznie zorganizować kogoś innego, żeby zajął się synem. Do męża nawet nie zadzwoniła, bo wiedziała, że nie lubi odwoływać lekcji, gdyż traci wtedy pieniądze. Zadzwoniła do swojej mamy. Ta oczywiście zgodziła się pomóc. 

B miała wyrzuty sumienia, że sama nie pojechała, ale obawiała się, że będzie mieć nieprzyjemności w pracy, jeśli wyjazd odwoła. Autokar był zamówiony i już czekał. Z uczniami nie mógł jechać nikt inny – taka specyfika tego typu wycieczek. No i B już wcześniej raz zmieniała termin wyjazdu z powodu choroby młodszego syna. Odwoływanie wyjścia po raz kolejny chyba byłoby niepoważne.

Kiedy B była już w kinie, zadzwoniła do niej jej mama i powiedziała, że w ośrodku zdrowia nie chcą zająć się chłopcem, bo ona, czyli babcia nie jest jego prawnym opiekunem i nie ma zgody na to, żeby interweniować w tego typu sytuacjach. B zdębiała. Nie mieściło jej się to w głowie. Syn miał w końcu złamaną nogę i cierpiał. No, ale, jak wytłumaczono to jego babci, nie było zagrożenia życia, więc bez prawnego opiekuna lekarze nie mogli nic zrobić. Dzieciak mógł cierpieć do woli.

B postanowiła więc zadzwonić do męża. A wysłuchał jej spokojnie, a potem stwierdził, że właśnie ma lekcję z uczniem, potem kolejną i nie może pojechać do syna. B wytłumaczyła mu, że właśnie jest w kinie z wykupionymi biletami i nie może sobie stąd nagle pójść. A odrzekł, że to rozumie, ale nie może odwołać lekcji, bo straci pieniądze. B, wkurzona na maxa, dalej mu tłumaczyła, że lekarze nie udzielą pomocy ich synowi, jeśli nie będzie przy nim któregoś z rodziców. A zaś nadal tłumaczył, że nie może odwołać zajęć. W końcu B zapytała, ile straci pieniędzy, jeśli odwoła lekcje. A zaczął się łamać, wahać, jakby jednak uznał, że trzeba jechać, ale wymienił kwotę. B stwierdziła, że odda mu te pieniądze. I mąż pojechał…

Potem rozmawiali o zaistniałej sytuacji. A w długiej przemowie udowadniał żonie, że okazała się nieodpowiedzialna, bo to ona powinna rzucić wtedy wszystko i pojechać do syna od razu. B twierdziła, że nie ma racji, na przykład z tego względu, że w przeciwieństwie do niej jeździ samochodem i mógł szybko znaleźć się przy dziecku, a poza tym w jego przypadku w grę wchodziło tłumaczenie się przed jedną osobą z odwołania lekcji. Ona miała na karku swoich uczniów, ich rodziców i firmę, która wynajmowała autokary. A jej zarzucił, że nieodpowiedzialnie traktuje pieniądze, bo przez to, że sam pojechał, stracili parę stów. B powiedziała, że odda mu tyle, ile stracił. Taka jesteś bogata? – spytał ją mąż. Nie – odparła – ale kiedy w grę wchodzi zdrowie dzieci, to ja nie liczę. A jak trzeba, to pożyczę…

Tak czy owak A nie dał się przekonać i nadal żyje w przekonaniu, że jego żona jest nieodpowiedzialną matką i kobietą.

A syn? Włożyli mu nogę w gips na trzy tygodnie. Oczywiście, na zdjęcie gipsu pojedzie B.

108 myśli nt. „No i kto tu nawalił?

  1. ~wj

    Historyjka o sytuacji na pogotowiu ,wyssana z palca.Jak się tworzy „z kapelusza”,to musi się też trzymać kupy.

    Odpowiedz
  2. ~k0k0

    Po pierwsze Milka nie chcę bronić A bo faktycznie zachował się fatalnie, ale Ty to jak typowa baba od razu oczekiwał zwrotu pieniędzy. Nie wiem czy dokładnie przeczytałaś tekst ale w momencie jak B chciała go podejść i powiedziała mu, że odda mu pieniądze on się złamał, owszem widocznie nie chciał się przyznać po prostu do błędu i pewnie dla tego szedł w zaparte i starał się całą winę zwalić na nią. To taki typowy przykład zachowania mężczyzny i kobiety. Trzeba też zauważyć, co nie jest napisane w treści, że prawdopodobnie przez to, że A pracuje sam na siebie to spędza w pracy dużo więcej czasu od B starając się zapewnić swojej rodzinie wszystko co najlepsze, a praca na etacie przeważnie jest nisko płatna, ale za to można sobie pozwolić na opuszczenie dni pracy. Nie sądzę też, że B była jedyną opiekunką klasy w trakcie wycieczki lub też, żeby nikt nie mógł jej zastąpić, poza tym wątpię, żeby B miała aż takie nieprzyjemności znając powody odwołania wycieczki.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Specyfika tego typu wyjazdów klasowych polega na tym, że musi jechać tylko wychowawca. Zastępstwo nie jest możliwe. To wyjazd integracyjny, w nagrodę. Takie są tam zasady.
      Można było odwołać autokar – kto pokryłby koszty? Można było narazić się dyrektorowi – jedna, druga wpadka, i w prywatnej szkole traci się pracę. To nie jest szkoła państwowa, gdzie jak masz etat, to go masz na amen. W prywatnej nie możesz sobie brać dnia wolnego ot tak. A zwróć uwagę, że już wcześniej A odwoływała ten wyjazd, bo była na zwolnieniu (chorował jej młodszy syn).
      Tak, A spędza w pracy więcej czasu od B. I oczywiście zarabia więcej.
      Praca na etacie niekoniecznie jest nisko płatna. Skąd taki wniosek?

      Odpowiedz
  3. ~Grzesiek

    O matko Przenajświętsza, o Jezusie! A co to? Forum feministek pt. „Dowal beznadziejnemu facetowi”.
    Zarówno matka jak i ojciec, w tym przypadku, nie zasługują na to by ich nazywać rodzicami. Nie zasługują na dzieci. Ot co! Jakiś czas temu miałem identyczny telefon ze szkoły gdzie chodzą moje dzieci. Po kwadransie, wraz z żoną i synem siedzieliśmy w taksówce w drodze do szpitala. Ani ja, ani żona nawet przez chwilę się nie zastanawialismy nad konsekwencjami opuszczenia stanowisk pracy. Jak w ogóle można stawiać w jednym szeregu zdrowie dziecka i pieniądze? Drogie panie, trochę realizmu w swych ocenach.

    Odpowiedz
  4. ~ja

    to a i b – jakby nie mozna użyć imion bądz napisać kobieta i mężczyzna jest taks samo debilne jak owi bohaterowie

    Odpowiedz
  5. ~czlowiek

    Kasa rządzi tym swiatem. Pieniadze i media wypraly ludziom mozgi. Takie wartosci jak milosc, rodzina, bycie dobrym czlowiekiem, szczerosc juz nie istnieja. Kasa, kasa, kazdy tylko liczy by miec wiecej niz sasiad, i kogo trzeba wydy…ac by to osiagnac. Ja sobie powiedzialem, ze zadnej kobiecie nie splodze dzieciaka, bo nie chce robic krzywdy wlasnemu dziecku. Taka egzystencję jaka prowadza teraz ludzie, to ciezko zyciem nazwac. Ludzie nie maja pojecia co to zycie, bo gdyby mi3li to by juz dawno sie obudzili.

    Odpowiedz
  6. ~Sebastian

    Tak czytam i czytam te wasze wypociny ale nie macie racji drogie panie.Na przykładzie jednego złamasa wrzucilyście wszystkich do jednego worka.
    Ja naprzykład jadę dziś do domu bo mój syn zachorowal a nadpomnę że pracuję 300 km od rodziny.I nie mam z tym problemu że to ja idę na zwolnienie i stracę część pensji a nie żona.
    Pomyślcie czasem……

    Odpowiedz
  7. ~kate

    ten facet jest chory i powinien się leczyć, to nie frazes, to całkiem poważna ocena, choć nie jestem lekarzem, niemniej jego zachowanie wskazuje na poważna zaburzenia oceny tego co jest dobre i złe, co ważne i nieistotne, sugeruję wizytę u właściwego specjalisty, pozdrawiam wszystkie osoby, kt. potrafią rzucić w błoto choćby całą wypłatę, żeby tylko ratować bliską osobę

    Odpowiedz
  8. ~Andrzej

    Wstyd mi za tego debila. Przykro mi ale inaczej takiego człowieka nie da się nazwać. Sam jestem ojcem i są naprawdę różne sytuacje w życiu ale człowiek zawsze stara się jakoś to pogodzić ze sobą i porozumieć się tak, by wszyscy byli zadowoleni. Nie mieści mi się w głowie takie przepychanie tematu a już całkowicie nienormalne jest ohydne „kupczenie” kwotami do spłaty w tej sytuacji. Dramat. Mimo jednak żenującego zachowania tego faceta w tym przypadku nie jestem do końca pewny czy sytuacja w rodzinie na pewno jest zdrowa, bo wydaje mi się, że problem jest tu znacznie głębszy i dotyczy jednak całej rodziny a nie tylko B. Radziłbym (bez urazy) skontaktować się z jakimś psychologiem rodzinnym i wyjaśnienie wszystkich „zaległości”. Subiektywnie oceniając z boku, nie są to jednak normalne i zdrowe więzi rodzinne. Pozdrawiam i liczę, że w przyszłości A i B oszczędzą dzieciom takich przeżyć.

    Odpowiedz
  9. ~zero.bog

    Jeżeli opisujesz prawdziwą rodzinę i prawdziwą sytuację, to dla mnie jest to „książkowy” przykład ludzi, którzy NIGDY nie powinni zakładać rodziny ani mieć dzieci.
    Ani matka ani ojciec nie nadają się do podjęcia takiej roli.
    Z Twojej krótkiej wypowiedzi wyciągnąłem kilka powodów do dyskwalifikacji takich ludzi!
    OBOJGA!!

    Odpowiedz
  10. ~Zoja

    Nie wiem czemu, ale mam nieodparte wrażenie, że gdyby opisać tą sytuację z punktu widzenia męża, to pewnie emocjonalna warstwa brzmiałaby dokładnie na odwrót – zła żona, dobry mąż :) Jak dla mnie w zasadzie oboje byli (czy tez byliście) w podobnej sytuacji – jedno i drugie w pracy (mało mnie obchodzi, ktore pracuje na etat, a ktore na własną rekę, praca to praca), jedno i drugie nie chciało opuscic pracy, zeby jechac do dziecka, choc prawdopodobnie oboje byliby w stanie to zrobic bez utraty etatu czy dalszych prywatnych zlecen. On ‚przegral’ spor, wiec teraz ma pretensje, ona ‚wygrala’ ale ciągle widzi tylko jedną strone medalu. Tylko pogratulowac obojgu dojrzałego podejscia do tematu.
    Jedyne, co mnie dziwi w calej tej sytuacji, to niechęć lekarzy do powzięcia działań bez obecności rodziców – czy gdyby byli akurat na wyjezdzie zagranicznym, to dziecko musiałoby czekac dzien czy kilka dni na podjecie leczenia? ^^

    Odpowiedz
  11. ~Marzena

    lat. Pospieszylam sie. Twierdzi ze dzieci latwiej zrobic niz samochod . Wiec zadnym dzieckiem a mam (tak mam bo uwaza ze wszystko co jest zwiazane z dziecmi to moj obowiazek) ich troje nigdy sie nie interesowal.

    Odpowiedz
  12. ~świetny tata dziennikarz

    Znam ojców którzy rzuciliby się w ogień za swoimi dziećmi i matki które porzucaja swoje dzieci wyjeżdżając np. do Francji za kochankiem muzumaninem. Tyle samo jest nieodpowiedzialnych matek jak i ojców, lecz widzę już generalizujace wypowiedzi na temat mężczyzn do opisanej historii. Ciekawe czemu samych kobiet ;) Historia szczegółowo opisana – przypuszczsm że albo dotyczy osobistych przeżyć autorki, albo jest to troszeczkę „kaczka dziennikarska”. 60% faktów, 30% fikcji i szczypta emocji. Liczę się z hejtujacymi komentarzami….

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Dotyczy osobistych przeżyć autorki.
      A hejtujące komentarze miejmy gdzieś :)
      Jak będą chamskie, to je usunę. Chamstwa bowiem nie znoszę.

      Odpowiedz
    1. ~sara

      No nie był inny… W tym wszystkim szkoda tylko dzieci. Związać się z jedną, machnąć dwoje, trochę pobyć, zostawić i następna itd…

      Odpowiedz
  13. ~Kajak

    Winne są przepisy jak by obydwoje byli właśnie w Anglii to dziecko by nie było by leczone do czasu powrotu rodziców lub dopiero gdyby nastąpiło zagrożenie życia. Kiedyś babcia to była rodzina teraz jest to obca osoba która nie może zając się wnukami.
    I po co rodzic był tam potrzebny żeby podpis złożyć :-)))

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Przepisy są chore.
      Nie wystarczy telefon i pogadanie z lekarzem. Ma być upoważnienie załatwione na drodze sądowej. Tylko takie jest ważne.

      Odpowiedz
  14. ~symforjan

    Trudno mi uwierzyć, że ta historia jest prawdziwa, może coś w niej przemilczano, nie dopowiedziano, tak czy siak, Jeśli „A” i „B” nie mogą się „dogadać” w tak ważnej sprawie, jak dobro własnego dziecka, to jest to jakiś „grubszy” problem. Z opisu, jaki tu można przeczytać, „A” to pętak, przed którym jeszcze sporo „dorastania”. Mam nadzieję, że jego syn zwolni się z pracy kiedy „A” będzie potrzebował pomocy, bo mimo młodzieńczych doświadczeń z własnym „A” zwycięży w nim zwyczajny człowiek i synowska miłość. Wierząc, że tak właśnie będzie pozdrowienia i szacunek dla małego „a”.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Oczywiście, że historia jest prawdziwa. Niestety.
      Ja też liczę na to, że mały „a” okaże klasę. Mimo wszystko :)

      Odpowiedz
  15. ~Jolanta

    A czy babcia nie mogla zadzwonic do ktoregos z rodzicow i lekarz uzyskalby zgode na leczenie przez telefon. To takie proste. Jestem opiekunka do dzieci w USA. Na poczatku pracy matka dzieci napisala mi upowaznienie zebym w razie naglego przypadku mogla pojechac z dzieckiem do lekarza. Kartke podpisala tyle. Nawet nie u notariusza. Raz dziewczynka miala zapalenie oskrzeli i dostala dusznosci. Pojechalam z nia do lekarza, pokazalam kartke i lekarz dziecko przyjal. Ja w tym czasie zadzwonilam do matki dziecka i po tym jak lekarz zbadal dziecko porozmawial z matka przez telefon informujac ja o rozpoznaniu i zaleceniach. Po drodze do domu wykupilam lekarstwo i podalam dziecku. Jak matka przyjechala z pracy dziecko juz czulo sie lepiej. Czyli da sie, trzeba tylko pomyslec. Albo zostawic babci albo innej zaufanej osobie upowaznienie albo uzywac telefonu.

    Odpowiedz
  16. ~gabunia76

    Niejaki Pan A to typowy męski egocentryk. Normalnie nóż mi się w kieszeni otwiera jak słyszę o takim zachowaniu i to wobec najbliższych. Ten człowiek nie jest wart posiadania rodziny i ja nie znajduję żadnego wytłumaczenia dla tego człowieka.

    Sama jestem mężatką i mamy syna co prawda już dorosłego ale nie wyobrażam sobie, że gdyby się coś nie daj Boże stało, że mąż miałby się tak zachować wobec mnie. Nie wiem czy bym dała radę być z takim człowiekiem.
    Oczywiście rozumiem różne są sytuacje w życiu ale takie bezduszne potraktowanie najbliższych osób potem ta końcowa postawa to jak dla mnie cios poniżej pasa.

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie http://gabunia76.crazylife.pl/dusza-pewnej-blogerki/

    Odpowiedz
  17. ~quato

    Czytam te wszystkie komentarze i niedowierzam. Ludzie ogarnijcie się, w takiej sytuacji przewalanie się winą to czysty kretynizm, tu nie powinno być wogóle mowy o takiej sytuacji, dla mnie oboje ci ludzie nie zasługują na miano rodziców, w końcu to ich dziecko a nie jakiś podrzutek i teraz mówienie „to ty jesteś winien/winna bo ja nie mogłem/am” jakikolwiek by tego powód nie był (no chyba że jest 1000km z daleka) jest po prostu śmieszne. Oboje są tak samo winni bo żadne z nich nawet nie próbowało.

    Odpowiedz
    1. gabunia76

      A czy dobry mąż i ojciec nie może czasem stanąć na wysokości zadania i pokazać, że żona i syn są dla niego najważniejsi? Dlaczego od kobiety wymaga się zawsze 100% dyspozycyjności, a facet jest ciągle na urlopie. Nie zgadzam się, ze to jest wina pani B bo to ona zawsze stara się radzić sobie z problemami domowymi, a gdy raz potrzebowała wsparcia i pomocy ze strony męża co dla mnie jest rzeczą naturalną to wielkie halo pan i władca był oburzony. Podejrzewam, że gdyby pan A miał problem i poprosił panią B o pomoc to na pewno by mu nie odmówiła. W związku trzeba czasem pójść na kompromis i pokazać, że nasz partner/ka może na nas liczyć, że jest kimś ważnym w naszym życiu. To nic nie boli, a człowiek czuje się wtedy taki doceniony i bezpieczny.

      Odpowiedz
  18. ~Nikt

    Strasznie wydumany przypadek. Dziecko zlamalo noge w czasie pobytu szkoły – szkoła ma obowiązek zajac się we wlasciwy sposób w tej sytuacji. Sluzby medyczne również maja swoje uprawnienia i obowiązki. Jeśli dziecko ma zlamana noge to się ją w gips daje bez zadnego gadania czy pytania o pozwolenie. Do wlozenia nogi w gips nie jest potrzebna asysta zadnego z rodzicow. Po zabiegu dziecko czeka az rodzice przyjadą. I tyle w temacie. A wciskanie kitów, ze służby medyczne nie zajma się dzieckiem bo nie ma rodzicow mimo, ze jest babcia to tworzenie tylko niepotrzebne podsycanie watkow do akademickich dyskusji.
    A teraz co do postaw rodzicow: uważam, ze za mało jest szczegolow w tej opowieści aby moc wyrokować o slusznosci postepowania. Generalnie dziecko ma opieke w szpitalu wiec rodzice maja możliwość dokonczenia swoich zajec. Dziecku się krzywda nie dzieje.
    Zarówno matka jak i ojciec maja racjonalne powody aby trwac przy swoich zajęciach. Matka jako nauczycielka jest tez odpowiedzialna za dzieci, wielokrotnie tez przesuwala termin wyjazdu. Wiec rzeczywiście kolejny raz jest problematyczny. Ojciec tez ma swoje zajecia. Kazde z nich słusznie może obawiać się konsekwencji opuszczenia swojego miejsca pracy. Matka może być zatrudniona na czas określony (nauczyciele wiedza jakie sa tego konsekwencje) a ojciec może stracic ważnego klienta na na swoje lekcje (prowadzący wlasna dzialalnosc tez doskonale go zrozumieją).
    W tej sytuacji oboje prowadza dialog o dalszym postepowaniu. Spokojnie i bez nerwow – pamiętajmy, ze dziecko ma opieke! Jeśli żadne z nich nie może wyrwac się ze swojej pracy to trudno. Koncza swoje zajecia i jada do dziecka. Rownie dobrze oboje mogli by być niedostępni (komórki wylaczone) albo daleko od miejsca zamieszkania. Zatem, Szanowni dyskutanci, trochę mniej jadu na biednych rodzicow.
    :)

    Pozdrawiam,
    Tez rodzic, (i to calkiem opiekuńczy), jakby ktoś chciał uzycia argumentu, ze jak będę miał dzieci to inaczej będę spiewal.
    :)

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Cóż, to nie był szpital w Warszawie na przykład, tylko oddział Stocera w Konstancinie, może rządzą się tam innymi prawami? Nie wiem. Tak czy owak, odmówili babci chłopca zajęcia się chłopcem bez jego rodziców. Powiedzieli, że i tak robią łaskę, bo powinni go skierować do szpitala na Litewskiej w stolicy.
      A co do szkoły, pierwszy raz B była w takiej sytuacji. Zadzwonili ze szkoły, deklarowali nawet, że sami odwiozą dziecko pod szpital…

      Dziękuję za mądry komentarz :)

      Odpowiedz
  19. ~Grzesiek

    Hahaha, co za obiektywizm. A jaki profesjonalizm blogerki! Usuwanie komentarzy nie pasujących do ideologii tego stronniczego artykuliku – żenada.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Usuwam TYLKO chamskie i niegrzeczne komentarze.
      Krytycznych, czyli nie pasujących do, jak to ująłeś, mojej ideologii, jest tu całkiem sporo.

      Odpowiedz
  20. ~symforjan

    Nie wiem dlaczego Moderator nie zamieścił mojego posta, a szkoda. Może dlatego, że nie tak do końca rozgrzeszam „B”, chociaż nie pozostawiam wątpliwości, co do „A”. Jest w tym z pewnością jakieś drugie dno, które najwyraźniej drażni Moderatora. Niestety w takich sytuacjach najbardziej poszkodowane jest zawsze małe „a” dlatego pozdrawiam tylko jego.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Nie przypominam sobie, żebym usuwała Twój komentarz. Usuwam tylko niegrzeczne. A sądząc po tonie Twojego obecnego wpisu, Twój poprzedni chyba do takich nie należał.
      To, czy ktoś rozgrzeszał A albo B nie miało dla mnie znaczenia.
      Liczy się dla mnie kultura słowa, dlatego nie zatwierdzam chamskich wpisów, a takie niestety się zdarzają.

      Odpowiedz
      1. ~symforjan

        Ruda, masz zupełna rację, przepraszam, to wszystko przez pośpiech, nie sprawdziłem dokładnie i wydawało mi się, że mojego komentarza nie ma, ale się myliłem. Trochę spontanicznie odpisałem jeszcze raz i chyba niepotrzebnie. W każdym razie zdania nie zmieniam i dla mnie w całej tej historii najważniejszy jest mały „a”, którego jeszcze raz pozdrawiam a Was przy okazji.

        Odpowiedz
  21. ~Calluna

    Matkę jestem w stanie zrozumieć, bo miała pod opieką inne dzieci, za które była odpowiedzialna, ale ojca nie rozumiem. Tak w ogóle pomijając wszystko, w takiej sytuacji człowiek zupełnie nie myśli o pieniądzach, bo chodzi o zdrowie dziecka, które w moim przypadku jest najważniejsze. Jak się czuło dziecko,słysząc takie teksty z ust rodziców.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>