Naprawiać czy wyrzucać?

 

Kupiłam dziś jakieś babskie czytadło dla zabicia czasu w autobusie.

No i siedzę sobie wygodnie, przerzucam kartki, a tu nagle news dnia ( ;) ) – jakaś celebrytka rozstała się z partnerem, krótka notka, obok zdjęcie, jego i jej, i podpis: Byli ze sobą trzy lata!

Wiecie, ten wykrzyknik tak mnie rozbawił, że uśmiałam się prawie do łez. Jednak po dłuższej chwili dopadła mnie refleksja, że nie powinnam się z tego śmiać, tylko płakać, i to rzewnymi łzami. Dostawiając ten wykrzyknik, ktoś nam wyraźnie sugeruje, że para odniosła niesamowity sukces, skoro wytrwali w związku AŻ trzy lata. To tak długo – te trzy lata…

No, schodzimy na psy, daję słowo. To bycie ze sobą trzy lata jest takim wyczynem? Może tak jest w tym celebryckim światku, co? Ja nie wiem, nie obracam się w nim, ale myślę, że dla przeciętnego obywatela o przeciętnym ilorazie inteligencji ten podpis to jasny przekaz: Wow, co za bohaterstwo… aż trzy lata… o rany… :)

I tak od refleksji nad podpisem przeszłam do rozmyślań nad trwałością związków.

Coś jest w tym, że coraz częściej ludzie wolą zmienić partnera niż popracować nad związkiem. Wolą wyrzucić niż naprawić. Coraz rzadziej, coraz trudniej spotkać pary o długim stażu. Coraz więcej rozwodów i rozstań wokół nas. Dlaczego?

Myślę sobie o swoich związkach. Najdłuższy właśnie się kończy – 8 lat. To dużo czy mało? Z jednej strony kawał czasu, kawał wspólnego życia, wspomnień, radości i bólu. Na myśl o tym, że te osiem lat straciłam, bo już kolejnych nie będzie, pęka mi serce. Bo choć powtarzam sobie, że oczywiście już nie kocham mojego męża i w ogóle wszystko mi przeszło, to jest to bzdura. Nie da się odkochać tak szybko, skoro do końca się miało nadzieję, że może jednak wszystko się ułoży. Nie da się odkochać tak szybko, skoro kochało się naprawdę. Jeszcze tęsknię, jeszcze cierpię, jeszcze czuję… Walczę z tym, ale… na wszystko przyjdzie czas. Czas leczy rany. Moje też zaleczy. Nie ma, drań, wyjścia :)

Z drugiej strony, takie 8 lat to tylko osiem lat. Inni są ze sobą 10, 15, 20… Czy rozstanie po piętnastu latach to większy dramat niż po ośmiu? Chyba nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Każda sytuacja jest inna.

Zasadnicze, moim zdaniem, jest pytanie: Dlaczego się rozstajemy? A raczej: dlaczego często jest tak, że rozstajemy się mimo wszystko pochopnie? Mimo że moglibyśmy wszystko naprawić?

Nie chcę uogólniać. Wiem, że są rozstania, które musiały nastąpić. Bywają bowiem sytuacje, których się nie naprawi. Jasne.  A jednak, na co wskazuje ten komentarz pod celebryckim zdjęciem, zbyt często w dzisiejszych czasach idziemy na łatwiznę i zamykamy pewne rozdziały w naszym życiu. Zbyt łatwo się poddajemy. Łatwiej wyrzucić, trudniej naprawić, powiedzmy to sobie szczerze.

Czy zrobiliśmy się leniwi? No, przecież coś musiało się stać, skoro tak postępujemy?

Powodów pewnie jest kilka.

Moim zdaniem, dzisiejsze czasy są podłe, bo większość czasu zabiera nam praca. Żyjemy, by pracować a nie na odwrót. Niestety. Zagonieni pracą zapominamy, że to, co najważniejsze, to bliskość drugiego człowieka. Bez niej człowiek usycha. Oczywiście, praca jest szalenie ważna. Bo wydatki, bo kredyty, bo debety, bo zabawki, bo kieszonkowe, bo kino, bo ciuchy… Pewnie. To wszystko jest niezwykle istotne. Tyle że jeśli nie zachowamy zdrowych proporcji między życiem zawodowym i prywatnym, unieszczęśliwimy siebie i naszych bliskich. Sądzę, że obecnie mamy do czynienia z takim właśnie zachwianiem priorytetów. Wygrywa zarabianie pieniędzy, wiązanie końca z końcem, przegrywa czułość, bliskość, intymność.

Inny powód? Egoizm. Mam wrażenie, że więcej go w nas aniżeli kiedyś. A skoro skupiamy się na sobie, to dlaczego mielibyśmy coś naprawiać, być elastycznym, coś poświęcić…? Jeśli jestem dla siebie najważniejsza, JA, JA  tylko JA, i MOJE potrzeby, to znajdę winę tylko w drugiej stronie. A skoro tak, to znaczy, że trzeba tę wadliwą stronę wyrzucić, pozbyć się jej. Egoizm, egocentryzm, egotyzm to cechy utrudniające zbudowanie i podtrzymywanie szczęśliwego związku… Para musi koncentrować się w podobnym stopniu na potrzebach, pragnieniach obojga osób a nie tylko jednej. Wtedy łatwiej coś dostrzec, naprawić, jeśli zajdzie taka konieczność.

A skąd, w takim razie, tyle egoizmu wokół nas? Skąd go więcej niż kiedyś? Tego to ja nie wiem. Może taki trend w wychowaniu?

Jeszcze jakiś powód? Przyzwolenie społeczne. Tak jak kiedyś „modne” były długie związki, długie małżeństwa, tak teraz, mam wrażenie, obserwuje się wyzwolenie z dawnych pęt. Większą wolność, brak potępienia wobec ludzi „skaczących z kwiatka na kwiatek”. Teraz to oni nie skaczą, tylko zdobywają doświadczenie ;)

I tak, jak mówi stare porzekadło, ziarnko do ziarnka, aż zebrała się miarka. Zmieniamy partnerów często, niekiedy zbyt często. Nie chce nam się naprawiać błędów, przyznawać do winy, ustąpić… Łatwiej i szybciej jest zrezygnować i szukać czegoś nowego. Albo po prostu odpuścić. Szkoda. Myślę, że takie emocjonalne lenistwo prędzej czy później się na nas zemści.

A póki co, w babskich czytadłach o związkach z 20-letnim stażem czytamy: Co za evenement… Chciałabym, żeby to się zmieniło.

36 myśli nt. „Naprawiać czy wyrzucać?

      1. desperado

        No co no!! Każdy facet jak ma katar to umiera !! A co do naprawiania wyrzucania to hm no wiesz, jak się da naprawić to można próbować, ale sama wiesz, że teraz taka tandetę robią że mało co się da naprawiać a zawsze jak zabawka nowa to nowa, nawet jak juz uzywana przez kogoś to dla nas nowa :)

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Ja wiem, że katar to choroba… w mordkę, śmiertelna. Jasne. Pewnie. Rozumiem, że umierasz :)

          A nowe zabawki fajne są ;)

          Odpowiedz
  1. ~grejs

    Wiele jest przyczyn, dla których związki rozpadają się, rzeczywiście szybciej niż „kiedyś”. Do tych, o których napisałaś, dodałabym jeszcze brak przygotowania ludzi, płci obojga, do bycia w związku. Bo łatwo jest sobie wyobrazić swój związek, oglądając łzawe i głupawe seriale. A w życiu tym zupełnie realnym jest pośpiech, bylejakość i dużo „po łebkach”, zamiatania pod dywan… Zanika rozmowa – po co rozmawiać, skoro gadać będzie wszechwładny telewizor? Zanika czułość, dotyk, okazywanie sobie bliskości. Bo wszyscy zmęczeni, zestresowani…
    Mam nadzieję, że Tobie się poukłada – życzę tego z serca :)

    Odpowiedz
  2. ~ewa

    Masz problemy z nadwagą? Brak Ci energii i witalności? Możesz sobie pomóc stosują świetny program,
    dostosowany dla każdego (idealnafigura24.pl)

    Odpowiedz
  3. ~vened

    Oczywiście, że cywilizacja europejska jest chora, Dlatego tak miota się w konwulsjach chwilowych związków. Dlatego przegrywamy w konkurenci z Islamem, gdzie stałość związków jest większa.

    Odpowiedz
  4. ~Aga

    Nawet nie wiedziałam, że jestem ewenementem ;-) W tym roku będziemy obchodzić 20 rocznicę ślubu i choć nie zawsze było różowo, to jednak jesteśmy ze sobą. Przede wszystkim rozmowa, umiejętność kompromisu i szczerość… To podstawa… no i chęci obu stron do współdziałania… Nawet kiedy jest gorzej to i tak najważniejsze, że jest przy mnie mój kochany małż – gotowy zawsze nieść wsparcie i pomoc :-) Tego życzę wszystkim parom :-)

    Odpowiedz
      1. ~Elwira

        Trzy lata temu zakończył się mój 13 letni związek – kocham nadal tak samo. Smutne i żałosne dla tych, którzy tego nie przeżyli. Nie żałuję jednak ani jednej minuty prawdziwego porozumienia i bliskości. On kochał naprawdę, tyle tylko, ze krócej niż ja.

        Odpowiedz
  5. Ania

    Kurcze, jestem z mężem, wciąż tym samym i niezmiennym od pięciu lat. Nie nadaję się na celebrytkę :(
    Ale serio- świetny wpis, pozdrawiam cieplutko :)

    Odpowiedz
  6. ~staruszka

    no to my z mężem to już”dziadki” 33 lata ze soba, ……… tak rozmowa i szczerość to nasza dewiza ,a ostatnio to jeszcze taka myś co mogę zrobić dla tej drugiej połówki aby go uszczęśliwić ,

    Odpowiedz
  7. ~nie mów hop

    Mój związek skończył się po 23 latach. Mąż wrócił …do mamusi… Było to dziesięć lat temu. Mamusia męża nie żyje od bodaj 7 lat, a on tkwi w jej mieszkaniu.

    Odpowiedz
  8. ~NOSTRADAMUS

    Są rzeczy i związki, których nie warto naprawiać. Może to i przykre, ale taka jest prawda.
    Najgorsze jednak jest to, że ludzie przestali szanować prawdziwe wartości w życiu. Już mało kto tak naprawdę wie co to przyjaźń.

    Odpowiedz
  9. sloneczko010981

    Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa, nic jej nie zastąpi. Czasy jakie są, takie są, ani lepsze, ani gorsze od tych, które były wcześniej. Myślę, że nie można wszystkiego zwalić na pogoń za pieniądzem, przecież nie każdy za nim goni. Ważne są codzienne, małe gesty, przelotne pocałunki, przytulenie, dotknięcie ręki, pytania o samopoczucie, w sumie o cokolwiek. Na takie gesty zawsze jest czas, przecież można na chwilę przystanąć, uśmiechnąć się do ukochanej osoby, zrobić coś, by czuła się ważna. Nie chcę się chwalić, ale chyba też trochę mój związek jest nietypowy, bo trwa już 6 lat. Może jest nam nawet trudniej niż przeciętnym zjadaczom chleba, bo i ja i mój partner zmagamy się z chorobami. A może to plus? Może dzięki temu bardziej uważamy na siebie i doceniamy to, co mamy? Pozdrawiam sentymentalnie i zapraszam.
    http://moje-zycie-z-nia.blog.pl/

    Odpowiedz
  10. ~boblato

    obecnie cały ludki chłam jednostkowo uważa się za jedynych,najlepszych,nieomylnych…w czym wydatnie pomagają internet i telefon powodujące brak konfrontacji z rzeczywistością
    stąd częste rostania także

    Odpowiedz
  11. ~katipe

    Na pewno rozstania są teraz łatwiejsze – chociażby przez to, że rozstaje się wiele par i nie ma już takiej presji, jak kiedyś, jeśli chodzi o rozwody. Ale na pewno ludziom się już mniej chce starać. Mniej ze sobą rozmawiają.
    Mój najdłuższy związek trwał ponad 4 lata. Teraz jestem z narzeczonym 3,5 roku, zaraz urodzi się nasze dziecko – i póki co nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy się rozstać – przede wszystkim ze względu na dziecko własnie. Ale widzę po nas, że są dni, kiedy nie rozmawiamy praktycznie nie sobą – niby spędzamy czas w jednym pokoju, ale każde z nas jest zajęte swoimi sprawami. Dlatego staram się, abyśmy co trochę wychodzili gdzieś tylko we dwoje – chociażby na pizzę. Wtedy jest okazja żeby popatrzeć sobie w oczy, porozmawiać.

    Odpowiedz
  12. ~zygfryda

    Ja też chciałabym, żeby to się zmieniło., Dla mnie to oczywiste, że po dłuższym czasie nie ma już motylków, ale za to jest przyjaźń, znajomość drugiego człowieka, bliskość,. jak coś się dzieje, nie tak, należy rozmawiać. niestety … z doświadczenia wiem, że mężczyźni wolą powiedzieć: hasta la vista, darling!
    Kiedyś poznałam mężczyznę, który był z kobietą 15 lat. Rozstali się, decyzja obojga. Uczucie wygasło. Dojrzała decyzja. Chwilę potem ja. Szał, motyle, obietnice wiecznej miłości. I co? Dziś znów jest obok tamtej … eh ….

    Odpowiedz
  13. ~anonim

    dlaczego kiedys zwiazki byly dlugie ?bo ludzie nie mowili o klopotach w domu.moja mama przezyla 40lat z akoholikem,bil ja,nie miala kasy,ale najwazniejsze bylo co ludzie powiedza !teraz kobiety nie boja sie walczyc o siebie i maja gdzies opinie spoleczna,bo to one cierpia,nie warto poswiecac jednego zycia na ciagle ratowanie zwiazku,gdzie wtedy czas na radosc ?po smierci jako meczennica ?

    Odpowiedz
  14. ~mężatka

    witaj
    ja jestem mężatką (jeszcze młodą ;) ) we wrześniu 5 będzie piąta rocznica ślubu, ogólnie jesteśmy ze sobą 7 lat. Czytając Twój wpis zaczęłam się zastanawiać na ile się zmieniłam odkąd jestem w formalnym związku :) może trochę bardziej marudzę ? :) hihi
    a tak poważnie…faktycznie nie są to małżeństwa naszych babć i dziadków którzy żyli lub nadal żyją ze sobą w takim samym uczuciu jak 40,50 lat temu. Bardzo zazdroszczę. Każda z nas wychodząc za mąż ma serce wypełnione nadzieją że spędzi całe życie przy jednej osobie. Rzeczywistość okazuje się brutalna.

    Odpowiedz
  15. ~BjeszczeM

    Ostatnio komentowałam artykuł o kochaniu mimo, a nie za coś…Teraz już wiem, jak się sytuacja skończyła. Wyrzucił, nie chce naprawiać. A ja się nie mogę pozbierać. Z bloga wywnioskowałam, że przeszłaś przez coś podobnego..Jak Ty to zrobiłaś???????!

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Ano przeszłam…
      Przez długi czas starałam się zasłużyć na miłość, żeby było można kochać mnie ZA COŚ. To był błąd. Tym bardziej, że trafiłam na kogoś, kto miał konkretne oczekiwania wobec żony/partnerki/matki swoich dzieci, miał jakąś wizję, do której ja absolutnie nie pasowałam. Chciał, żebym diametralnie się zmieniła i zasłużyła tym samym na jego czułość, ciepło, miłość. Przy czym sam elastyczny i skłonny do kompromisu nie był.
      Po kilku latach stwierdziłam, że to nie ja mam problem tylko on. Jeśli nie jestem w stanie sprostać jego oczekiwaniom i zasłużyć, by mógł kochać mnie ZA COŚ, to… niech spada. Trochę na ten temat poczytałam. Trochę pomyślałam… i doszłam do wniosku, że problem ma ta osoba, która nie potrafi akceptować i kochać człowieka MIMO JEGO WAD. Wbiłam sobie do głowy, że NIE MUSZĘ walczyć o czyjąś miłość. I to nie ja mam problem.

      A co do naprawiania: uważam, że trzeba próbować i walczyć o związek, jeśli się kocha i pod warunkiem, że obie strony chcą tej naprawy. Jak stara się tylko jedna, to nie ma co się męczyć…
      No i przychodzi taki moment czasem, że człowiek widzi, że czas WYRZUCIĆ, bo naprawa nie ma już sensu. To przykre, ale niestety się zdarza.

      A potem? A potem czas leczy rany :) Człowiek jest silny – przez wiele może przejść i jeszcze się czegoś nauczyć.
      POZDRAWIAM :)

      Odpowiedz
      1. ~Magda

        Jeny… Twój wpis mnie poraził, bo jest właśnie o mnie… Dokładnie 8 lat… Dokładnie ten sam brak akceptacji i jego oczekiwania – że schudnę, że będę czytała inne książki, że zmienię krąg przyjaciół… że będę innym człowiekiem!!! Z perspektywy czasu zastanawiam się, czy ja tego wcześniej nie widziałam, czy też on tak bardzo się zmienił, że zamiast człowieka, którego kochałam mam teraz do czynienia z tyranem, który za wszelką cenę stara się mnie zniszczyć psychicznie… Ostatnie dwa lata to koszmar, a tekst o tym, że wyjazd na wspólnie zaplanowane (i w większości przeze mnie opłacone) wakacje jest „poświęceniem” z jego strony, za które powinnam okazać mu wdzięczność – ostatecznie otworzył mi oczy i zdecydował o rozstaniu.
        Patrząc ze swojego punktu widzenia, w przypadku rozstania najbardziej bolą te zawiedzione nadzieje… Te wizje wspólnego życia i starości, które nigdy się nie zrealizują… Te złudne wspomnienia, ze przecież były szczęśliwe chwile… Ale jeśli nie chcesz zwariować, musisz odzyskać panowanie nad swoim życiem, nawet jeśli to oznacza bycie singielką…

        Odpowiedz
        1. Ruda Autor wpisu

          Jakie podobne są ludzkie historie, prawda?
          Po iluś tam latach żal tego, co było ok. Nawet jeśli tych fajnych chwil nie było wcale wiele.
          Zawiedzione nadzieje bolą, perspektywa samotności, życia w pojedynkę boli również. Ale życie bywa brutalne i tyle.
          Panowanie nad swoim życiem to podstawa.
          POZDRAWIAM :)

          Odpowiedz
          1. Małgosia

            To strasznie smutne… Bo zawsze są dwie strony. A najbardziej przykre, jeśli drugiej stronie jednak zależy, a druga rezygnuje, bo ta pierwsza „nie spełniła jego oczekiwań”…

  16. ~BjeszczeM

    Tylko ze ja nie umiem wyrzucić..ja chcę naprawiać mimo wszystko. A on tak po prostu odszedł…i ta samotność tak boli…a ja mimo wszystkiego złego,słów,czynów bardzo tęsknię i kocham.

    Odpowiedz
    1. Ruda Autor wpisu

      Bo to tak działa. Musi boleć, jeśli się bardzo kochało. Czas jednak zaleczy rany, zobaczysz :) Jeszcze szczęście się do Ciebie uśmiechnie :)

      Odpowiedz
  17. ~Adversarius

    Wpis bliski moim zainteresowaniom, gdyż pisałem pracę magisterską na temat kondycji współczesnej rodziny. W mojej opinii są dwie najważniejsze przyczyny rozpadu rodzin i związków. Pierwszą z nich już przytoczyłaś, czyli społeczne przyzwolenie na skakanie z kwiatka na kwiatek. Jest wiele typów związków nieformalnych, które zastępują tradycyjnie rozumianą rodzinę. Nawet stary dobry konkubinat, nazywany jest kohabitacją by uniknąć negatywnych skojarzeń. Drugą przyczyną jest niewłaściwe budowanie związków. Większość tych nieudanych małżeństw kończących się szybkim rozwodem budowana była na uczuciu, namiętności, wierze że razem można góry przenosić. Oczywiście możne, tylko uczucie nawet najsilniejsze z czasem słabnie i się wypala. Gdy nie zadamy sobie trudu by nad rwącym nurtem uczuć zbudować mostu poznania i przyjaźni, to gdy przyjdzie susza pozostaje tylko przepaść, której najczęściej nie da się przekroczyć.

    Odpowiedz
  18. Małgosia

    A ja może z trochę innej beczki: kolorowe „piśmidła” lubią szukać sensacji tak, gdzie jej nie ma. Bo tak naprawdę ileś par bywa ze sobą pół roku, rok, dwa lata, po czym to, co było między nimi z jakiegoś powodu się sypie. Nie każdy ma tak jak ja, że jest ze swoim pierwszym partnerem już kilka lat, przypieczętowuje związek dzieckiem itp… Niektórzy „docierają się” z kilkoma partnerami., zanim trafią na tego jedynego / tę jedyną. Czyli żadna sensacja sama w sobie.
    To, że przydarzyło się coś takiego jakiemuś celebrycie, stanowi dla kolorowych piśmideł temat, który trzeba podkolorować i wrzucić na swoje łamy, by zainteresować pewne rzesze potencjalnych odbiorców. Takie życie…

    Odpowiedz
  19. ~Krzychu

    Przeszedłem powrót w małżeństwie, walczyłem, wierzyłem i wiecie co?
    Na końcu efekt taki sam. Czasami z różnych klocków nie da się ułożyć pasującej figury. A co jest najgorsze po rozstaniu? To chyba iluzja. Dlaczego? Bo wydaje nam się często że brakuje nam tej drugiej osoby, a to tak nie do końca prawda. To co nas najbardziej boli i sprawia ból to samotność
    I jej sie naprawdę boimy. Najlepszym lekarstwem jest czas,wyjście do ludzi. Nie można jednak wpaść w pułapkę, czyli szukać zamiennika, wdepnąć w nowy związek bo wyrządzimy tylko sobie tym krzywdę.
    Pozdrawiam.
    http://zwycieskieporazki.blog.pl/

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>