Archiwa tagu: brak czułośći

Kochajmy i nie udawajmy

  Kochamy niewątpliwie MIMO CZEGOŚ. Ten, kto tego nie zrozumie, nie pojmie, nie przyswoi, ten poległ. Ten nie pokocha naprawdę.

Stan zakochania totalnego powoduje, że ślepia mamy nieco zamroczone. Zauroczeni jesteśmy wtedy wszystkim. Jednak ten stan mija. I albo przekształca się w prawdziwą miłość, albo… ginie w przyrodzie :)

Jeśli chcemy, żeby trwał, trzeba nauczyć się akceptować człowieka takiego, jakim jest. Takiego trzeba go kochać. Tak, kochać go, mimo że… kiepsko gotuje, zapomina kupić sól, jest przesadnie tolerancyjny… itd. itp. Oczywiście, myślę tu o ludziach ukształtowanych, dorosłych. Trudno oczekiwać od nich, że zmienią się diametralnie pod wpływem uczucia. Nic z tego. Jak będą kochać mocno, to zmienią się trochę. Oczekiwanie, że staną się praktycznie kimś innym, to zwykłe okrucieństwo. Zwłaszcza, jeśli samemu nie za bardzo chce się być elastycznym. Mamy więc do czynienia nie tylko z czymś nikczemnym, ale i naiwnym zarazem. Po obu stronach. Strona, która zrobi wszystko, by się zmienić (by zasłużyć na miłość?), robi sobie krzywdę, dosłownie, fizycznie i psychicznie, to po pierwsze. I jest naiwna, myśląc, że to się uda, to po drugie. A jeśli faktycznie wychodzi z założenia, że w ten sposób zasłuży na miłość, to znaczy to, że tkwi w czymś niedobrym. To znaczy, że ta pierwsza strona potrafi kochać ZA COŚ. A nie o to w miłości chodzi. Kochanie za coś, to nie miłość, to transakcja.

Akceptowanie człowieka, kochanie go MIMO ŻE… jest możliwe pod warunkiem, że zdajemy sobie sprawę z własnej niedoskonałości.

Z tego, że nam samym też daleko do ideału. Jeśli jedna strona jest przekonana, że zazwyczaj (prawie zawsze, najczęściej) ma rację, wie lepiej itp., to nic z tego nie wyjdzie. Jeśli traktuje drugą osobę jako tę „gorszą” (kiepską matkę, kucharkę, gospodynię/złego ojca, kochanka…), udana miłość nie jest możliwa. Partnerzy muszą traktować siebie na równi. Nikt nie jest gorszy ani lepszy. Każdy ma wady i zalety. KAŻDY SIĘ MYLI. Każdy może zapomnieć, nie tylko ta/ten, kto z reguły zapomina częściej :)

Jeśli kocham MIMO ŻE…, to wiem, że na miłość nie można zasłużyć. Nie mogę sugerować drugiej stronie, że będę ją kochać, będę czuła pod warunkiem, że: zarobisz tyle i tyle albo kupisz mi pierścionek. Albo nie zapomnisz wyrzucić śmieci. Albo będziesz pamiętać, żeby przykręcić mi gdzieś śrubkę. Analogicznie, mężczyzna nie może szantażować kobiety, twierdząc, że będzie czuły, jeśli ona na to zasłuży. Mówiąc, że przytuli, popieści, jeśli ona podstawi mu pod nos talerz z późną kolacją. W przeciwnym razie może się pocałować w nos… Kochamy, jesteśmy czuli, dotykamy, pieścimy właśnie dlatego, że kochamy. ZA NIC. Za to, że ktoś jest. MIMO ŻE on od roku nie przykręcił rurki w łazience. MIMO ŻE ona nie lubi gotować.

Jeśli do tego dodamy bycie bądź niebycie sobą, trzeba będzie stwierdzić, że to kolejna podstawa udanej miłości. O tak, na początku ludzie pragną dopasować się we wszystkim. Robić, myśleć, czuć to samo. Oczywiście, na dłuższą metę to fikcja. Dla mnie osobiście to fikcja nawet na krótką metę :)

Nie wolno udawać kogoś, kim się nie jest.

To okrutne, bo zwodzi się w ten sposób tę druga osobę, której się wydaje, że spotkała księcia/księżniczkę z bajki. Jeśli nie lubię koszul w brązową kratę i wybajerzonych butów, to jak ona chce mi takie wybrać, mówię: sorry, nie podoba mi się. Jeśli on nie lubi oglądać telewizji, to ona nie powinna wyrzucać odbiornika telewizyjnego tylko dlatego, żeby mu sprawić przyjemność.

Nie ma nic gorszego, niż udawanie w imię źle pojętej miłości. Bo to guzik jest a nie miłość. Jeśli mi zależy, jestem sobą. Jasne, jasne, jeśli ktoś lubi smarkać w rękę, no, to lepiej, by… sobą nie był i się zmienił :) Ale myślę, że wiecie, o co mi chodzi. BĄDŹ SOBĄ w kwestiach zasadniczych, bo one mogą zaważyć na Twoim związku. Po co później żałować? Po co marnować komuś czas? życie? zdrowie? 

To wszystko wydaje się takie oczywiste, takie proste, ale wierzcie mi, w praktyce okazuje się jednak i niestety skomplikowane. I niesie za sobą tyle pytań, na które tak trudni odpowiedzieć?

Czy można nauczyć się kochać MIMO że, skoro do tej pory kochało się za coś?

Jak nie skończyć w psychiatryku (albo z zawałem :) ), jeśli tak długo próbowało się dla kogoś zmienić?

Czy słuszne jest próbowanie, by zasłużyć na czyjąś miłość?

Czy wybaczać i czekać na zmiany?

Kiedy się wycofać, jeśli się już widzi, że związek „nie rokuje”?

 

To pewnie nie jedyne pytania związane z tym tematem. Ciekawa jestem, co o tym sądzicie? 

 

Mam nadzieję, M., że tekst Ci się spodobał…

 


 1.
Nie wiem, czy potrafię, czy wystarczy sił
Nie jest łatwo ciągle grać, jeszcze trudniej sobą być
O nic już nie pytaj, lepiej wiedzieć mniej
Dziś zasypiasz obok mnie, nie wiem co przyniesie dzień
Najtrudniej do prawdy przyznać się
Przed sobą…

Ref.
Wiem, dopóki wszystko jest możliwe
Chcę przy Tobie znów czuć się bezpiecznie
Choć tyle błędów już za nami
Znów bez podejrzeń zakochani

2.
Z Tobą mam już wszystko, z Tobą jestem kimś
Chociaż to tak wiele, w zamian nie chcesz nic
Dla Ciebie mogę sobą być
Dziś jedno…

Ref.
Wiem, dopóki wszystko jest możliwe
Chcę przy Tobie znów czuć się bezpiecznie
Choć tyle błędów już za nami
Znów bez podejrzeń zakochani

3.
Ile jeszcze razy [ile razy...]
Uda się nam spojrzeć tak na siebie jak pierwszy raz

Ref. [x2]
Wiem, dopóki wszystko jest możliwe
Chcę przy Tobie znów czuć się bezpiecznie
Choć tyle błędów już za nami
Znów bez podejrzeń zakochani