Archiwa tagu: małżeńskie sprzeczki

No i kto tu nawalił?

 

A i B są małżeństwem. Mają dwoje dzieci. B pracuje w szkole. Jest nauczycielką. A prowadzi własną działalność. Też uczy, ale uczniów indywidualnych. Jak to się mówi – prywatnie. Pracuje ciężko, najczęściej siedem dni w tygodniu. Zarabia wtedy, kiedy pracuje. Jak nie ma lekcji – nie ma pieniędzy. Żyje więc pod dużą presją.

Jakiś czas temu ich syn miał wypadek w szkole – złamał nogę.

Tego dnia B wybierała się na wycieczkę ze swoją klasą. To takie wyjście w nagrodę za uzbierane pochwały. Wychowawca zabiera wtedy klasę do kina albo na kręgle. B na prośbę uczniów wybrała kino. Zarezerwowała bilety i busa, żeby zawieźć i przywieźć z powrotem dzieciaki pod szkołę.

Jakieś dwie godziny przed wyjazdem do B zadzwoniono ze szkoły starszego syna i powiadomiono ją, że złamał nogę. B wpadła w popłoch. Wytłumaczyła, że jest w trudnej sytuacji, bo nie może nagle rzucić wszystkiego w szkole i zrezygnować z wycieczki. Obiecała błyskawicznie zorganizować kogoś innego, żeby zajął się synem. Do męża nawet nie zadzwoniła, bo wiedziała, że nie lubi odwoływać lekcji, gdyż traci wtedy pieniądze. Zadzwoniła do swojej mamy. Ta oczywiście zgodziła się pomóc. 

B miała wyrzuty sumienia, że sama nie pojechała, ale obawiała się, że będzie mieć nieprzyjemności w pracy, jeśli wyjazd odwoła. Autokar był zamówiony i już czekał. Z uczniami nie mógł jechać nikt inny – taka specyfika tego typu wycieczek. No i B już wcześniej raz zmieniała termin wyjazdu z powodu choroby młodszego syna. Odwoływanie wyjścia po raz kolejny chyba byłoby niepoważne.

Kiedy B była już w kinie, zadzwoniła do niej jej mama i powiedziała, że w ośrodku zdrowia nie chcą zająć się chłopcem, bo ona, czyli babcia nie jest jego prawnym opiekunem i nie ma zgody na to, żeby interweniować w tego typu sytuacjach. B zdębiała. Nie mieściło jej się to w głowie. Syn miał w końcu złamaną nogę i cierpiał. No, ale, jak wytłumaczono to jego babci, nie było zagrożenia życia, więc bez prawnego opiekuna lekarze nie mogli nic zrobić. Dzieciak mógł cierpieć do woli.

B postanowiła więc zadzwonić do męża. A wysłuchał jej spokojnie, a potem stwierdził, że właśnie ma lekcję z uczniem, potem kolejną i nie może pojechać do syna. B wytłumaczyła mu, że właśnie jest w kinie z wykupionymi biletami i nie może sobie stąd nagle pójść. A odrzekł, że to rozumie, ale nie może odwołać lekcji, bo straci pieniądze. B, wkurzona na maxa, dalej mu tłumaczyła, że lekarze nie udzielą pomocy ich synowi, jeśli nie będzie przy nim któregoś z rodziców. A zaś nadal tłumaczył, że nie może odwołać zajęć. W końcu B zapytała, ile straci pieniędzy, jeśli odwoła lekcje. A zaczął się łamać, wahać, jakby jednak uznał, że trzeba jechać, ale wymienił kwotę. B stwierdziła, że odda mu te pieniądze. I mąż pojechał…

Potem rozmawiali o zaistniałej sytuacji. A w długiej przemowie udowadniał żonie, że okazała się nieodpowiedzialna, bo to ona powinna rzucić wtedy wszystko i pojechać do syna od razu. B twierdziła, że nie ma racji, na przykład z tego względu, że w przeciwieństwie do niej jeździ samochodem i mógł szybko znaleźć się przy dziecku, a poza tym w jego przypadku w grę wchodziło tłumaczenie się przed jedną osobą z odwołania lekcji. Ona miała na karku swoich uczniów, ich rodziców i firmę, która wynajmowała autokary. A jej zarzucił, że nieodpowiedzialnie traktuje pieniądze, bo przez to, że sam pojechał, stracili parę stów. B powiedziała, że odda mu tyle, ile stracił. Taka jesteś bogata? – spytał ją mąż. Nie – odparła – ale kiedy w grę wchodzi zdrowie dzieci, to ja nie liczę. A jak trzeba, to pożyczę…

Tak czy owak A nie dał się przekonać i nadal żyje w przekonaniu, że jego żona jest nieodpowiedzialną matką i kobietą.

A syn? Włożyli mu nogę w gips na trzy tygodnie. Oczywiście, na zdjęcie gipsu pojedzie B.